Dzieje pewnego występu…

To miało być pierwsze takie wydarzenie w Lublinie (27 kwietnia) – otwarty koncert w prywatnym mieszkaniu. W ostatniej chwili z występu „na chacie” wyszły nici, ale wystawione do wiatru warszawskie muzyczne trio „Henry David’s Gun” nie zraziło się – ich występ w zorganizowanym naprędce lokalu przyjęty został entuzjastycznie.
Początkowo koncert miał się odbyć w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Chopina 43. Zespołu miało tam wysłuchać 30 osób. – Klimaty większych mieszkań, a nie sal koncertowych, stwarzają fajną atmosferę. Często występujemy w takich wnętrzach – mówi menago HDG Bartek Borowicz. Zespół w Lublinie nie jest na tyle znany, by nagle móc zorganizować sobie salę czy choćby nowe lokum.
Takie występy mieli do tej pory m.in. w Gdańsku, Łodzi, Katowicach, Wołowie…
Przed wyjazdem ze stolicy dowiedzieli się, że właścicielka lokum w Lublinie nagle straciła chęć użyczenia go. Nikt nie pytał o powody decyzji, choć trudno by tu przytaczać reakcję muzyków na tę wiadomość… Od razu wybrali trasę na południe, gdzie następnego dnia, w Krakowie, mieli występ w kolejnym mieszkaniu.
– Nie macie jakiegoś planu B? Na przykład w jakiejś instytucji kultury? – pytam w e-mailu. Szereg ich wymieniliśmy w redakcji, by jakoś tej sytuacji zaradzić. I w drodze do Krakowa zadzwonił telefon: – Lublin nie jest jeszcze stracony! Bo kilka osób kombinuje, w tym dziennikarz „Nowego Tygodnia”, jak zmyć złe wrażenie powstałe po tej odmowie – wspomina Bartek Borowicz. – Nie mieliśmy planu B, a jednak udało się.
Na tę sytuację spontanicznie zareagował świdniczanin, Maciej Król, który dysponując dużym mieszkaniem, nie chciał pozwolić by ich trasa ominęła nasz region.
W telekonferencji po drodze padła propozycja i zespół zawrócił z myślą, że wystąpi z koncertem w Świdniku. To było już „zaklepane”. Jednak Maciej szukając miejsca w Lubinie, znalazł je w pubie Szklarnia (gmach Centrum Kultury), gdzie swojego lokalu użycza jego właściciel Rafał Wołowczyk. I ostatecznie zagrali właśnie tu.
Lubisz muzykę akustyczną?
…w klimacie Nicka Cave’a czy Bon Iver? Właśnie taką zaprezentowało trio Henry David’s Gun w lokalu Szklarni. Wysoki na dwa piętra nie oddawał całej urody brzmienia, za to atmosfera kawiarni jest niezastąpiona.
Wystąpili: Wawrzyniec Dąbrowski – śpiew i gitary, Michał Sepioło – bas, piano i Maciej Rozwadowski – perkusjonalia. Można kojarzyć ich z projektów takich jak Letters From Silence, Nocny SuperSam. Każdy z muzyków gra na kilku instrumentach. Trio pozostaje wierne czemuś, co można określić: podejście „analogowo-akustyczne”. Henry David’s Gun to zespół z pogranicza gatunków singer-songwriter, indie-folk oraz folk-rock. W stycznia 2016 r. miała miejsce premiera ich debiut-albumu „Over the fence… and far away” (wydawca Borówka Music). W grudniu ub.r. w radiowej Trójce miał premierę singiel „Bottomless Lake” zapowiadający płytę.
Trio w 2015 roku objechało całą Polskę, zbierając rzeszę fanów i świetnych recenzji w mediach. Ich muzykę gra coraz więcej stacji radiowych. Zapraszani są na zagraniczne występy.Nie dziwne, że ich występ przyjęto w Lublinie entuzjastycznie.
Marek Rybołowicz

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułLublin wita smrodem
Następny artykułPrzyszłość na talerzu