Dlaczego truła się w szkole?

Nastolatka z gimnazjum w Wierzbicy połknęła garść tabletek nasennych w szkole. Rodzina twierdzi, że gnębili ją nauczyciele. Ale dyrekcja uważa, że powody były inne. Kto ma rację?

– Dużo się mówi o dyskryminacji w szkole uczniów przez innych uczniów, ale nie słychać nic o dyskryminowaniu uczniów przez nauczycieli – mówi matka nastolatki, która w marcu chciała się otruć w szkole w Wierzbicy. Podczas przerwy między lekcjami dziewczyna nałykała się tabletek nasennych. Ale zanim doszło do tragedii, powiedziała o tym koleżance. Wezwano pogotowie. Gimnazjalistka trafiła do szpitala a potem, zgodnie z procedurą, na zamknięty oddział psychiatryczny. Do miejscowej szkoły już nie wróciła. Wyprowadziły się z matką z Wierzbicy. Matka winą obarcza szkołę. Twierdzi, że jeden z nauczycieli gnębił dziewczynę.
– Problemy zaczęły się m.in., gdy córka poszła na korepetycje z jednego przedmiotów i gdy dowiedział się o tym nauczyciel – mówi matka. Jej zdaniem inni rodzice, a nawet niektórzy nauczyciele, też to zauważali. – Ale próby rozmowy z dyrektor i innymi nauczycielami nic nie dawały – twierdzi matka. – Zamiast tego było oburzenie i zarzuty: jak śmiem oskarżać kogokolwiek.
Z dyrektor Zespołu Szkół w Wierzbicy, Mieczysławą Sołtys, nie udało nam się porozmawiać, bo była na urlopie. Jej zastępczyni, Grażyna Kraska, uważa jednak, że prawdziwe przyczyny targnięcia się na życie może znać jedynie lekarz, który rozmawiał z dziewczynką tuż po zajściu.
– Nie chcę się odnosić do pogłosek czy plotek, ale nic nie wskazuje, by to nauczyciele zawinili – mówi.
Po zajściu szkołę odwiedzili specjaliści z poradni psychologicznej. Rozmawiali z uczniami, sporządzono anonimowe ankiety. – Nie stwierdzono żadnych niepokojących zjawisk, na które powinno się natychmiast zareagować – mówi Kraska. – Wszyscy wiemy, że atmosfera wokół szkół jest trudna. Jesteśmy ludźmi i jak każdy popełniamy błędy. W tym wypadku nie było żadnych oficjalnych skarg na konkretnych nauczycieli.
O całym zajściu szkoła powiadomiła kuratorium oświaty i organ prowadzący, czyli wójta Wierzbicy. – Dobrze, że skończyło się bez tragedii – mówi Andrzej Chrząstowski, wójt Wierzbicy. – Jeśli rodzina uczennicy uważała, że coś jest nie tak, mogła zgłosić sprawę do prokuratury. Nie zrobiła tego jednak.
– Takie sprawy powinno się rozwiązać na miejscu – uważa matka dziewczyny. – Skoro doszło do takiego wypadku, to znaczy, że ktoś zawinił i coś jest nie tak. Nie ma gwarancji, że się nie powtórzy. Bogumił Fura

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTupet zamiast prawka
Następny artykułRozjuszony mandatem