Agentka wciąż bez kary

Dwoje kuzynów, wracając z pogrzebu, zginęło w wypadku samochodowym na rogatkach Lublina. W ich auto czołowo uderzyła swoim pojazdem agentka ubezpieczeniowa, która miała
1,4 promila alkoholu w organizmie. Od tej tragedii mija już prawie 4 lata i nadal w tej sprawie nie ma prawomocnego wyroku
Wydawało się, że sprawa jest oczywista, a zachowanie kierującej nie ma żadnego usprawiedliwienia. Doszedł do takiego wniosku sąd I instancji, który w ubiegłym oku skazał Dorotę W. (46 l.) na karę 6 lat więzienia i wydał 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Kobieta nie chce iść do więzienia i nie czuje się winna. Przyznaje się do jazdy po alkoholu, ale nie do tego, że z jej powodu doszło do wypadku. Złożyła apelację i teraz rozpoczął się ponowny proces. W ubiegłym tygodniu przed sądem powtórzyła to, co mówiła wcześniej.
– To tragedia moja, mojej rodziny i poszkodowanych. Jest mi bardzo przykro – mówiła z żalem, ale przyznaje się jedynie do kierowania autem po pijanemu, nie do samego wypadku. Usprawiedliwia się twierdząc, że omijała przeszkodę – porzucony karton albo paczkę styropianu.
Według wcześniejszych ustaleń sądu, gdyby kobieta była trzeźwa i jechała z dozwoloną prędkością (50, a nie 88 km/h, jak wyliczyli biegli), mogłaby prawidłowo ocenić sytuację i bezpiecznie wykonać odpowiedni manewr.
Drogowy dramat rozegrał się w listopadzie 2012. r. Jan S. (80 l.) oraz jego kuzynka Irena K. (72 l.) byli na pogrzebie swojego krewnego. Oboje wracali do Lublina, gdzie mieszkali. Ledwo minęli tablicę z oznaczeniem miasta, doszło do tragedii. LL

Komentarze