Desperat, a może gwiazdor

Włodawscy policjanci udaremnili dwie próby samobójcze. O ile w jednym przypadku faktycznie istniała obawa, że zgłaszający odbierze sobie życie, to już druga sytuacja bardziej przypominała komedię niż zapowiadaną przez telefon tragedię, a desperat chciał chyba bardziej „pogwiazdorzyć”, niż odebrać sobie życie.

W ostatnim wydaniu naszego tygodnika pisaliśmy, że policjanci z komendy we Włodawie i z posterunku w Urszulinie uratowali od śmierci mężczyznę, który chciał się powiesić. Nie wiadomo czy, a jeśli tak, to w jakim stopniu, tamte wydarzenia i nasz ich opis miały wpływ na decyzje dwóch innych mężczyzn, którzy w ostatni weekend (2-3 lipca) w identyczny sposób powiadomili policjantów, że chcą odebrać sobie życie. Pierwszy z nich – 38-latek z Włodawy – do komendy zadzwonił w sobotę przed północą, twierdząc, że za chwilę utopi się w rzece. – Oficer dyżurny asp. szt. Marek Budzyński podtrzymywał rozmowę z desperatem, wysyłając jednocześnie policjantów na miejsce. Patrol w składzie sierż. szt. Andrzej Stopa oraz st. sierż. Adam zastał mężczyznę klęczącego nad nurtem rzeki Włodawka – mówi Elwira Tadyniewicz z KPP we Włodawie. Na widok mundurowych mężczyzna, nie wstając z klęczek, usiłował spełnić swoje groźby i utopić się w wodzie, której głębokość w porywach sięgała najwyżej do kolan. Jedynym jego sposobem na to było zanurzenie głowy w rzece. Policjanci błyskawicznie odciągnęli desperata od rzeki i powiadomili karetkę pogotowia, która całego i zdrowego na ciele zabrała go do szpitala.

– Drugie zdarzenie miało miejsce w niedzielę wieczorem (3 lipca). Włodawski dyżurny został poinformowany przez operatora Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że 32-letni mieszkaniec gminy Włodawa zamierza popełnić samobójstwo. Podczas gdy operator prowadził rozmowę z desperatem, dyżurny włodawskiej komedy wysłał na miejsce patrol policji. St. sierż. Marek Omelczuk oraz post. Rafał Uźniak zastali mężczyznę w domu, gdy ten miał już założony sznur na szyi. Policjanci niemal w ostatniej chwili zapobiegli tragedii – wyjaśnia pani rzecznik. Oba te wydarzenia, a właściwie trzy (licząc interwencję w Urszulinie sprzed dwóch tygodni) łączy jedna rzecz. Wszyscy desperaci znajdowali się pod silnym działaniem alkoholu (2,5 oraz 3 promile). (bm)

Komentarze