Bambusy nie zastąpią przewijaków

Urząd Marszałkowski miejscem mało przyjaznym maluchom. To ewenement na mapie Lublina.

W dzisiejszych czasach nikogo nie dziwi widok nosidełka z małym dzieckiem w pociągu, sklepie czy urzędzie. Coraz więcej spraw załatwiamy w biegu, dosłownie z dzieckiem na ręku. Dobrze jeśli miejsce do którego idziemy jest przyjazne małym ludziom, którzy mają swoje wielkie potrzeby: często są głodni, marudni, domagają się zmiany pieluszki. W Lublinie jest coraz więcej lokali i restauracji oznaczonych miejskim logo „Miejsce Przyjazne Rodzinom i Dzieciom”. O ten tytuł przyznawany przez prezydenta Krzysztofa Żuka rokrocznie stara się coraz większa liczba firm i instytucji. W tym roku został nim odznaczony również Lubelski Urząd Wojewódzki, który w obu swoich siedzibach przy Północnej i Spokojnej posiada bardzo ładne pokoje socjalne dla rodziców z małymi dziećmi.

Kolorowo i funkcjonalnie

Na drzwiach pokoiku w siedzibie głównej LUW kartka w czterech językach. W środku wygodna kanapa ze zmywalną tapicerką i kosz na pampersy. Na starszaków czeka mały stoliczek, kredki i kolorowanki. Jest regał z zabawkami i pastelowe obrazki na ścianach. Można nakarmić i przewinąć malucha, a starszaka zająć zabawą. – Nasze pokoje funkcjonują już od 2015 roku. Zależy nam bardzo, aby wszyscy przychodzący do nas mieszkańcy byli zadowoleni, chcemy być urzędem przyjaznym zarówno rodzicom, jak i małym dzieciom – podkreśla Radosław Brzózka, rzecznik prasowy wojewody.

Pokój 567…

Również w lubelskich Biurach Obsługi Mieszkańca Urzędu Miejskiego Lublin są miejsca, gdzie maluchy można zająć zabawkami a w punkcie na Wieniawskiej, w toalecie na pierwszym piętrze, jest także przewijak i mały nocnik.
Szkoda, że tych wszystkich, mało przecież kosztownych udogodnień, brakuje w wybudowanej kosztem kilkudziesięciu milionów złotych nowej siedzibie Urzędu Marszałkowskiego przy ulicy Grottgera. Jeden z naszych czytelników, towarzyszący żonie przy załatwianiu urzędowych spraw zasygnalizował nam, że podczas wizyty w tym gmachu nie znaleźli miejsca, w którym mogliby przewinąć swoją kilkumiesięczną córeczkę. Zagadnięci przez nich urzędnicy nie mieli pojęcia, gdzie taki pokój się znajduje i czy w ogóle przewidziano go w tej pięciokondygnacyjnej budowli. – Taki pokój jest na piątym piętrze pod nr 567 – informuje Beata Górka, rzecznik prasowy urzędu.
Postanowiliśmy tam zajrzeć w nadziei, że widok będzie podobny do tego, jaki zastaliśmy na ulicy Spokojnej, w siedzibie wojewody lub w ratuszowych BOM-ach. Niestety, po pierwsze: na parterze w punkcie obsługi panie wprawdzie już wiedzą, że taki pokój jest, ale nie pamiętają jego numeru. Po drugie: po wjechaniu windą na piąte piętro naszym oczom ukazuje się plątanina korytarzy i szereg jednakowych drzwi, brakuje strzałek oznaczających kierunek. Na drzwiach pokoju nr 567 nie ma żadnych oznaczeń, że akurat tutaj jest miejsce do przewinięcia niemowlęcia. W środku jest wprawdzie kanapa i fotel, ale brakuje przewijaka, kosza i nie ma ani jednej zabawki. Dlaczego trzeba jechać windą i szukać? Przecież łatwiej byłoby zamontować przewijaki np. na ścianach w łazienkach. W dzisiejszych czasach to naprawdę dziwne, że znalazły się pieniądze na prawdziwe bambusowe drzewa w środku pomieszczenia, a nikogo nie zastanowił brak takiego niekosztownego drobiazgu jak przewijak. Mamy nadzieję, że po naszej interwencji Urząd Marszałkowski poprawi warunki dla najmłodszych obywateli i w przyszłym roku wystartuje w miejskim programie „Miejsce Przyjazne Rodzinom i Dzieciom”. (EM.K.)

Komentarze