Chełmianie u Smarzowskiego

Na 7 października zaplanowano premierę „Wołynia” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Mieszkańców Chełma film ten powinien szczególnie zainteresować. Po pierwsze dlatego, że porusza temat ludobójstwa na Kresach – zbrodni, o której dotąd milczano, a której świadkowie żyją wśród nas. Po drugie, bo prawdopodobnie zobaczymy w nim dwóch chełmian – Wojciecha Zakrzewskiego i Piotra Stelmaszczuka.
Wojciech Zakrzewski i Piotr Stelmaszczuk z Wojciechem Smarzowskim znają się już dłuższy czas. Obaj panowie działają w DKF „Rewers”, który nie raz gościł reżysera na swoich spotkaniach. Poza tym, Piotr Stelmaszczuk statystował już u Smarzowskiego w filmie „Drogówka”.
Jak mówią, na plan „Wołynia” trafili trochę przez przypadek. – Wiedzieliśmy, że Wojtek kręci już ostatnie sceny filmu. Chcieliśmy mu pogratulować i pojechaliśmy na plan, a on zapytał, czy nie mielibyśmy chęci statystować. Zgodziliśmy się, więc ucharakteryzowano nas, przebrano i trochę ubrudzono – opowiada Piotr Stelmaszczuk, na co dzień pracownik Kina „Zorza”.
Na planie spędzili cały dzień. Statystowali w dwóch scenach filmu. Pierwsza z nich, scena wywózki, była kręcona w Parowozowni Skierniewice.
– Miejsce jak z epoki. Wokół ucharakteryzowani statyści, tobołki, zegary, szafy, biegające dzieci, kury, kaczki, krowy i pośród tego my. Miałem wielką koszulę i buty za duże o dwa numery. Dostałem do ręki lejce i miałem za zadanie wprowadzać konia na wagon. Scena była dublowana siedem razy. Ale trudno powiedzieć, ile będzie nas widać w filmie – mówi W. Zakrzewski.
Na planie „Wołynia” W. Zakrzewskiemu i P. Stelmaszczukowi towarzyszył chełmski fotograf Przemek Świechowski. On również mógł statystować w filmie, ale ostatecznie nie skorzystał z okazji. Wolał robić zdjęcia. – Zrezygnowanie z zagrania u Wojtka Smarzowskiego, nawet w roli statysty, nie przyszło mi łatwo, ale silniejszy okazał się instynkt fotografa. Plan zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Miałem wrażenie, jakbym przeniósł się w czasie – mówi P. Świechowski.
– Rzeczywiście plan robił wrażenie. Interesuję się filmem, biorę udział w spotkaniach DKF, byłem na planie filmowym, ale wcześniej obserwowałem wszystko zza taśmy. Teraz znalazłem się w centrum wydarzeń. Laikowi może wydawać się, że na planie panuje chaos, wokół operatorzy kamer, oświetleniowcy, charakteryzatorzy, tłum statystów, wśród nich krzyczące dzieci, zwierzęta, upał, kurz, raca udająca dym z komina, ale tu każdy wie co ma robić. W kinie widzimy już efekt końcowy, a za każdą sceną, nawet tą trwająca kilka, kilkanaście sekund stoją godziny pracy i liczne duble – mówi W. Zakrzewski.
Premiera najnowszego filmu W. Smarzowskiego zaplanowana jest na 7 października.
– Przedpremiera odbędzie się kilka dni wcześniej w Teatrze Narodowym, ale niewykluczone, że chełmska publiczność również będzie mogła zobaczyć „Wołyń” w przedpremierze. Zabiegała o to dyrektor ChDK-u i producenci biorą nasze miasto pod uwagę – dodaje P. Stelmaszczuk.
(kw, fot. Przemysław Świechowski)

Komentarze