Kreatywni z „Laboratorium Słowa”

W Domu Słów przy ul. Żmigród (placówka Ośrodka Brama Grodzka-Teatr NN) zakończył się projekt edukacyjny „Laboratorium Słowa”, dzięki któremu może nam przybyć pisarzy i krytyków literackich. Kilkadziesiąt osób przez pół roku odbywały tu bezpłatne zajęcia z doskonalenia języka i środków wyrazu. Spotkanie podsumowujące projekt odbyło się w ubiegły piątek. Uczestnicy, odbierając certyfikaty ukończenia zajęć wyrażali nadzieję, że będzie ich ciąg dalszy…
Od listopada 2015 r. przebiegał tu program „Laboratorium Słowa”. Adresowany głównie do młodzieży szkół średnich i studentów, de facto zgromadził osoby od gimnazjalistów po seniorów – ludzi pasjonujących się literaturą, także w aspekcie jej tworzenia.
Mogli wybrać sobie warsztaty: kreatywnego pisania, krytyczno-literackie czy poetyckie. Prowadzili je doświadczeni literaci, poeci, krytycy, którzy pomagali rozwinąć w tej sferze praktyczne umiejętności. Wysłannik „Nowego Tygodnia” niejako wtopił się w jedną z grup poprzez obserwację uczestniczącą.
Otóż nawet narrację można kształcić, by opis realiów był pełniejszy, by wyrażać się jasno. Służy temu omawianie próbek tekstów nadesłanych i tworzonych… na poczekaniu. W „Laboratorium Słowa” daje to pole do analiz z udziałem uczestników na zajęciach z kreatywności pisania.
– Uwielbiamy grupowe prace nad tekstami, Bywają nasze własne, ale i teksty publikowane w prasie. Mają różną wartość pisarską: czasem wręcz beznadziejne, z których można by uczynić „dzieło” – zwierzali się wówczas gimnazjaliści, którzy przeważali w grupie. Doceniali pojęciowanie: jak ważka jest w pisaniu „suspensja”, że „fabułę” (sekwencję zdarzeń) nakręca „konflikt” – idei, potrzeb, czynności, samych bohaterów.

To zaskakujące doświadczenie

– Zapisując się na warsztaty nie oczekiwałam niczego specjalnego. Sądziłam, że tego typu inicjatywy szybko upadają, że nie mają kompetentnych prowadzących. Brałam też pod uwagę, że być może jestem niewłaściwą osobą i nie powinnam zajmować się pisaniem – wyznaje Klaudia Fornal ze Świdnika, studentka I roku historii UMCS.
Zaskoczyło ją, gdy okazało się, że jest inaczej. Miała tu możność skonfrontowania pisanych wprawek, porównywania się z innymi, swobodnej krytyki. Mogła słać teksty do instruktorki nawet drogą mailową.
Podobnie ocenia Ania Kostrzewska, również studentka historii. – Udział w zajęciach był miłym doświadczeniem. Miałam możność rozwinąć swoją pasję, wybrać kierunek, w którym chcę podążać jako pisarka. Teksty tworzone podczas spotkań w projekcie pokazały mi całkiem nowe, eksperymentalne pisanie.
Klaudia twierdzi, że wykonywane tu ćwiczenia były wyzwaniem dla wyobraźni, śmiałości, pisania treści, których nie spodziewała się we własnej głowie. – Wymyśliłam nawet fikcyjnego bohatera – to Uriel, który nieźle rozrabiał w moich utworach. Chyba doskonale trafiłam z nim w swoje potrzeby… Pod wpływem opinii grupy uwierzyłam w siebie, inspirowana wykreowaną postacią zaczęłam sama z siebie pisać powieść.
Obie otrzymywały rzetelne, szczere opinie o swoich próbkach. To sprawiło, że zostały do końca projektu, choć większość koleżanek wykruszyło się.

