Historia znów dzieli… historyków

W przedostatnim numerze pisaliśmy o przypadku historyka z Instytutu Pamięci Narodowej, któremu groziło zwolnienie z pracy. Obronił go list otwarty środowisk naukowych. Odpowiedzią na to jest list w obronie prawdy historycznej o Leonardzie Zub-Zdanowiczu, jaki wystosował do mediów Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.


Przypomnijmy: Maciej Sobieraj – historyk IPN i działacz dawnej opozycji w PRL, mało nie stracił posady, gdy sprzeciwił się nadaniu jednej z ulic w Lublinie imienia człowieka, jego zdaniem, kontrowersyjnego. Wniosek w tej sprawie odrzucono po tym, jak określił on Zub-Zdanowicza mianem dezertera, a Narodowe Siły Zbrojne formacją „nielegalną” oraz „partyjniacką”. Historyk IPN ostatecznie zachował swoje stanowisko, bo w liście otwartym (z 23 marca br.) poparli go i ujęli się za nim m.in.: prof. dr hab. Grzegorz Motyka, dr hab. Rafał Wnuk prof. KUL, dr hab. Dariusz Libionka prof. PAN, dr hab. Mirosław Filipowicz prof. KUL, dr hab. Mariusz Mazur prof. UMCS oraz ok. 100 pracowników naukowych, duchownych, dawnych działaczy opozycji demokratycznej.
Na ten dokument stanowczo zareagowała rodzina Leonarda Zub-Zdanowicza, kombatanci NSZ i innych formacji niepodległościowych, naukowcy, osoby zaufania publicznego – w sumie 140 osób, w tym historycy, m.in. prof. dr hab. Jan Żaryn – senator RP, dr hab. Waldemar Handke, dr hab. Sławomir Cenckiewicz z IPN.
5 kwietnia, już po naszym artykule, wystosowali list w obronie Zub-Zdanowicza. Czytamy w nim, że ma miejsce kampania niedomówień i przekłamań na temat historii życia niedoszłego patrona ulicy. Ich zdaniem, mimo wielu publikacji na temat Zub-Zdanowicza, wśród autorów prac nie ma żadnego z historyków sygnujących list w obronie Sobieraja. I to właśnie nieznajomość losów tego żołnierza oraz dziejów Narodowych Sił Zbrojnych nakazuje im to wystąpienie.

Kombatanci NSZ wyjaśniają

Nie jest prawdą jakoby Leonard Zub-Zdanowicz (cichociemny, oficer AK i NSZ) dokonał dezercji, gdyż nie uchylał się od służby w wojsku ani walki. Po zrzucie do Polski przez kilka miesięcy pozostawał poza przydziałem. To struktury AK przekazały kontuzjowanego bojownika placówkom NSZ z prośbą o „azyl” do czasu wyleczenia. Czy mogłyby to zrobić, gdyby faktycznie NSZ pozostawał wrogi wobec Polskiego Państwa Podziemnego? – pytają sygnatariusze.
Słowo „dezerter” występuje tylko raz – w sprawozdaniu Kedywu Komendy Okręgu Lublin AK z 10 stycznia 1944 r., jednak Zub-Zdanowicza nie wykluczono z AK. Po przejściu do NSZ utrzymywał on kontakty i przeprowadzał wspólne akcje z oddziałami AK: m.in. kpt. Tadeusza Wingerta „Warty”, kpt. Tadeusza Stumberk-Rychtera „Żegoty”, por. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.
Po zakończeniu działań zbrojnych przez Brygadę Świętokrzyską NSZ Zub-Zdanowicz odmeldował się z niej i wstąpił do II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa. 21 sierpnia 1957 r. mianował on Zub-Zdanowicza majorem w Korpusie Oficerów Kawalerii WP. Trudno sobie wyobrazić sytuację, że gen. Anders promuje byłego dezertera.
I nie jest prawdą, jakoby Leonard Zub-Zdanowicz podjął współpracę z Niemcami – nikt nie wskazał żadnych form ani skutków tej współpracy. Nie jest tajemnicą, że Niemcy wiedzieli o obecności Brygady i że próbowali ją bezskutecznie skłonić do wspólnej walki przeciw Sowietom. Nigdy jednak do współpracy militarnej nie doszło, o czym historycy zajmujący się tym tematem doskonale wiedzą – piszą autorzy listu.
Marek Rybołowicz

Komentarze