Łatwowierność nie popłaca

71-letnia mieszkanka LSM wzięła udział w dwóch zasadzkach. Obie dotyczyły ujęcia oszustów. Tylko – jak się później okazało – jedną z nich przygotowali sami… oszuści!
Wszystko zaczęło się od telefonu. Męski głos w słuchawce przedstawił się, że dzwoni z komendy. Mężczyzna podający się za policjanta powiedział emerytce, że złodzieje dobrali się do jej konta bankowego i próbują ją ograbić. Twierdził, że jest stale przez nich śledzona. Kazał jej pójść do banku, wypłacić oszczędność i położyć je do czterech śmietników. Obiecał, że gotówkę bezpiecznie przejmie policja, która potem zajmie się ujęciem rzekomych prześladowców. Przestraszona kobieta zgodziła się wziąć udział w tajnej operacji. Mężczyzna cały czas rozmawiał z nią przez telefon komórkowy i wydawał polecenia. Kiedy miała dotrzeć do ostatniego, czwartego punktu, aparat jej się rozładował. Dzięki temu nie przekazała ostatniej partii gotówki, bo nie wiedziała, w którym miejscu ma ją położyć. Wcześniej jednak zostawiła 60 tys. zł. Pieniądze straciła.
Przestępcy postanowili jednak do końca wykorzystać łatwowierność emerytki. Następnego dnia znów zadzwonili i kazali przekazać kolejne 50 tys. zł. Kobieta zgodziła się. Poszła do banku przy ul. Jutrzenki i tym razem po odbiór gotówki zjawił się sam „policjant”. Okazał się nim 24-latek z Lublina. Był pewny swego, ale się przeliczył. Natychmiast otoczyli go policjanci, którzy przygotowali własną zasadzkę.
Mężczyzna jest podejrzany o trzy inne podobne oszustwa i wyłudzenie 100 tys. zł. Grozi mu teraz do 8 lat więzienia. Prawdopodobnie miał wspólników. Ich zatrzymanie jest kwestią czasu.
Stróże prawa ponownie apelują o rozwagę i zaznaczają, że jeśli nawet policja zwraca się do kogoś o pomoc, nigdy nie prosi o angażowanie do tego własnych pieniędzy. LL

Komentarze