Kreatywnie prowadząca

….Monika Metlerska-Colerick to tłumacz i literaturoznawca, filolog angielski po Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Współpracuje z Ośrodkiem Brama Grodzka-Teatr NN, gdzie jest zaangażowana w międzykulturowe projekty edukacyjne i warsztaty pisarskie. – Dla mnie te zajęcia od początku były bardzo osobistym spotkaniem z ludźmi podobnymi do mnie – są twórczy, eksperymentujący. Widać było, jak pisanie bardzo „zalega” w ich głowach, jak potrzebują dzielić się nim z innymi, również po to by ulżyć samym sobie. Jestem zdania, że osoby piszące powinny się wzajemnie poznawać, bywać razem – mówi.
– Przez pół roku na cotygodniowych zajęciach zachodziła między mną a słuchaczami niezwykła więź. Wszyscy brali żywy udział w wymianie pomysłów, doświadczeń. Każdy piszący miał tu inspirację, wiedzę, wsparcie. To przestrzeń i czas, w których przez kilka kwadransów zatapiali się w swojej pasji słowa – wspomina instruktorka. Jej zdaniem, przekłada się to pośrednio także na umiłowanie polszczyzny i czytania.
– Swoim „kreatywnym” – tak nazywam grupę, bardzo dziękuję za ich wytrwałość w budowaniu kultury ich słowa. Także za dojrzałość władania nim, choć to w większości młodzież. Od końca zajęć nie minął jeszcze miesiąc, a mnie już brakuje naszych spotkań, bo niezwykle inspirowaliśmy się nawzajem. Wierzę, że nastąpi kolejna odsłona tego projektu, a wraz z nim nasze dalsze spotkania – mówi pani Monika.

Co daje kreatywne pisanie?

– Mogłam spotykać się tu z wyjątkowymi osobami. Bardzo polubiłam prowadzącą zajęcia, jej wskazówki były dla mnie niezwykle cenne. Miałam możność poznać ludzi, którzy tak samo jak ja mają wulkany pomysłów, pasjonują się pisaniem. Jeśli będzie druga edycja warsztatów, chętnie wezmę w niej udział – podkreśla Ania.
– To, co tu przeżyłam, było przełomowe, rozszerzyło moje pisarskie horyzonty. Poznałam nowe środki wyrazu, „strategię” pisarską. Bardzo doceniam też dyskusje o literaturze. Dla mnie i dla koleżanek warsztaty trwały zbyt krótko. Mam nadzieję, że zostaną wznowione – deklaruje Klaudia.
– Zajęcia stały się dla nas swego rodzaju terapią grupową. Trochę na wzór klubów AA mieliśmy tu jakby mityngi „anonimowych pisarzy”. Początkowo, bo później czas w grupie ludzi o podobnych potrzebach i problemach nie kojarzył się z traumą a z radością – twierdzą inni uczestnicy warsztatów. Z dużej liczby osób biorących udział w pierwszych spotkaniach po kilku miesiącach została „żelazna grupa” około 10 osób, którym z końcem projektu trudno było się rozstać.

Pozostali liderzy projektu

Innym torem szły warsztaty krytycznoliterackie – prowadził je Grzegorz Jędrek, znawca literatury i poeta. Te zajęcia analizowały recepcję literatury i kultury, rozwijały sztukę krytycznego komentowania ich. Uczestnicy debatowali, kłócili się o racje, pisali wprawki a nawet publikowali swoje teksty – w Internecie.
Był i moduł poezji oraz prozy poetyckiej. Ich pasjonat tKamil Brewiński omawiał wiersze twórców ze ścisłego kanonu literatury. Wspólnie analizowano wprawki uczestników: barwne dyskusje o ich wzlotach poetyckich często sprowadzały adeptów na ziemię. Na pociechę dowiedzieli się, jak redagować swój zbiorek, gdzie publikować wiersze.
Marek Rybołowicz

Komentarze