Makabryczna porada

Stowarzyszenie Chełmska Straż Ochrony Zwierząt chciało uśmiercić małe koty? Według naszej Czytelniczki właśnie to poradzili mieszkańcowi, który zatroskany zadzwonił do nich z pytaniem, co ma robić z maleńkimi, ślepymi kociętami znalezionymi na śmietniku.

Maleńkie koty najwyraźniej komuś nie były potrzebne. Mieszkaniec osiedla Dyrekcja Dolna znalazł je dwa tygodnie temu na śmietniku. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to telefon do stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt. Z tym, że porada, którą mieli udzielić, wprawiła mężczyznę w osłupienie.
– Usłyszał, że prawo jest takie, że ślepe mioty się usypia – opowiada nam Czytelniczka, znajoma mężczyzny. – Od razu zrezygnował z takiej pomocy. Postanowił wraz z żoną zająć się kociętami. I bardzo dobrze. Koty już widzą, są karmione specjalnym mlekiem. A gdyby zostały oddane do stowarzyszenia, już dawny by nie żyły – przyznaje kobieta.
W tej historii na pewno jedno się zgadza. Faktycznie istnieje prawo, które pozwala uśmiercać małe koty. Uchwaliła je miejska rada, z tym, że powinno „być to ostatecznością” dokonywaną tylko wtedy, gdy „nie można populacji ograniczyć w inny sposób, nie można zapewnić adopcji ślepym miotom lub nie można zapewnić wystarczającej liczby miejsc w schronisku dla zwierząt”.
Dlaczego zatem Chełmska Straż Ochrony Zwierząt od razu poradziła zabić młode? – Nigdy nie udzieliliśmy takiej porady i nikt od nas takiego telefonu nie otrzymał – tłumaczy jeden z członków stowarzyszenia i dodaje, że być może ktoś po prostu pomylił numery. – Może dodzwonił się do schroniska, do weterynarza, czy do innej instytucji. Na pewno nie do nas – słyszymy.
Prezes stowarzyszenia Artur Mochnia zapewnia, że zawsze w tego typu sytuacjach na pierwszym miejscu stawiają dobro zwierząt. – Szukamy matki zastępczej, próbujemy znaleźć kogoś, kto zajmie się kotami. Nasza działalność opiera się na niesieniu pomocy. Dziwne, że ktoś zarzuca nam coś zupełnie odwrotnego – przyznaje prezes. (mg)

Komentarze