środa, 04 lipca 2012 19:38

Śmierć setek karpi to normalka?

Napisane przez  (kg)
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Krasnostawska inspekcja weterynaryjna z „Nowego Tygodnia” dowiedziała się, że wszystkie karpie z zalewu w Siennicy Różanej wyzdychały i na dodatek nie zamierza sprawdzić, co było powodem pomoru ryb.

 

Dwa tygodnie temu opisaliśmy tajemniczą śmierć karpi w zbiorniku w Siennicy Różanej. Przypomnijmy. Pod koniec maja wędkarze zaczęli wyciągać z wody i znajdować na brzegu martwe ryby. Wiele z nich nie miało oczu i wnętrzności, zapewne do martwych karpi zdążyły się dobrać ptaki. Z dniem 1 czerwca zbiornik dla wędkarzy zamknięto. Przez kolejne dni z zalewu wydobywano martwe karpie, w sumie ponad 500. Co ciekawe, tylko ten gatunek ryb wyginął, inne miały się świetnie. Roman Kostrzewski, szef sekcji wędkarskiej Koła Łowieckiego nr 16 „Szarak”, powiedział nam, że nikt nie wie, dlaczego ryby padły i poinformował, że wędkarze wsypią wapno do zbiornika. - Za jakiś czas znów tu będzie można łowić - zapewniał. Próbowaliśmy ustalić, czy znana jest już przyczyna śmierci karpi. Najpierw zadzwoniliśmy do krasnostawskiego sanepidu, ale tam poinformowano nas, że problemem powinien się zająć Powiatowy Inspektorat Weterynarii. W PIW nikt nie chciał z nami oficjalnie rozmawiać. Jedna z pracownic powiedziała nam, że o śmierci ryb w Siennicy Różanej Inspektorat dowiedział się z lektury „Nowego Tygodnia”. W końcu poinformowano nas, że wszelkie pytania należy kierować na maila. Tak zrobiliśmy, odpowiedź przyszła po kilku dniach. Bożena Błaszczuk, inspektor weterynaryjny, upoważniona do kontaktu z mediami, napisała: „(...) w odpowiedzi na pytanie z dnia 21 czerwca 2012 r. skierowane drogą poczty elektronicznej informuję, że po dogłębnej i obejmującej wiele aspektów analizie ryzyka nie znajdujemy uzasadnienia merytorycznego i prawnego do wszczęcia postępowania administracyjnego, w zakresie zwalczania chorób zakaźnych zwierząt akwakultury, w stosunku do podmiotu Sekcja Wędkarska przy Kole Łowieckim Nr 16 Szarak”.

- Skoro weterynarz nie może się tym problemem zająć, to kto ma to zrobić? - komentuje jeden z wędkarzy, proszący o zachowanie anonimowości. - To jakiś absurd. Zginęło kilkaset ryb jednego gatunku i nie wiadomo, co im było, a na domiar złego nikogo to nie obchodzi - podsumowuje nasz rozmówca.   

Zostaw Komentarz

Redakcja Nowego Tygodnia nie odpowiada za treść komentarzy napisanych przez użytkowników.