Cierpienie uwięzione w klitce

Niepełnosprawny pan Tadeusz Grzegorczyk z synem cisnął się w 25 metrowym mieszkaniu bez toalety i ciepłej wody. Do tego lokal znajduje się na drugim piętrze, a pan Tadeusz ma problemy z poruszaniem się

61-letni Tadeusz Grzegorczyk był kierowcą lubelskiego MPK. W 1996 r. pośliznął się w drodze do pracy. Uderzył głową o chodnik. Doznał krwotoku do mózgu. Dziś ma I grupę inwalidzką, z trudem się porusza, mieszka z synem na 25 metrach kwadratowych na drugim piętrze kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Marzy tylko o jednym – by móc wyjść na świeże powietrze i odpocząć w ciszy.

Pan Tadeusz od ponad dwudziestu lat jest osobą niepełnosprawną, niezdolną do pracy mimo intensywnej rehabilitacji. Trudność sprawia mu poruszanie się po domu, nie mówiąc już o wyjściu na zewnątrz. Jego mieszkanie znajduje się na drugim piętrze starej kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. Schody są stare, drewniane i bardzo strome. Od kilkunastu lat bezskutecznie stara się o mieszkanie, najlepiej na parterze, z zasobów miasta.

Każdy ruch to wysiłek

– Leczenie i rehabilitacja trwały dłuższy czas. Mimo to nadal nie jestem osobą w pełni sprawną. Właściwie to wyłączoną mam jedną połowę ciała, w lewej ręce to tylko kartkę mogę utrzymać. Wszystko muszę robić na siłę – mówi. Choroba nadal daje o sobie znać. Dwa lata temu pan Tadeusz niespodziewanie upadł w swoim mieszkaniu. Okazało się, że pojawił się krwiak. Konieczny był kolejny pobyt w szpitalu i rehabilitacja. – Nie poddaję się, na dobrych lekarzy trafiłem. Do domu taki rowerek kupiłem, żeby ćwiczyć i próbuję, ile mam sił. Chodzę powolutku bardzo, uważać muszę na nogi, bo mi puchną. Nawet butów zwykłych nie włożę, tylko syn mi takie specjalne, miękkie musi kupować – wyjaśnia senior. W tym momencie zajmuje się nim 22-letni syn, który nadal się uczy.

W mieszkaniu od lat nie ma ciepłej wody i łazienki, a toaleta z małym kranem znajduje się na korytarzu. Od niedawna jest wreszcie ogrzewanie, bo wcześniej były tu tylko kaflowe piece. W malusieńkim mieszkaniu największy jest balkon z reprezentacyjnym widokiem na Krakowskie Przedmieście. – To po prostu przed wojną było jedno mieszkanie – teraz jest podzielone na trzy różne ze wspólnym korytarzem. Tu nawet nie byłoby gdzie tej łazienki zrobić. Inni lokatorzy mają, a my nie. Jak bym mógł, to bym chętnie i ten balkon zabudował – ubolewa pan Tadeusz. Jeszcze rok temu mieszkała z nim żona – Aniela, która niestety zmarła. Teraz zajmuje się nim tylko syn, Maciej. Pan Tadeusz ze swojej niewielkiej renty regularnie płaci czynsz w przeciwieństwie do innych mieszkańców tej komunalnej kamienicy.

Blisko, ale i daleko w kolejce

W mieszkaniu niewiele miejsca – każda wolna przestrzeń jest zajęta przez sprzęty, ale wszędzie czysto, wszystko poukładane, wysprzątane, na ścianach obrazki, na półkach książki i bibeloty. Za to klatka schodowa, którą pan Tadeusz musi wychodzić na spacer z pieskiem, pozostawia wiele do życzenia – na każdym półpiętrze walają się puszki i butelki po alkoholu, czuć odór moczu, widać plamy. To chyba jedyna klatka, która w tej okolicy nie posiada domofonu. O mieszkanie zastępcze pan Tadeusz starał się samodzielnie już kilka lat temu. Niestety, wtedy jego dochód nieznacznie przekroczył ustalony próg. Teraz wniosek do Urzędu Miasta w Lublinie o najem lokalu z mieszkaniowego zasobu miasta złożył jego syn. Sprawę przejął Wydział Spraw Mieszkańców Urzędu Miasta w Lublinie. W listopadzie ubiegłego roku rodzina otrzymała odpowiedź, iż została warunkowo ujęta w ostatecznym wykazie osób zakwalifikowanych do zawarcia umowy najmu lokalu z mieszkaniowego zasobu miasta. – Państwo Grzegorczykowie znajdują się na 57. pozycji – na całej liście jest 78 osób – mówi Ewa Lipińska, dyrektor Wydziału Spraw Mieszkaniowych. Jak przyznaje pani dyrektor, pierwszeństwo w przyznaniu mieszkania mają rodziny wielodzietne, których bardzo wiele oczekuje na mieszkanie z zasobów miasta. – Rocznie odzyskujemy około 160 mieszkań. Są to lokale o obniżonym standardzie, które trzeba jeszcze wyremontować – zaznacza dyrektor Lipińska.

Nadzieja na Felin

W tym momencie miasto czeka na oddanie nowych bloków na Felinie (ma to nastąpić w lipcu br.), w których znajdzie się 120 jedno- i dwupokojowych lokali o powierzchni od 34 do 45 mkw. Mieszkania te mają być przyznawane w pierwszej kolejności osobom, które tak jak pan Tadeusz wynajmują lokal komunalny i regularnie opłacają czynsz. – Jest duża szansa, że pan Grzegorczyk otrzyma lokal jeszcze do końca tego roku – przyznaje. Nie wiadomo, czy będzie to akurat mieszkanie na Felinie.

Losem pana Tadeusza zainteresował się również poseł Artur Soboń (PiS), do którego o wsparcie zaapelowała sama rodzina. – Oczywiście, rozumiem problemy lokalowe, z jakimi borykają się samorządy większości miast. Natomiast zdarzają się takie okoliczności, w których trzeba reagować szybko. W przypadku pana Tadeusza sytuacja, w jakiej się znalazł, nie wynika z jego winy, natomiast uniemożliwia mu jakiekolwiek funkcjonowanie. Stąd moja prośba do prezydenta Lublina o możliwie jak najszybszą pomoc tej rodzinie – wyjaśnia poseł Artur Soboń. Pan Tadeusz ma jedno marzenie: – Mógłbym mieszkać choćby i na pierwszym piętrze, bo ja powolutku sobie zejdę ze schodów, byleby tylko móc odetchnąć wreszcie świeżym powietrzem i posiedzieć w ciszy – mówi.

Emilia Kalwińska

Komentarze