Coraz więcej dyslektyków

Tegoroczne wyniki sprawdzianu lubelskich i świdnickich szóstoklasistów i gimnazjalistów ujawniły wyjątkowo dużą liczbę… dyslektyków. W niektórych placówkach stanowili oni aż 60 procent uczniów, którzy podeszli do tegorocznego egzaminu. W jaki sposób w przeciągu zaledwie kilkunastu lat tak znacznie wzrósł odsetek uczniów z tymi zaburzeniami, do końca XX wieku praktycznie niediagnozowanymi?
Zaskakująco duża liczna uczniów dyslektycznych jest w SP im. Bolesława Chrobrego w Lublinie. Stanowili oni tam aż 54 procent zdających. Mimo to szkoła uzyskała najlepszy wynik w województwie i zajęła pierwszą pozycję w ogólnopolskim rankingu. Skąd tak duża liczba dyslektyków wśród tak zdolnej młodzieży? – Kiedyś rodzice nie wiedzieli, że uczniowi z problemami można pomóc. Obecnie rośnie ich świadomość i coraz więcej osób zgłasza się do poradni psychologiczno-pedagogicznych. U nas w szkole nauczyciele wyłapują dzieci zagrożone dysleksją już w pierwszej i drugiej klasie. To rodzic decyduje, czy pójdzie z dzieckiem na badania – mówi Jadwiga Czerkas, dyrektor SP im. B. Chrobrego.
Podobnie jest w SP nr 7 w Lublinie – tutaj dyslektyków było najwięcej w całym Lublinie i stanowili aż 60 procent uczniów. Mimo to szkoła uzyskała ogólny bardzo dobry wynik. – Zauważamy, że liczba dyslektyków rośnie. Bardzo dużą pracę z nimi wykonują nasi nauczyciele – mówi Mariusz Lisek, dyrektor SP nr 7.

Dodatkowy czas na egzaminie

Uczniowie mający specyficzne trudności w nauce, objawiające się problemami w opanowaniu na dobrym poziomie czytania i pisania oraz umiejętności matematycznych, pisali egzamin w warunkach dostosowanych do swoich możliwości psychofizycznych oraz potrzeb rozwojowych i edukacyjnych. Korzystali m.in. z wydłużonego czasu pracy (lecz nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego). Warunkiem było posiadanie przez nich opinii wydanej przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną, stwierdzającą występowanie dysleksji, dysortografii, dysgrafii czy dyskalkulii.
Dyrektorzy lubelskich poradni pedagogiczno-psychologicznych nie obserwowali w tym roku szturmu rodziców na swoje placówki. – Wydaliśmy w ubiegłym roku 180 opinii – mówi Anna Morow, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 5.

Aż tylu uczniów z problemami?

Poprosiliśmy o opinię panią Marię Krajewską, doświadczonego pedagoga, pracującego na co dzień w Zespole Poradni nr 2 w Lublinie. – Faktycznie, obserwuję coraz większą liczbę uczniów mających trudności z opanowaniem w okresie do tego przewidzianym, czyli w kl. I-III, umiejętności czytania i pisania na poziomie gwarantującym powodzenie w nauce na kolejnych etapach edukacyjnych. Przyczyny tego problemu są wielorakie. Nie wszyscy uczniowie mający kłopot z nauką czytania i pisania to dyslektycy. Dysleksji nie diagnozuje się u osób z niepełnosprawnością intelektualną czy z chorobami neurologicznymi. Dyslektycy to uczniowie z normą intelektualną i często też z inteligencją powyżej normy, u których występują zaburzenia w rozwoju funkcji percepcyjno-motorycznych. Uczniowie ci mają więc dobry potencjał intelektualny, ale fragmentaryczne zaburzenia utrudniają im opanowanie podstawowych umiejętności szkolnych: czytania, pisania, liczenia. Trzeba też pamiętać o tym, że dysleksja nie powstaje nagle, w trakcie rozwoju czy edukacji. Człowiek rodzi się dyslektykiem i w zależności od tego, jakie funkcje ma zaburzone, na ile głębokie są zaburzenia, w jakich warunkach przebiega jego rozwój i edukacja, to lepiej lub gorzej radzi sobie w szkole. Dyslektycy mogą więc osiągać i osiągają sukcesy w szkole, ale większym nakładem pracy i wysiłku niż inni uczniowie – mówi Maria Krajewska.

Dlaczego?

Paradoksalnie przyczyn wzrostu liczby dyslektyków można się dopatrywać w… rozwoju medycyny, bo coraz więcej dzieci rodzących się przedwcześnie, mających różnego rodzaju problemy zdrowotne, zostaje utrzymanych przy życiu. Rozwijają się całkiem dobrze, są zdrowe, ale ich problemy zaczynają się, gdy rozpoczynają edukację. Początki dysleksji można zaobserwować już w okresie niemowlęcym. Dzieci te później niż rówieśnicy zaczynają mówić, mają też problemy z chodzeniem czy ogólnym rozwojem ruchowym. Dysleksja jest dziedziczna i jeśli występowała u któregoś z rodziców czy u innych członków rodziny, to ryzyko wystąpienia podobnych problemów u potomstwa znacznie wzrasta.

