Nie harcują, a pracują

Pracownicy Lubelskiego Zarządu Obsługi Przejść Granicznych w Chełmie poczucia humoru nie mają. Po opublikowanym jeszcze w marcu artykule na temat ich szefostwa, w dalszym ciągu są obrażeni.

 

Zaczęło się od tego, że przez trzy dni dyrektor firmy Jerzy Jaworski i jego zastępca Zdzisław Szwed, zamiast w pracy, przesiadywali w urzędzie miasta na posiedzeniach komisji i sesji. Kolega z miejskiej rady Longin Bożeński dopytywał dowcipnie, kto w tym czasie pilnuje przejść granicznych. A przy okazji i pracowników, by pieczołowicie wypełniali swe obowiązki. W końcu, gdy kota nie ma, to myszy harcują, a nieobecność w pracy szefa zazwyczaj kojarzy się z pełnym luzem w pracy, a nawet i wcześniejszym fajrantem. I właśnie za takie stwierdzenie obrazili się podwładni Jaworskiego i Szweda…
Minęły trzy dwa miesiące, a oni dalej nie mogą przeboleć porównania do „myszy”. I przy pytaniach o sprawy bieżące związane z firmą, w dalszym ciągu wylewają swoje żale. Bo, jak zapewniają z ręką na sercu, są zorganizowani jak nikt inny. Nie potrzebują bata nad sobą, by działać skrupulatnie i bez zarzutu. (pc)

Komentarze