Lublin wita smrodem

Dokumenty, pisma, zarządzenia, kontrole, regulaminy i mandaty, a wszystko to w sprawie odchodów. Mieszkańcy dzielnicy Za Cukrownią proszą o pomoc. W odpowiedzi słyszą, że problemu nie ma, ponieważ podczas kontroli go nie widać.
Chodzi o załatwianie potrzeb fizjologicznych w miejscach publicznych: obok dworca PKP i w okolicach placu Dworcowego.
Rada dzielnicy Za Cukrownią zgłosiła właśnie wniosek do Urzędu Miasta Lublin, w którym prosi aby, toaleta publiczna przy ulicy Gazowej była bezpłatna. Według radnych pomogłoby to przynajmniej częściowo rozwiązać trapiący ich problem. A problem, jak podkreślają, jest bardzo widoczny i śmierdzący.
– Toalety publiczne od 1 stycznia tego roku są płatne, więc większość potrzebujących osób z nich nie korzysta. Teren jest systematycznie zanieczyszczany ekskrementami, a przechodnie często są tego świadkami. Można tu zobaczyć osoby, które załatwiają swoje potrzeby do ustawionych na chodnikach śmietników. Idąc tędy trzeba często omijać leżące na chodniku odchody. Widok jest okropny, a do tego dochodzi potworny smród. Aż strach pomyśleć, co będzie się tu działo w lecie, kiedy będą wyższe temperatury – mówi Lidia Kasprzak-Chachaj, przewodnicząca rady dzielnicy Za Cukrownią.

Przysypywanie problemu

Jak podkreślają mieszkańcy, problem nieczystości wynika ze specyfiki okolicy, w której znajduje się noclegownia dla bezdomnych mężczyzn i dzienny ośrodek wsparcia dla bezdomnych.
– Do tego w pobliżu jest punkt wydawania posiłków przy ulicy 1 Maja oraz punkt wydawania żywności przy ulicy Piekarskiej. To powoduje, że jest tu dużo osób bezdomnych, które nie zapłacą za toaletę i załatwiają swoje potrzeby wprost na chodniki. Jednak nie możemy mówić tu tylko o osobach bezdomnych, bo często widać tu zwykłych przechodniów, którzy widząc, że toaleta jest płatna, idą parę metrów dalej i robią to co w danej chwili potrzebują. Poza tym od pierwszego kwietnia do końca września toaleta publiczna czynna jest od godziny 6 do 22. Co mają zrobić te osoby w innych godzinach? – pyta Lidia Kasprzak-Chachaj.
Z nieczystościami najbardziej borykają się właściciele sklepów i instytucji, które funkcjonują w okolicy. Aby jakoś temu zaradzić, zasypują je popiołem lub piaskiem.
– Codziennie widać tu osoby załatwiające bez żadnego skrępowania swoje potrzeby. Przy naszym budynku cały czas znajdujemy ekskrementy. Co mamy zrobić? Staramy się sprzątać. Zasypujemy piachem, ale smród jest ogromny. Dlaczego mamy cierpieć? – zastanawia się Barbara Kozłowska, która współpracuje z Bankiem Żywności przy ulicy Młyńskiej.
Żeby choć po części zaradzić śmierdzącemu problemowi, rada dzielnicy zaproponowała, aby korzystanie z toalety przy ulicy gazowej było bezpłatne.
„… Wprowadzenie opłat za korzystanie z miejskiego szaletu przy ulicy Gazowej uważamy za błędną decyzję i wnioskujemy o jej szybką zmianę…” – czytamy w piśmie, jakie złożono w ratuszu.

Były kontrole

– Ten rejon powinien być wizytówką miasta. Można powiedzieć, że jest to główny trakt dla podróżnych, którzy chcą dotrzeć chociażby do Targów Lublin czy Areny Lublin. Nie może być tak, że w Lublinie przyjezdnych witają kupy i fetor moczu – tłumaczy Lidia Kasprzak-Chachaj.
Ratusz nie odpowiedział jeszcze radzie dzielnicy, jednak stanowisko miasta jasno określa rzeczniczka prezydenta.
– W ubiegłym roku Rada Miasta Lublin podjęła uchwałę o odpłatności za korzystanie z szaletów miejskich. Dzięki opłatom możliwe jest utrzymanie odpowiedniego standardu czystości szaletów, stałe zapewnienie środków higienicznych oraz wykonywanie niezbędnych napraw i remontów. Pobieranie odpłatności za szalety przekłada się także na częściowe pokrycie kosztów ich utrzymania oraz rozliczenie przez miasto podatku VAT – wyjaśnia Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta.
To stanowisko miasta. Co na to Straż Miejska? Jak się okazuje, strażnicy są równie bezsilni co rada dzielnicy. Jedyne, co mogą zrobić, to wystawienie mandatu za nieobyczajne zachowanie.
– Załatwianie potrzeb fizjologicznych w miejscach publicznych traktowane jest jak wybryk nieobyczajny. Osoba, która popełnia takie wykroczenie, może zostać ukarana mandatem w wysokości od 50 do 100 zł. Funkcjonariusze Straży Miejskiej regularnie patrolują okolice dworca PKP pod kątem zakłócania spokoju, spożywania alkoholu i innych wykroczeń porządkowych. Obszar ten jest także w zainteresowaniu dzielnicowego Straży Miejskiej – informuje Robert Gogola, rzecznik prasowy lubelskiej Straży Miejskiej.
Ratusz jest nieugięty, a strażnicy miejscy starają się tropić wybryki nieobyczajne, więc stanowisko w tej sprawie zajęła również Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Lublinie. Pracownicy sanepidu skontrolowali wspólnie ze strażnikami miejskimi teren wokół placu Dworcowego i nie odkryli żadnych nieczystości.
– Rozważamy podjęcie dalszych kroków, choć żadnych nieprawidłowości nie stwierdziliśmy. Zgłoszona interwencja się nie potwierdziła. Według regulaminu utrzymania czystości w gminie do sprzątania miasta są wyznaczone specjalne służby i proszę się do nich zgłaszać – informuje Irmina Nikiel, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Lublinie.
Prosząc sanepid o interwencję, dołączyliśmy zdjęcie zrobione przy ulicy Gazowej, na którym mężczyzna z opuszczonymi spodniami „siada” na koszu na śmiecie.
– Zdjęcie nic nie oznacza, bo nie wiem, co ten pan tam robi. Może zwyczajnie siedzi i wcale nie musi załatwiać swoich potrzeb – kwituje Irmina Nikiel.
Tego samego dnia, kiedy inspektorzy sanepidu nie stwierdzili nieprawidłowości, do redakcji „Nowego Tygodnia” przysłano mailem kolejne zdjęcie z opisem – „Kupa popiołem zasypana”.
– Dziś rano zrobiłam takie zdjęcie przy Banku Żywności i jeżeli nikt ze służb porządkowych ani ratusz nie widzi problemu, to nie wiem, co mamy jeszcze zrobić, żeby w okolicy było czysto i przestało śmierdzieć – mówi Lidia Kasprzak-Chachaj. MJ

Komentarze