Niekorzystne reformy

Zdaniem Marii Krajewskiej nasilone trudności z opanowaniem czytania i pisania w klasach początkowych są spowodowane wieloma niekorzystnymi zmianami w systemie edukacji. Rozpoczęły się one po reformie edukacji z 2008 r. W starym systemie dzieci już w zerówkach uczyły się rozpoznawać litery i czytać, a w klasie pierwszej doskonaliły umiejętności czytania oraz dodatkowo uczyły się pisania.
Obecnie, w ciągu dziesięciu miesięcy trwania pierwszej klasy realizują program, który dawniej rozłożony był na dwa lata nauki. Jest to dla wielu uczniów, zwłaszcza tych z ryzykiem dysleksji, bardzo niekorzystna sytuacja. W szkole podstawowej jest zbyt mało czasu, aby w dobrym stopniu posiąść umiejętności czytania i pisania. Nie można poświęcić na ich utrwalenie odpowiedniej ilości czasu, bo program nauczania (o czym doskonale wiedzą nauczyciele) jest bardzo napięty. Problem nasilił się jeszcze bardziej wówczas, gdy do szkoły poszły sześciolatki.

Zbyt późne diagnozy?

Uczniowie na etapie nauczania początkowego, zgodnie z przepisami, objęci są diagnozą nauczycielską i na jej podstawie kwalifikowani do różnych form pomocy psychologiczno-pedagogicznej na terenie szkoły. Niestety, nie wszystkie dzieci mające trudności w nauce czytania i pisania trafiają odpowiednio wcześnie na badania do poradni. Pełne badania w kierunku dysleksji wykonuje się w kl. IV-VI i wtedy to wydaje się opinię ważną na wszystkich etapach edukacji. Badanie w poradni obejmuje dwa spotkania diagnostyczne, każde trwające około dwóch godzin.
Psycholog bada poziom inteligencji oraz poziom funkcji percepcyjno-motorycznych warunkujących czytanie i pisanie, a pedagog – poziom umiejętności czytania głośnego, cichego ze zrozumieniem oraz pisania. W razie problemów z matematyką wykonuje się test matematyczny, aby wykluczyć dyskalkulię, czyli problemy związane z liczbami. Badanie kończy rozmowa połączona z instruktażem. W jej trakcie rodzice dowiadują się, w jaki sposób pracować z uczniem i jak motywować go do nauki. Posiadana opinia w żaden sposób nie może być dla niego wymówką i ucieczką od nauki a rodzice powinni go wspierać i pracować z nim.

Nie ma czego zazdrościć

Aby opanować podstawowe umiejętności szkolne, potrzebne także w dorosłym życiu, dyslektycy muszą systematycznie i intensywnie pracować, wykonując obok prac domowych dodatkowe, zlecone przez specjalistów z poradni, ćwiczenia. I nie ma czego im zazdrościć, gdyż często ich oceny są nieadekwatne do czasu i wysiłku włożonego w naukę. W swojej długoletniej praktyce pani Maria nie spotkała się natomiast z przypadkiem wymuszenia „na siłę” opinii o dysleksji. – Chyba skończyły się czasy, że rodzice chcą taką diagnozę za wszelką cenę mieć. Raczej zdarzają się przypadki, że się jej wstydzą i potrafią z tego powodu nawet przerwać diagnozowanie dziecka albo cieszą się, że to jednak nie problem dyslektyczny – powiedziała. Natomiast obecnie większa ilość badań i opinii w kierunku dysleksji może być wynikiem większej świadomości rodziców i wiedzy nauczycieli, stąd też duże kolejki na badania. W lubelskich poradniach na takie badanie trzeba czekać około 4 miesięcy.

Świadomość praw

Jeśli popatrzymy na dane CKĘ, to widać, że liczba zdiagnozowanych dzieci znacznie maleje we wsiach i miasteczkach, a rośnie w dużych ośrodkach miejskich. Może być to wynikiem z jednej strony mniejszej świadomości rodziców, z drugiej zaś, problemów w zakresie dostępności do badań i poradni. Zdaniem Ewy Dumkiewicz-Sprawki, dyrektor Wydziału Oświaty i Wychowania UM Lublin, jedną z przyczyn zróżnicowanej liczby tych opinii w poszczególnych szkołach może być różny stopień świadomości i aktywności rodziców w korzystaniu ze swoich praw.
Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia z dnia 10 czerwca 2015 r. w sprawie szczegółowych warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych: § 4. 1.: „Opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej, w tym poradni specjalistycznej, o specyficznych trudnościach w uczeniu się może być wydana uczniowi nie wcześniej niż po ukończeniu klasy III szkoły podstawowej i nie później niż do ukończenia szkoły podstawowej. Wniosek (…), wraz z uzasadnieniem składa się do dyrektora szkoły. Dyrektor szkoły, po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej, przekazuje wniosek wraz z uzasadnieniem oraz opinią rady pedagogicznej do poradni psychologiczno-pedagogicznej, w tym poradni specjalistycznej, i informuje o tym rodziców albo pełnoletniego ucznia”. Każdy rodzic ma prawo ubiegać się o przeprowadzenie diagnozy swojego dziecka. Pozostaje otwartym pytanie, ilu uczniów z opinią o dysleksji to rzeczywiście uczniowie, którzy potrzebują więcej pracować, a ilu z nich „spoczywa na laurach” z powodu uzyskanej opinii i przyzwolenia samemu sobie na wkładanie mniej wysiłku w codzienną naukę. Jak pokazują tegoroczne lubelskie wyniki sprawdzianu szóstoklasistów, dysleksja nie jest przeszkodą w uzyskiwaniu wysokich ocen na egzaminie. (EM.K.)

Komentarze