Buta urzędników.Chełm się dla nich nie liczy

Dwa wypadki śmiertelne, zatrważająca liczba kolizji na granicy z wypadkiem i tyle samo stłuczek w ciągu zaledwie 12 miesięcy. Dla GDDKiA to jednak za mało, żeby podjąć jakiekolwiek działania na odcinku krajowej „dwunastki”, tuż za wyjazdem z Chełma.
W grudniu ub.r., po kolejnym wypadku, rzecznik prasowy GDDiK, Krzysztof Nalewajko, bronił się stwierdzeniami, że skoro policja zatwierdziła oznakowanie na drodze i „obecnie nie wnosi żadnych poprawek”, to wszystko jest w porządku. Gdyby służby się upomniały, można byłoby się zastanowić nad poprawą bezpieczeństwa w tym miejscu. To przykre, ale najwyraźniej były to jedynie słowa rzucane na wiatr… Bo kiedy miesiąc później, po rozmowach z komendą wojewódzką, Komenda Miejska Policji w Chełmie wystąpiła z wnioskiem o ograniczenie prędkości na tym odcinku do 70 km/h oraz zamontowanie na znakach poziomych P-4 elastycznych słupków poliuretanowych rozdzielających jezdnię, GDDiK z marszu odmówiło. Nie wysilili się na żadne wyjaśnienia pisemne i uargumentowanie w jakikolwiek sposób swojej decyzji – tylko „Nie, bo nie”. Nieważne, że odcinki drogi wiodącej przez wzniesienia w Janowie to jedyne takie miejsce na całej trasie do Lublina, gdzie widoczność jest ograniczona do minimum. Nieważne, że kierowcy nagminnie łamią przepisy, gnają tu na potęgę i nierzadko wyprzedzają całą kolumnę pojazdów. Plastikowe słupki załatwiłyby sprawę bezpieczeństwa, tak jak stało się na drodze Krasnystaw – Lublin, gdzie sprawdziły się na znacznie dłuższym – sześciokilometrowym odcinku. Do drogowców nie docierają żadne argumenty. Nawet na wniosek o pozwolenie na ustawienie billboardów ze zdjęciem z wypadku w janowskim lesie (pełniących rolę czarnych punktów na drodze) odpowiedzieli negatywnie. Chociaż pod wnioskiem podpisali się komendant policji, prezydent Agata Fisz i wójt gm. Chełm Wiesław Kociuba, i zapewnili, że pokryją koszty budowy i utrzymania tablic, znów „nie”. Trudno zgadnąć, dlaczego (skoro samorządy obiecały zapłacić za wszystko), bo z odpowiedzi GDDiK nic nie wynika: „Nie może nastąpić ze względu na konieczność szczegółowego wyjaśnienia stanu faktycznego i prawnego sprawy oraz zapewnienia stronie niniejszego postępowania czynnego w nim udziału”.
Zarządca drogi mówi wprost – chcecie, żeby było bezpieczniej, to zamontujcie sobie odcinkowy pomiar prędkości. Dwie bramki to koszt 260 tys. zł. Naczelnik chełmskiej drogówki Tomasz Błaziak zapowiada, że nie ma zamiaru się poddać: – Znajdziemy pieniądze. Dostaliśmy też zapewnienie, że uda się ograniczyć prędkość na tym odcinku do 70 km/h.

I wszystko jasne…
Urzędnicy GDDKiA, bronią przyjętej przez siebie organizacji ruchu, podpierając się analizami i nie dopuszczając nawet myśli, że mogą się mylić, choć zmiany sugerowali im ludzie, którzy codziennie jeżdżą niebezpiecznym odcinkiem drogi. Nie biorą pod uwagę próśb policjantów, którzy na co dzień borykają się z problemem. Z urzędniczej ciepłej posadki widać chyba lepiej. Ośli upór musi być czymś podyktowany. – W końcu nikt nie jest tak głupi, żeby zapierać się przy czymś bez powodu… Tym bardziej jeśli ma się w głębokim poważaniu nie tylko opinię społeczeństwa, mediów, ale też samorządów i policji – komentują nasi urzędnicy i policjanci. Po kilku próbach rozmów z zarządcą drogi wszystko stało się jasne. GDDKiA nie ma zamiaru kiwnąć palcem, bo – jak stwierdził wprost rzecznik lubelskiej GDDKiA – kiedy zamontują słupki przed Chełmem (a chodzi jedynie o krótki odcinek), wypadki przeniosą się w stronę Lublina, bo kierowcy, którzy musieli zwolnić, będą chcieli nadrobić stracony czas. Niewiarygodne. Z dwojga złego, lepiej dla nich, żeby samochody się rozbijały, a ludzie ginęli, tutaj, a nie przed miastem wojewódzkim. Dlatego też np. w Nowym Chojnie powstanie ponad 2 km kolejnego ciągu pieszo-rowerowego wzdłuż K-12. W ciągu ostatnich 6 lat doszło tam do 8 wypadków, w których zginęły 3 osoby, a 5 zostało rannych. W janowskim lesie tylko w ostatnim roku doszło do 3 wypadków, w których zginęły 2 osoby! Ale według generalnej dyrekcji to właśnie w Chojnie jest niebezpieczny odcinek drogi krajowej… Ciekawe, czy wezmą na siebie odpowiedzialność, gdy przed wjazdem do Chełma zginie następna niewinna osoba? O interwencję w sprawie poprosiliśmy znaną ze skuteczności chełmską posłankę PiS Beatę Mazurek. W niej jedyna szansa na utemperowanie urzędniczej buty.

Komentarze