Kurierzy strajkują

Od ubiegłego tygodnia żaden nie wyjechał na trasę. Nikt z In postu nie roznosi listów po gminach. – Mamy dość – mówi jeden z kurierów. Protestują, bo nikt „z góry” się z nimi nie liczy.
Strajkujący kurierzy pracują pod szyldem In postu, ale większość z nich ma umowy podpisane ze spółką Bezpieczny List. Oczywiście „śmieciówki”. Z blisko 20-osobowej grupy tylko 4 czy 5 osób („wybrańcy”, jak mawia o nich reszta) ma umowę o pracę.
– Niektórzy pracują tu od kilku lat. Bez ubezpieczenia, ale do tej pory nie było źle. Przynajmniej miało się pracę… Poza stawkami za rozniesione listy dostawaliśmy też ryczałt samochodowy, bo listy po gminach rozwozimy własnymi samochodami – mówi jeden ze strajkujących kurierów.
Najpierw wypłaty zaczęły przychodzić na konto z opóźnieniem, później prowizje zaczęły być zaniżane (miesięczne wyliczenia kierowniczki nie zgadzały się z tymi, które prowadzili sami kurierzy). Nie było żadnych pokwitowań, niczego na papierze. Kiedy kierownik oddziału poinformowała wszystkich o nowych stawkach, zapewniała, że są to kwoty netto. Po miesiącu okazało się, że jednak brutto.
Miesiąc temu In post poinformował swoich pracowników, że od maja planowane są zmiany – koniec z „kilometrówkami”, za to będą mniejsze stawki za rozwiezione po gminach listy. Kierownik regionalny nie widział w tym problemu. Jak opowiadają chełmscy kurierzy, według niego – przykładowo do Sawina – można dojść pieszo, a jak się komuś nie podoba, znajdzie się dziesięciu innych na jego miejsce. W Internecie już pojawiło się ogłoszenie o przyjęciach do chełmskiego oddziału firmy.
– Za niedostarczone w terminie listy kurier płaci karę. Regionalny powiedział, że mamy się nie martwić terminowością. Zabierze nam ryczałt, ale spokojnie sobie poradzimy, bo nawet jeśli nie damy rady roznieść wszystkiego w ciągu jednego czy dwóch dni, to zrobimy to kiedy indziej, bez płacenia kary. A przecież większość to listy polecone, w tym z sądu czy nakazy płatnicze z KRUS-u – mówi mężczyzna.
Pieszo wszędzie się nie da. Mając dwie gminy, kurier potrafi rozwieźć nawet czterysta listów dziennie. Po odliczeniu z wypłaty kosztów paliwa, okazuje się, że zostaje ok. 400 zł! Nic dziwnego, że od 4 maja kurierzy z In postu protestują. Nikt nie wyjechał do powiatu – jedni poszli na urlop, inni na zwolnienie. – Chcemy godnie pracować. Niech oddadzą nam chociaż ryczałt za paliwo. Jak mamy wyżywić rodziny za te pieniądze? – pytają.
Kierownik chełmskiego oddziału przebywa na zwolnieniu chorobowym, a zastępcy nie ma. Cichy bunt kurierów nie rzutuje dobrze na wizerunek sieci In post. Czy krakowska centrala ma zamiar interweniować? Do sprawy wrócimy z przedstawionym stanowiskiem spółki wobec chełmskich kurierów i nowych warunków pracy, jakie oferuje In post.
– Mogą nas wszystkich zwolnić, ale wtedy będą w kropce. Nie tak łatwo pozbyć się wszystkich starych i nauczyć nowych pracowników. Ci, którzy są od kilku lat, wiedzą, który dom jest w lesie, a gdzie nie zanosić listu, bo nikt tam od dawna nie mieszka, tylko pod innym adresem – mówi jeden ze strajkujących. (pc)

Komentarze