Kardiologia bez kardiologa

Józef Szczepanik z Wielkopola w gminie Gorzków ma za sobą zawał serca i udar. Kilkanaście dni temu znów źle się poczuł i trafił do krasnostawskiego szpitala. – Najpierw cały dzień czekałem na przyjęcie na oddział, a później okazało się, że na Intensywnej Opiece Kardiologicznej, gdzie wylądowałem, nie ma kardiologa. To jakiś skandal! – oburza się. – Nie mogę mówić o chorobie tego pana, ale jego problemy nie mają podłoża kardiologicznego – komentuje Piotr Matej, dyrektor SP ZOZ.

Józef Szczepanik z Wielkopola od dłuższego czasu ma problemy ze zdrowiem. Przeszedł zawał i udar, po którym przez jakiś czas nie mógł chodzić i mówić. Na szczęście po kilkunastomiesięcznej rekonwalescencji poczuł się lepiej, mowa i władza w nogach wróciła. 1 lipca w piątek nad ranem Szczepanik znów zasłabł.
– Zacząłem się dusić. Czułem, że to koniec – opowiada. Bliscy wezwali karetkę, pan Józef trafił do krasnostawskiego szpitala. W międzyczasie nieco lepiej się poczuł. – Na przyjęcie na jakiś oddział czekałem do wieczora – twierdzi. – W końcu zabrali mnie na Intensywną Opiekę Kardiologiczną. Podłączyli kroplówki i jakieś czujniki i kazali czekać – dodaje. Szczepanik przekonuje, że przez kolejne dni nikt nim za bardzo się nie interesował. Jakiś lekarz zaglądał rano na salę, spoglądał na wyniki badań i wychodził. – Nikt mi nie mówił, co właściwie mi dolega, prosiłem o konsultację z kardiologiem, ale okazało się, że w szpitalu w Krasnymstawie nie ma lekarza takiej specjalizacji! To jest skandal. Leżę na Intensywnej Opiece Kardiologicznej, a tu nie ma nawet kardiologa. O co tu chodzi?! – irytuje się mieszkaniec gminy Gorzków.

Piotr Matej, dyrektor krasnostawskiego szpitala, zasłaniając się ochroną danych osobowych, na początku nie chciał rozmawiać o przypadku Szczepanika. Ostatecznie przyznał, że Intensywna Opieka Kardiologiczna nie jest samodzielnym oddziałem i zgodnie z przepisami nie musi na niej pracować kardiolog. – Nie mamy lekarza takiej specjalizacji i pewnie mieć nie będziemy. Jeżeli pacjent, który do nas trafia, wymaga leczenia przez kardiologa, wówczas takiego chorego wysyłamy do innego szpitala. W przypadku pana Szczepanika takiej potrzeby nie było. Problemy tego pana nie mają podłoża kardiologicznego. Leży na tej sali, dlatego że mamy tam sprzęt pozwalający na obserwację parametrów chorobowych. Równie dobrze pan ten mógłby przebywać na zwykłym oddziale. Robimy, co należy. Opiekujemy się naszymi pacjentami najlepiej jak możemy – zapewnia Matej. (kg)

Komentarze