Kawaleryjski sojusz pod Zamkiem

2 Pułk Kawalerii Armii USA zrobił sobie w ubiegłą środę na placu Zamkowym w Lublinie przystanek w drodze z Niemiec do Estonii, gdzie mają się odbyć manewry wojsk NATO.

Wizyta amerykańskich żołnierzy w pancernych maszynach została gorąco przyjęta przez lublinian, choć nie przez wszystkich. Grupka narodowców powitała kawalerzystów banerami: „Nie chcemy być drugim Pearl Harbor” i „Dotarliście 72 lata za późno”.
Amerykanie przyjęli tę aluzję pogodnie, aczkolwiek wkrótce lubelskie niebo powitało ich ścianą deszczu. Żołnierze nie kryli się jednak w swych wozach, a solidarnie z setkami widzów mokli w strugach wody, na dodatek w galowych, czarnych kapeluszach, jakie zamiast hełmów przywdziali z tej okazji.
Na powitanie żołnierzy USA wyszła grupa 8 tutejszych ułanów, prezentujących swój oręż. I właśnie szablę otrzymał z rąk Polaków podpułkownik Derek Holbrook – dowódca batalionu artylerii 2. Pułku Kawalerii Armii USA. W rewanżu wojewoda Przemysław Czarnek odebrał… ozdobne końskie ostrogi, ze słowami: – Te ostrogi są tak silne, jak więź USA i narodu polskiego. Dziękuję, że stoicie tu wszyscy pomimo deszczu i mam wrażenie, że jesteście tacy silni jak alians USA z Polską.
Oklaskiwali je m.in. sekretarz miasta Andrzej Wojewódzki i pełnomocnik Zdzisław Niedbała, którzy reprezentowali Prezydenta Lublina.
– To jest spontaniczne spotkanie, zaaranżowane przez władze w ostatniej chwili – mówi napotkany wśród żołnierzy Sebastian Wojciechowski – st. sierżant armii USA, od kilkunastu lat obywatel USA. Pochodzi ze Stalowej Woli i bardzo miło wyraża się o naszym regionie. Jest zachwycony Lublinem. Opowiada, że pod Zamkiem widzimy jedynie próbkę wyposażenia kawalerzystów USA: wozy opancerzone z działem 105 mm: jeden z 2001 r., drugi z 2008 r. i nowy, lekki wóz bojowy z CKM niczym z „Gwiezdnych Wojen”, jest też hummer z grupą Military Police. Ten mobilny oddział obsługuje ok. 40 artylerzystów, którzy umożliwili lublinianom zapoznanie się ze swoim uzbrojeniem. I faktycznie, ci jeszcze podczas ulewy całymi rodzinami zaczęli się „instalować” wewnątrz pojazdów, w miejsce żołnierzy. Niespotykaną frajdę z tego miały dzieci (w swoje święto!) co dobitnie ukazują militarne „sweet focie” w Internecie.

Army static display

– czyli stacjonarny pokaz wojsk – tak mówią o swojej obecności w Lublinie amerykańscy żołnierze. – Pokazy takie organizują Amerykanie stacjonujący w różnych krajach świata – wyjaśnia pani kapitan Melanie Gouthro. Razem z sierżantem Jonem Duchenem są z Civil Affairs Team, odpowiadającej za kontakty z otoczeniem wojsk USA w Polsce.
Zanim jednak ich reprezentanci pojawili się na placu Zamkowym, zmęczeni żołnierze pokonali trasę z południa Polski. W drodze od Rzeszowa regiment ciągnął się na długości kilku kilometrów. Przejazd robił wrażenie. W 10 kolumnach jechało po 15-20 pojazdów – od hummerów, poprzez wozy pancerne Striker (na oponach ponoć nie do przebicia) po wielkie wojskowe trucki z aprowizacją i zapasem paliwa – w nich kilkuset artylerzystów.
Żołnierze opuścili Lublin 2 czerwca rano, żegnani bardzo przyjaźnie na zatłoczonych ulicach miasta. Ich trasa prowadziła przez Czuby i al. Kraśnicką w stronę węzła Sławinek na obwodnicę i dalej drogą nr 19 w kierunku polsko-litewskiej granicy.
Marek Rybołowicz

Komentarze