Magurskie przyciąganie barier

Tomasz Bartoszek wybornie rozpoczął weekend w Beskidzie Niskim, zwyciężając w sobotniej części 3. Wyścigu Górskiego Magura Małastowska, jednak dzień później, prowadząc po pierwszym podjeździe wyścigowym, zbyt późno rozpoczął hamowanie przed jednym z zakrętów decydującej o losach rundy próby uderzył hondą civic w barierę i w efekcie nie dotarł do mety. Błąd kierowcy Automobilklub Chełmskiego, dotychczas znakomicie prezentującego się w sezonie 2016, kosztował go utratę pozycji lidera w klasie A/PL-1600 Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski tuż przed półmetkiem zmagań.
W drugim tegorocznym starcie Bartoszek bronił pierwszego miejsca w klasyfikacji klasy po wygranej i „srebrze” w Załużu. Podjazdy treningowe pojechał tylko o 0,8 sekundy wolniej od najszybszego Arkadiusza Borczyka (A. Małopolski), na pierwszej próbie wyścigowej był już tylko 0,4 sekundy za liderem, by po awarii technicznej rywala (sprzęgło) zanotować drugie w karierze górala zwycięstwo. Warto wspomnieć, że nasz kierowca później wsparł kolegę w bliźniaczej hondzie pomocą własnego serwisu po to, by w niedzielnej części imprezy mogli na równi walczyć o wygraną. Tak też rozpoczął się kolejny dzień – Tomek był najszybszy na treningach, pokonał Borczyka w pierwszym podjeździe wyścigowym o 0,2 sek. i gdy wydawało się że Magura w tym roku należeć będzie do „oranżadki”, jak zdrobniale nazywane jest auto Tomka, kilkaset metrów przed metą dobra passa skończyła się. – Przekombinowałem, szukając ułamków sekundy – zbyt szybko wjechałem w ostry zakręt. Próba ratowania się niewiele dała i „przytuliłem” wyścigówkę do bariery – przyznał Bartoszek. Na szczęście zawodnikowi A. Chełmskiego nic się nie stało, gorzej z konstrukcją hondy: wykrzywione kielichy będą wymagały dłuższej pracy serwisu (prostowanie geometrii nadwozia) i z tego powodu Tomek nie weźmie udziału w najbliższych zawodach w Limanowej (9-10 lipca). W klasyfikacji klasy A/PL-1600 po sześciu rundach Bartoszek jest drugi, tracąc zaledwie punkt do Borczyka.
Jarosław Adamiak, dwukrotnie trzeci w klasie E-I-2000, nie krył, że liczył na nieco lepszy występ. Uszkodzona podczas słowackiej rundy w Jahodnej honda w zasadzie całą przerwę między zawodami spędziła w warsztacie: pogruchotana karoseria wymagała wykonania nowych form, nasz kierowca zamontował ponadto inny silnik, wyposażony m. in. w ostre wałki rozrządu. Niestety, motor okazał się niewiele, o ok. 10 koni mechanicznych mocniejszy od poprzednio używanej jednostki, co w warunkach bojowych w Małastowie nie pozwoliło lublinianinowi zbliżyć się do liderującego w klasie duetu z A. Małopolskiego: Szymona Piękosia i Karola Krupy (6-7 sekundowe straty na podjeździe). Dodatkowo w pierwszej fazie sobotnich zmagań Adamiak popełnił błąd, po którym auto odbiło się od opon osłaniających barierę i po tym incydencie, jak sam przyznał, nie mógł złapać właściwego rytmu jazdy do końca imprezy. – Występ oceniam poniżej oczekiwań. Wiem, że mogłem pojechać szybciej, jednak nie udało się. Być może w głowie siedziała obawa by znów nie uszkodzić hondy? Chciałbym też w końcu na spokojnie potestować auto przed kolejnymi rundami – podsumował kierowca Automobilklubu Kieleckiego.
Dla Rafała Michalczaka, podobnie jak w przypadku Adamiaka, był to debiutancki start w Małastowie, który również zakończył się wywalczeniem trzecich lokat, ale w klasie A/PL-1600. W sobotę lublinianin starał się poznać trasę i sprawdzić swoje możliwości, za to w niedzielę jechał już o wiele swobodniej, co od razu przełożyło się na osiągane rezultaty: w pierwszych próbach tracił do lidera ok. 12 sekund, by w kończącym zawody podjeździe zanotować najlepszy czas weekendu i zmniejszyć dystans do 6 sekund. Michalczak przyznał, że nie był w stanie złapać tempa czołówki klasy (Bartoszek-Borczyk), usprawiedliwiając to małym doświadczeniem w górach i gorszymi parametrami auta. –Próbowałem różnych opcji ustawienia wyścigówki. Moc co prawda jest podobna, ale chłopaki mają zamontowane krótsze skrzynie biegów, na dodatek moja honda jest cięższa, więc… nie daję rady sprzętowo – komentował. Rafał miał też sporo szczęścia, bowiem w V rundzie jedyny, ale mocny rywal do najniższego stopnia podium – Damian Paliga (A. Ziemi Kłodzkiej, skoda felicia) odnotował sporą, nie do odrobienia stratę po pierwszej próbie wyścigowej.Z kolei w niedzielę drogę do trzeciej pozycji otworzył mu „dzwon” klubowego kolegi – Bartoszka.
Niepocieszony z Małastowa wrócił Mateusz Misiewicz. Ubiegłoroczny medalista GSMP nie może odnaleźć spodziewanego tempa w klasie A-2000, a stopniowa przebudowa auta z seryjnej specyfikacji na obecnym etapie jest zbyt mało zaawansowana by dorównać „dopasionym” A-grupom Szołka (A.Orski) i Marcina Wrony (A. Rzeszowski). Hondy mają grubo ponad 250 koni i kłowe skrzynie. W tej sytuacji nie miałem szans na nawiązanie równorzędnej walki. Na samych prostych odcinkach traciłem ok. 3 sekund, z kolei na „piątce” auto na tej trasie praktycznie nie przyspieszało. W tym wyścigu decydowała moc i dobrze zestopniowana skrzynia biegów. – Obydwu rzeczy zabrakło w moim clio – skomentował Mateusz. Kierowca Automobilklubu Lubelskiego Sport, za wyjątkiem drugiego sobotniego podjazdu treningowego w którym był trzeci, notował regularnie czwarte czasy, w próbach wyścigowych tracąc do zwycięzcy 8-9 sekund. O tym, że ścigał się na granicy przyczepności i bezpieczeństwa, świadczył choćby brawurowy przejazd przez szczyt wzniesienia, podczas którego clio dwoma kołami oderwało się od asfaltu i po lądowaniu o centymetry minęło barierę… Pozytywnym akcentem dla Misiewicza było zdobycie pucharów za drugie miejsca w debiutującym w wyścigach górskich, lecz na razie nieoficjalnym – Clio Cup. Od przyszłego sezonu puchar dla wyścigowych renault clio prawdopodobnie zostanie włączony do klasyfikacji GSMP.  Łukasz Głowacki

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDevils mistrzem!
Następny artykułOskar Bober najlepszy