Co w szkole piszczy?

Mnożą się pytania o reformę polskiej szkoły. Czy rzeczywiście poprawi poziom edukacji, a może wręcz przeciwnie? Czy nauczyciele stracą pracę, czy obędzie się bez zwolnień? Kto na reformie zyska, a kto straci? I ile nas to wszystko będzie kosztować? O to zapytaliśmy dyrektorów chełmskich szkół i urzędników zajmujących się oświatą.

„To dobry pomysł”

Powrót 8-letniej szkoły podstawowej, 4-letniego liceum i 5-letniego technikum to chyba najważniejszy i najszerzej komentowany punkt reformy szkolnictwa wprowadzonego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Dyrektorom chełmskich szkół średnich ta zmiana się podoba. – Do reformy podchodzimy z optymizmem. Młodzież będzie z nami o rok dłużej. A to oznacza dodatkowe godziny dla nauczycieli – mówi Edyta Chudoba, dyrektor Zespołu Szkół Ekonomicznych i Mundurowych.
Podobnego zdania jest Teresa Kiwińska, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego. – Powrót do czteroletniego liceum to dobry pomysł. Ale na podsumowania przyjdzie jeszcze czas. Dla nas nadejdzie on wtedy, kiedy po raz pierwszy przyjdą do nas uczniowie po ośmioletniej szkole podstawowej – mówi dyrektor.

„Było dobrze. A jak będzie teraz?”

Iwona Ceret, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 11, mówi wprost: – Założeniem reformy było to, że gimnazja nie spełniały swojej roli. Z pewnością tego nie można powiedzieć o Gimnazjum nr 6 w Chełmie. Była to szkoła, której osiągnięcia zaprzeczają tej tezie. To samo można powiedzieć o Szkole Podstawowej nr 11, która w systemie 6-letnim dobrze sobie radziła. A jak będzie teraz? Czas pokaże – mówi dyrektor. – Na razie najważniejsze, że w tych nowych warunkach udało nam się rozpocząć rok szkolny, ułożyć plan lekcji dla ponad tysiąca uczniów i zapewnić nauczycielom stabilną pracę.
Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 8 na razie powstrzymuje się od komentarzy odnośnie reformy. – Jednak biorąc pod uwagę kilkanaście lat doświadczenia zawodowego oraz fakt, że niejedna zmiana w oświacie się dokonała, należy mieć nadzieję, że nauczyciele i uczniowie sprostają wyzwaniom – słyszymy.

„Skutki są opłakane”

Ewa Suchań, szefowa chełmskich struktur Związku Nauczycielstwa Polskiego i zarazem miejska radna, nie ma wątpliwości, że radykalne zmiany szkodzą szkole. – Zwłaszcza, gdy dokonywane są w sposób chaotyczny, bez właściwego przygotowania. A tak właśnie wprowadzona została obecna reforma oświaty. Skutki są opłakane. Mamy w szkołach chaos, zarówno pod względem organizacyjnym, jak i kompetencyjnym. Nauczyciele, aby utrzymać etat, muszą brać godziny w kilku szkołach. Mamy już w Chełmie przypadek nauczyciela fizyki, który jest zatrudniony w trzech placówkach. Niestety, takie bieganie między szkołami z pewnością odbije się na jakości i efektywności jego pracy. Ale i tak jest on w dobrej sytuacji, bo może pracować. O takim szczęściu niestety wielu nauczycieli z naszego regionu nie może mówić. W najgorszej sytuacji znaleźli się ci, którzy mieli podpisane ze szkołami umowy na czas określony. Wielu z nich tych umów nie przedłużono. Wielu nauczycieli zostało też wysłanych na świadczenie kompensacyjne, czyli wcześniejszą emeryturę – wymienia prezes chełmskiego oddziału ZNP. O konkretnych liczbach jednak nie mówi. – Wciąż zbieramy dane, jak wygląda sytuacja w chełmskich placówkach. Za kilka tygodni podamy je do publicznej wiadomości – zapowiada E. Suchań.

„Chełmskie szkoły są dostosowane”

Dyrektor wydziału oświaty w chełmskim magistracie nie zdradza swojego zdania na temat reformy oświaty. – My jesteśmy od tego, żeby odpowiednio zorganizować pracę szkół. I to robimy – mówi Augustyn Okoński.
Dyrektor nie ujawnia też, ile pieniędzy z budżetu miasta pochłonie wdrożenie reformy edukacji. Bo choć szefowa resortu zapewniała, że zmiana będzie bezkosztowa, to dyrektorzy szkół i samorządowcy mają w tej kwestii wątpliwości. Szkoły trzeba bowiem dostosować do pojawienia się młodszych roczników dzieci w budynkach, w których do tej pory uczyli się gimnazjaliści, jak i wyposażyć i dostosować podstawówki na przebywanie w nich kolejnych dwóch roczników dzieci.
– Wstępnie mogę powiedzieć, że w Chełmie reforma nie pochłonie takich pieniędzy, jak na przykład w Łodzi, gdzie w grę wchodzi nawet kilka milionów zł – przekonuje A. Okoński. – Mieliśmy dobrze dostosowane i wyposażone szkoły. I do nowego ustroju szkolnego udało nam się je przygotować bez ponoszenia kolosalnych kosztów – dodaje dyrektor. (mg)

(not. sr)

Komentarze