Bobry niszczą Wielkopole

Mieszkańcy Wielopola od kilku lat mają problem z bobrami. – Tak do końca to nie wiadomo, ile ich jest, ale na pewno sporo. Widać to po skutkach ich działania – opowiada Wiesław Olech z Wielkopola. Kilkadziesiąt metrów od mieszkania pana Wiesława znajduje się np. dość duży rów melioracyjny. – Od kiedy pamiętam, nadmiary wód się w nim zbierały, dzięki czemu mieliśmy suche działki i domy. Rowem jednak nikt się nie interesuje, no, poza bobrami. Podgryzają okoliczne drzewa, które w końcu lądują w rowie i go zapychają – dodaje. W efekcie, według pana Wiesława, niszczeją nie tylko drzewa, ale stale zmniejsza się powierzchnia rowu, który odpowiada za meliorację okolicy. – Drzewa w wodzie usychają i po prostu się marnują. Nic z nich za chwilę nie będzie. Co więcej, zniszczonych drzew nie ma praktycznie jak zabrać, bo nie można podjechać żadnym sprzętem na tak zabagniony teren – opisuje mieszkaniec Wilkopola. Ludziom bardziej we znaki daje się za to woda, która coraz częściej dostaje się, zamiast do rowu, do okolicznych domów, stodół i obór. – Budynki są zawilgocone, często woda stoi, śmierdzi, pojawiają się owady. Zdarza się, że jak woda się podnosi to ludziom szamba wywalają. Gdyby była prawidłowa gospodarka tym rowem, to wszyscy byliby zadowoleni. Gdyby dbało się o ten rów, i bobry by żyły, i ludziom by się nic nie działo, bo zwierzęta przynosiłyby korzyści, np. w trakcie suszy. Są przecież ważnym elementem ekosystemu. Poprawiają retencję w terenie. Zmniejszają ryzyko powodzi, szczególnie na terenach górskich i podgórskich – mówi Olech. Choć o problemie wiadomo od lat mieszkaniec Wielkopola dotychczas nie informował o tym mediów. – Teraz miara się jednak przebrała. Apeluję do odpowiednich służb, by w końcu coś z tym zrobiły, w przeciwnym razie nikt nie będzie chciał tu mieszkać – podsumowuje. (kg)

Komentarze