Atak na świecące dekolty

Kiedy jest ciepło, praktycznie nie ma dnia, aby ofiarą złodziei biżuterii nie padła jakaś kobieta. – Drań podbiegł do mnie, kiedy wracałam z targu, obładowana zakupami – opowiada pani Zofia (55 l.) z ul. Kunickiego w Lublinie.

 

 

– Atakował od tyłu i wszystko działo się szybko. Zanim się obejrzałam, on już uciekł do bramy. Łańcuszek miał dla mnie dużą wartość i nie chodzi o tą materialną. Straciłam cenną pamiątkę, która została mi po zmarłym mężu. Od teraz nigdy już nie zakładam biżuterii. Po prostu szkoda ryzykować.
Kradzieżami zajmują się głównie ci sami sprawcy. Bardzo często to nieletni, którzy wykorzystują swój młody wiek, bo wiedzą, że nawet w razie wpadki raczej nic im za to nie grozi. Kilka dni temu wpadł znany mundurowym 15-latek. Chłopak grasował w biały dzień. Zrywał łańcuszki na Lubartowskiej i ul. Czwartek. Poszkodowane kobiety oszacowały straty na ponad 1200 zł. Policjanci wytypowali złodzieja z grona podejrzanych. Teraz odpowie przed sądem rodzinnym, który może go skierować do ośrodka wychowawczego. Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że będzie znów kradł, niż to, że trafi do poprawczaka.
Kradzieże łańcuszków od wielu lat są letnią plagą Lublina. – Złodzieje nie mają problemu z wyśledzeniem ofiary. Po prostu dokładnie widać, kto i co ma na sobie. A złoto kusi – mówią policjanci.
Wiele przypadków nie jest zgłaszanych. Policja podkreśla, że nie ma reguły, gdzie tego typu bandyckich napadów jest najwięcej. Przestępcy atakują wszędzie, o każdej porze i w każdej dzielnicy. Z naszych analiz jednak wynika, że szczególnie trzeba uważać, poza wspomnianą ul. Lubartowską, na ulicach: Zamojskiej, 1 Maja oraz na Starym Mieście. Złodzieje grasują także w okolicach dworca PKP oraz na przystanku przy Dworcu Głównym PKS przy al. Tysiąclecia. Rejon bazaru przy ul. Pocztowej to także ulubione miejsce rabusiów.
– Rabusie wykorzystują element zaskoczenia. Napad jest ciężkim przeżyciem dla ofiary. Kiedy się otrząśnie, złodzieja już nie ma. qWszystko przebiega błyskawicznie. Często pokrzywdzeni nie są w stanie zapamiętać twarzy napastnika. To potem znacznie utrudnia ustalenie sprawcy – zaznaczają policjanci. Samym mundurowym niełatwo jest ścigać złodziei. Rabusie od razu w tłumie są rozpoznają twarz policjanta operacyjnego albo cywilny samochód wywiadowców. – Wtedy są grzeczni, a żeby komuś przedstawić zarzuty i postawić przed sądem, to najczęściej trzeba go złapać za rękę – stwierdzają wywiadowcy. LL

Komentarze