Dom Pomocy PSL

Starosta Piotr Deniszczuk (z mikrofonem) twierdzi, że dokładnie nie wie, skąd pochodziły kotyliony na bal chłopski

Pół Polski śmiało się z policjantów z Augustowa wycinających konfetti na przyjazd wiceministra spraw wewnętrznych. Ale jeszcze lepszy numer „odwalił” chełmski powiat. Pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Nowinach wycinali i kleili kotyliony na partyjny bal chłopski organizowany przez PSL. I to ponoć nie pierwszy raz.

Pod koniec ubiegłego roku wybuchła afera w Augustowie. Tamtejsi policjanci, dzień przed wizytą wiceministra spraw wewnętrznych z okazji uroczystości 11 listopada, wycinali konfetti, które potem rozrzucono ze śmigłowca. Media, komentatorzy i politycy opozycji piętnowali angażowanie policji w takie „akcje”. Zażenowania nie kryli też sami funkcjonariusze, chociaż oficjalnie w tej sprawie się nie wypowiadali. Gdy sprawa wyszła na jaw, postępowanie wyjaśniające wszczął nawet Komendant Główny Policji. Chociaż trudno, żeby ktoś poniósł konsekwencje skoro KGP podlega wiceministrowi spraw wewnętrznych, który Augustów odwiedzał.
Podobną, jeśli nie większą, wpadkę zaliczył chełmski powiat, rządzony przez PSL. Pracownicy podległego staroście Domu Pomocy Społecznej w Nowinach, w godzinach pracy, wycinali i kleili kotyliony na partyjny bal w Pawłowie. Chodzi o cykliczny Bal Chłopa, który w tym roku zgromadził ponad pół tysiąca osób. Uczestnicy i uczestniczki balu dostali kotyliony na klapę marynarki i do sukni. A potem, jak np. burmistrz Rejowca Tadeusz Górski czy wójt Rejowca Fabrycznego Zdzisław Krupa, dumnie prezentowali się na zdjęciach.
– Ciekawe jak dyrektor DPS wytłumaczy, że pracownicy publicznej placówki dla partii, w godzinach pracy i z materiałów kupionych za publiczne pieniądze siedzieli i szykowali kotyliony? – pyta nasz informator. – Czy ludzie pracujący w Domu Pomocy Społecznej nie mają lepszego zajęcia, tylko muszą bawić się w wycinanki dla PSL? To żenujące i skandaliczne! Powinny zająć się tym odpowiednie służby. A osoba, która to zleciła, powinna ponieść konsekwencje. I to nie tylko finansowe.
Dyrektor DPS, Marcin Kopciewicz, udawał mocno zdziwionego, gdy w środę zapytaliśmy go o kotyliony. Upierał się, że to nie jest prawda i że taka sytuacja nie miała miejsca. Ale zaraz po rozmowie z nami podobno szybko zadzwonił do DPS i postawił pracowników na nogi, ostrzegając przed gazetą rozpytującą o kotyliony. Nie pomyślał tylko, że skoro kotyliony wyszły na jaw, to i jego reakcja wyjdzie tym bardziej.
Bagatelizować sprawę starał się też starosta i szef ludowców w powiecie, Piotr Deniszczuk, który organizował chłopski bal. Mówił, że co prawda dokładnie nie wie, skąd pochodziły kotyliony, bo takimi drobnostkami się nie zajmuje, ale podejrzewa, że zostały jeszcze z dożynek. – Zrobiono ich kilka tysięcy i sporo zostało – twierdził.
A pracownicy DPS skarżą się, że odkąd dyrektorem jest M. Kopciewicz, czują się jakby pracowali dla PSL a nie dla powiatu. – Kotyliony wycinaliśmy nie po raz pierwszy – twierdzą. – A gdyby dokładnie sprawdzić, to można by się doszukać i innych „przysług”. To nie jest prywatny, ani tym bardziej partyjny folwark.
M. Kopciewicz uchodzi ostatnio za mocno zaufanego człowieka starosty Denieszczuka. Gdy w ostatnich wyborach wystartował z listy PSL do rady powiatu chełmskiego, wypominano mu, że miał już w swoim życiorysie przygodę z Samoobroną, a potem romansował z PO. Gdy wstąpił do PSL, szybko został delegatem partii na zjazd wojewódzki. Teraz jako wysłannik starosty, za 8 tys. zł, prowadził kontrolę w Powiatowym Urzędzie Pracy. Bogumił Fura

Komentarze