Fermentownia pod specjalnym nadzorem

Mieszkańcy Krasnegostawu dziwią się, po co tutejsza Fermentownia Tytoniu zatrudnia aż dwie firmy ochroniarskie. – Wszyscy wiedzą, że zakład ma poważne problemy finansowe, a jednak na dodatkowych ochroniarzy go stać. Pilnują tego obiektu, jakby tam się jakieś ważne, tajemne, rządowe spotkania odbywały – komentuje nasz Czytelnik.

O tym, że wokół Fermentowni Tytoniu w Krasnymstawie dzieją się dziwne rzeczy, dowiedzieliśmy się z dwóch niezależnych źródeł już ponad dwa tygodnie temu. O sprawie nie pisaliśmy, bo chcieliśmy najpierw porozmawiać z Andrzejem Wójcikiem, dyrektorem FTK. Kiedy dzwoniliśmy do Fermentowni, Wójcik zawsze był jednak zajęty, w sekretariacie kilka razy powiedziano nam, że oddzwoni, gdy będzie miał chwilę. Niestety, nie znalazł jej dla nas do dziś, bazujemy więc na tym, co powiedzieli nam rozmówcy. A ci twierdzą, że od kilku tygodni w Fermentowni dzieją się dziwne rzeczy. Zatrudniono np. drugą firmę ochroniarskką. Do BSI Zamość, która współpracuje z FTK od lutego 2015 r., dołączył Impel.

– Dotychczas było tak, że dwóch ochroniarzy z BSI pilnowało obiektu i to wystarczało. Teraz doszła jednak ekipa Impela – kolejnych dwóch czy trzech ochroniarzy, którzy jeżdżą w tę i z powrotem wokół Fermentowni – mówi nam mieszkaniec Krasnegostawu. – Pilnują obiektu jakby się tam jakieś ważne, rządowe spotkania odbywały – dodaje. A inny mężczyzna, który pojawia się w okolicy lasu Borek, bo wyprowadza psa na spacer zauważa: – Uwijają się, jak w ukropie, zwłaszcza ci z wozu patrolowego Impelu. Zbliżyć się do Fermentowni nie można, zaraz gonią. No i jakieś plomby się pojawiły na bramach, ponoć audyt mają w firmie – opowiada. Obaj nasi rozmówcy zastanawiają się, czy wzmożona aktywność wokół FTK nie oznacza początku jej końca. Zakład od dłuższego czasu ma poważne problemy i to nie tylko finansowe. W ubiegłym roku do FTK zawitali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego. Zatrzymano wówczas pięciu byłych członków zarządu Zakładów Tytoniowych w Lublinie i Fermentowni Tytoniu Krasnystaw. Chodziło o 1 mln 300 tys. euro, które zamiast na konto ZTL spływały na inne rachunki. Prokuratura sprawdza, czy działano na szkodę wierzycieli. (rh)

Komentarze