Dopalacze? Znalazłem!

Pracownicy sanepidu ubolewają, że zbyt mało restrykcyjne przepisy nie pozwalają skutecznie walczyć z dopalaczami. Przykład? W Chełmie sklep z tymi niebezpiecznymi substancjami zlikwidowano, ale lukę zapełnia oferta z Internetu.

Grażyna Rejter z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie, informując radnych o stanie bezpieczeństwa sanitarnego w mieście, poruszyła temat dopalaczy. Za niewątpliwy sukces uznała zamknięcie w ubiegłym roku sklepu z dopalaczami przy ul. Lubelskiej. Poinformowała, że sanepid zabezpieczył i przebadał ponad dwieście próbek substancji chemicznych, pochodzących ze zlikwidowanego sklepu. W jednej z nich wykryto narkotyki i sprawę przekazano policji. Postępowanie jest w toku. Dyrektor Rejter stwierdziła też, że do zadań sanepidu należy przeprowadzanie wywiadów z osobami, które zażyły dopalacze.
– Wywiad zawsze kończy się tak samo. Osoba, z którą rozmawiamy, zapewnia, że znalazła dopalacz na ulicy – mówiła Rejter. – Nie można jej ukarać grzywną za samo posiadanie i zażycie dopalacza, bo prawo tego nie dopuszcza. To nie jest tak, jak z narkotykami. W przypadku dopalaczy kara nakładana jest na tego, który go sprzedaje. Popełniono tu błąd, bo przecież dopalacze to chemia, to narkotyki. Ich produkcja błyskawicznie się rozwija. Sukcesem jest fakt, że w Chełmie nie ma już sklepu z dopalaczami, ale to nie przeszkadza rozprowadzać ich przez Internet. (mo)

Komentarze