Fora ze dworca!

Właściciel krakowskiej firmy przewozowej twierdzi, że chełmscy przewoźnicy uniemożliwiają mu korzystanie z przystanku busów przy al. Armii Krajowej. – Plac jest własnością miasta, a nie ich prywatnym poletkiem – mówi Mariusz Brzuchala, właściciel firmy Tanibus z Krakowa. – Nie sztuka przyjść na gotowe i podebrać komuś klientów – odpowiada Sławomir Dziewulski, właściciel Viki z Chełma.

Plac, na którym znajduje się przystanek dla busów przy al. Armii Krajowej, jest własnością miasta, ale zarządza nim Przedsiębiorstwo Usług Mieszkaniowych w Chełmie. Z kolei PUM dzierżawi plac kilkunastu właścicielom firm przewozowych zrzeszonym w Chełmskim Stowarzyszeniu Bus Chełm. Każdy nowy przewoźnik, który chce korzystać z placu, musi wstąpić do stowarzyszenia. Zgodę na to wydają jego członkowie. Wszystkie procedury w tej sprawie określa regulamin stowarzyszenia. Mariusz Brzuchala, właściciel firmy przewozowej Tanibus z Krakowa, od jakiegoś czasu kursuje na trasie Chełm – Warszawa. Odjazdy realizowane są z przystanku przy Kamenie. Właściciel krakowskiej firmy przystanek początkowy chciałby jednak mieć na dworcu busów przy al. Armii Krajowej, bo tu łatwiej o klientów. Twierdzi jednak, że napotyka na mur ze strony przewoźników, a konkretnie właściciela firmy Viki, którego busy również kursują na trasie Chełm – Warszawa.

– Właściciel firmy Viki powiedział, że nie zgodzi się, abym korzystał z placu przy Armii Krajowej – mówi Brzuchala. – Rozumiem, że obawia się konkurencji, ale przecież to nie jest czyjeś prywatne poletko. Plac należy do miasta. Nie może być tak, że państwo daje w użytkowanie plac a przewoźnicy uniemożliwiają innym korzystanie z niego. To jakiś absurd.
Sławomir Dziewulski, właściciel firmy Viki, zapewnia, że nikt nie broni nowym przewoźnikom wstąpienia do stowarzyszenia i korzystania z przystanku przy al. Armii Krajowej. Twierdzi jednak, że nie widzi powodu, dla którego miałby zgodzić się na przyjęcie do stowarzyszenia krakowskiego przedsiębiorcy, skoro on nie podchodzi do sprawy rzetelnie. Dziewulski tłumaczy, że on i pozostali przewoźnicy zrzeszeni w stowarzyszeniu poświęcili dużo czasu, aby doprowadzić do budowy dworca przy Armii Krajowej, a ktoś teraz chce przyjść na „gotowe”.
– Konkurencja jest wskazana, ale niech to będzie zdrowa konkurencja – mówi Dziewulski. – Kiedy zgłaszają się do nas nowi przewoźnicy, najpierw zawsze uzgadniamy z nimi rozkład jazdy. To ważne, aby odstępy pomiędzy kolejnymi odjazdami na danej trasie zostały zachowane. To wynika z regulaminu stowarzyszenia. Jeśli ktoś chce mieć odjazdy w godzinach, pokrywających się z naszymi, realizowanymi od dawna, a do tego proponuje wręcz dumpingowe ceny biletów, to jest to nie do przyjęcia. To podbieranie klientów, o których zabiegaliśmy latami. Z przyjęciem nowych przewoźników dotąd nie było problemu, ale oni rzetelnie podchodzili do sprawy. Przewoźnik z Krakowa nie wystąpił z oficjalną prośbą o korzystanie z przystanku, a przynamniej nic mi o tym nie wiadomo. Nikt nie chce podcinać skrzydeł komuś, kto rozpoczyna działalność, ale przecież krakowski przedsiębiorca tę działalność już prowadzi. Występując o zezwolenie na przejazdy miał świadomość, z jakich przystanków będzie mógł korzystać i że może to stanowić utrudnienie dla jego klientów.
Mariusz Brzuchala wskazuje również na uchwałę Rady Miasta Chełm, określającą nieliczne przystanki, przy których mogą zatrzymywać się przewoźnicy. Twierdzi też, że nie stać go na uiszczanie opłat przystankowych obowiązujących na dworcu głównym PKS, które – jego zdaniem – są zbyt wysokie. Józef Górny, wiceprezydent Chełma, gotowy jest podjąć dialog z przewoźnikami, aby wyjaśnić sprawę.
– Jesteśmy otwarci na rozmowy – mówi wiceprezydent Górny. – W interesie miasta jest, aby wielu przewoźników świadczyło usługi, nie może być mowy o monopolu. Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę pojemność placu i inne warunki techniczne, jakie muszą spełniać przewoźnicy. Będziemy wyjaśniać tę sprawę.
Do tematu wrócimy. (mo)

Komentarze