Absurdom nie będzie końca?

Zespół do opracowania raportu ws. możliwości uproszczenia regulacji dotyczących wykonywania działalności leczniczej, czyli tzw. „zespół antyabsurdalny” zakończył swoje prace pod koniec kwietnia, zgłaszając ministrowi Konstantemu Radziwiłłowi konkretne propozycje, jednak o ich dalszym losie słuch zaginął.

Zespół pracował w trzech zakresach – ogólnych przepisów dotyczących wykonywania działalności leczniczej, nadzoru nad działalnością leczniczą (a także sanitarno-epidemiologiczną, w zakresie prawa atomowego, ochrony środowiska, gospodarki odpadami) oraz spraw związanych z finansowaniem świadczeń ze środków publicznych, zarówno z NFZ, jak i wprost z budżetu państwa. Z zaproponowanych rozwiązań szczegółowych eksperci poddają pod rozwagę m.in. rezygnację z dalszego zaostrzania kryteriów i wymagań sprzętowych dotyczących wykonywania świadczeń gwarantowanych, a także gruntowną rewizję wymagań kwalifikacyjnych personelu medycznego. – Mamy w Polsce zbyt mało specjalistów, aby kontynuować zaostrzanie wymagań. Tymczasem jedynym skutkiem będzie pogorszenie dostępności świadczeń dla pacjenta – tłumaczy Tomasz Pęcherz, przewodniczący zespołu, prezes Fundacji Watch Health Care.

Eksperci postulują też powrót do 6-letniego systemu kształcenia lekarzy wraz ze stażem podyplomowym oraz zmian w samym kształceniu podyplomowym, uznawanym obecnie za niewydolny. Mamy więc za mało kadr, za to za dużo przepisów przy niewystarczającej ilości pieniędzy w systemie. Zespół dotknął absurdu wręcz legendarnego , czyli nadmiaru sprawozdawczości. Ogólnie zwłaszcza na oddziałach szpitalnych piszę się za dużo, ale przede wszystkim nikt w istocie tego… nie czyta i nie analizuje. W dodatku osobnych dokumentów domagają się różne instytucje, które przecież mogłyby wymieniać się danymi, nie obciążając dodatkowo personelu medycznego. Łącznie zaproponowano kilkaset poprawek, szeroko konsultowanych ze środowiskami służby zdrowia.

Od chcenia się nie poprawi

Sami lekarze zaproponowali np. ujednolicenie przepisów dotyczących wystawiania recept i przypisania ich numeracji do danego lekarza, nie zaś do miejsca jego pracy, przeważnie przecież więcej niż jednego. Generalnie w ogóle chodzi o rezygnację z nadmiaru wskaźników, klasyfikacji, a także o odejście od zasady, że każda kontrola musi zakończyć się karą dla sprawdzanego, bo to przecież nonsens najpierw finansować opiekę medyczną, potem pieniądze odbierać, a wreszcie narzekać, że i środków nie starcza, i opieka jest niewystarczająca.
Rewolucyjnie też prezentuje się pomysł by zakończyć… „rewolucję informatyczną” w służbie zdrowia, która jak dotąd przysporzyła tylko siwych włosów starszym lekarzom, a i tak np. poziom cyfryzacji np. lecznictwa rodzinnego nie przekracza 20 proc. Bodaj zaś najważniejsze wydaje się jednak spostrzeżenie, że od samego wydawania zarządzeń jeszcze nic się nigdy nie poprawiło i nie poprawi. – Dominowało dotąd przekonanie, że wystarczy wydać kolejne rozporządzenie i już automatycznie wszystkie jego założenia przełożą się na poprawę w codziennym życiu, a tymczasem tylko mnoży się przepisy, abstrahujące od realiów, organizacyjnych, finansowych, kadrowych – tłumaczy prezes Pęcherz.
Niestety, wydaje się, że tylko to ostatnie zalecenie wyłapali, choć niekoniecznie zrozumieli, rządzący, bo na razie żadnych zarządzeń wypełniających ducha i literę ustaleń komisji nie wydano. I to wydaje się zakrawać na absurd największy.TAK

Komentarze