Los jej nie oszczędza

Sześć lat temu tętniak mózgu odebrał jej zdolność chodzenia i mówienia. Dziś, mimo niedowładu prawej części ciała, Marta Lewińska samotnie wychowuje 10-letnią córkę. Ale lekko nie jest…
Tętniak mózgu jest niczym tykająca w głowie bomba. Może zaatakować każdego, zwykle nie wysyła sygnałów ostrzegawczych. Tak właśnie było w przypadku Marty Lewińskiej z Chełma, która sześć lat temu przeżyła pęknięcie tętniaka mózgu. Miała wówczas 30 lat, uchodziła za osobę zupełnie zdrową. Rozsadzała ją energia. Realizowała się rodzinnie i zawodowo. Pracowała wtedy w jednym z chełmskich marketów i to właśnie w godzinach pracy zdarzyło się to, co całkowicie zmieniło jej życie.
– To był dosłownie moment. Najpierw straciłam czucie w nogach. Później pojawił się ból głowy, dosłownie rozsadzający czaszkę – wspomina 36-letnia chełmianka. W szpitalu okazało się, że ma dwa tętniaki, jeden pękł przed chwilą, a drugi natychmiast wymaga operacji. Martę przewieziono do szpitala w Lublinie.
– Po operacji przez pół roku byłam wożona od szpitala do szpitala. Przez kilka miesięcy nie mówiłam, nie chodziłam, nie czułam. Niewiele z tego okresu pamiętam – przyznaje kobieta. Jednak z czasem pojawiła się nadzieją, że Marta wróci do zdrowia. – Uczyłam się wszystkiego od nowa. Jak niemowlę mówiłam pierwsze słowa, stawiałam pierwsze kroki. Dziś mogę powiedzieć, że w moim przypadku wieloletnia rehabilitacja zdziałała cuda. Nie odzyskałam pełnej sprawności, mam niedowład prawej strony ciała, zaburzenia wzroku, ale wróciłam do życia – przyznaje pani Marta.
To jednak nie koniec dramatu kobiety. W ubiegłym roku, po kolejnej awanturze, mąż kazał jej się wynosić z córką z domu. – Po rozwodzie były mąż sprzedał nasze mieszkanie i dał mi przysądzone 40 tys. zł. Nie wystarczało nawet na najmniejszą klitkę, dlatego musiałam wziąć kredyt. Jego rata pochłania połowę mojej miesięcznej renty, a po odliczeniu wszystkich rachunków zostaje na mnie i moją 10-letnią córkę zaledwie 400 zł – mówi kobieta.
Kawalerka, którą kupiła pani Marta, wymaga gruntownego remontu. Łazienka jest w opłakanym stanie, meble do kuchni są niekompletne, drzwi wejściowe nieszczelne, a jeden duży pokój trzeba podzielić na dwa mniejsze, bo na razie kobieta śpi w kuchni. W domu brakuje też mnóstwa rzeczy, bo po rozwodzie Marta została zaledwie z kilkoma łyżkami i jednym kompletem pościeli.
– Los jej nie oszczędza, ale jestem pod wrażeniem tego, jak ta kobieta sobie radzi – przyznaje Marian Lackowski, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Osób Potrzebujących „Przytulisko”. – Proszę mi wierzyć, takim ludziom warto i trzeba pomagać. Dlatego udostępniamy konto naszego stowarzyszenia, na które można wpłacać pieniądze dla Marty. Z góry dziękujemy za dar dobrego serca – mówi Lackowski.
– Nigdy nie wyciągałam ręki po pomoc. Nie spodziewałam się, że kiedyś znajdę się w takiej sytuacji, w której będę do tego zmuszona. Ale nie robię tego dla siebie. Robię to dla mojej córki. Chcę, żeby nie musiała się wstydzić przed koleżankami obskurnej łazienki, żeby miała w naszym mieszkaniu kąt tylko dla siebie. To się jej należy, za to, jak bardzo mi pomaga. Życie z niepełnosprawną matką wiąże się z wieloma utrudnieniami. Jedną ręką nie da się pokroić mięsa, jedną ręką nie da się zawiesić firanek. Ona mi w tym wszystkim pomaga. Kocham ją i zrobię wszystko, żeby mogła godnie żyć – mówi kobieta.
Każdy, kto chciałby pomóc pani Marcie, może przesłać dowolną kwotę na rachunek stowarzyszenia „Przytulisko” – konto bankowe o numerze: 28 2030 0045 1110 0000 0277 8360. W tytule przelewu należy wpisać: „dla Marty”. Każdy, kto chciałby w inny sposób wesprzeć panią Martę, może skontaktować się z naszą redakcją, pod numerem telefonu: 500 560 579. (mg)

Komentarze