A niech to prąd kopnie

W ubiegłym roku Wiesław Kałużny zmienił dostawcę prądu. Przedstawiciele nowej firmy przyszli do niego do domu. Poprosili o pokazanie rachunków za prąd, które opłacał do tej pory.
– Było ich aż troje, mówili, że płacę za dużo, że będzie zniżka, jeśli przepiszę się do ich firmy. Dali dokumenty. Podpisałem – mówi.
Przez kolejne miesiące płacił nowej firmie. – Wcale nie odczułem różnicy, że jest taniej, tylko zamiast co dwa miesiące trzeba było płacić co miesiąc – mówi.
Aż na początku kwietnia przyjechał monter i zaplombował licznik. Kałużny dostał wezwanie do uregulowania zaległego rachunku na 59 zł. Pismo, co prawda datowane jeszcze na marzec, kurier dostarczył 4 kwietnia. Na wezwaniu była informacja, że jeżeli nie ureguluje zaległości w ciągu dwóch tygodni od odebrania pisma, to zostanie mu odłączony prąd. Nazajutrz Kałużny zapłacił rachunek. Ale gdy wrócił z poczty do domu monter i tak zaplombował licznik.
Dostawca twierdzi, że to nie jedyna zaległość Kałużnego, chociaż w wezwaniu do zapłaty o innej nie ma mowy. Mężczyzna o innych rachunkach też nie wie. – Gdy dzwoniłem to mi coś o jakimś ubezpieczeniu mówili, ale ja nie chcę tego płacić – denerwuje się. – Kiedyś tak nie było. Jeśli ktoś po domach chodził to wiadomo było, że urzędnik i można mu zaufać. A teraz? Po co mi była ta zmiana dostawcy prądu?

Komentarze