Miliardy, których nie było?

Miały być tysiące miejsc pracy i inwestycje za wiele miliardów. Ostatecznie jednak zaproponowana kwota zobowiązań offsetowych miała być dużo niższa, a liczba nowych etatów stopniała do kilkuset. W minionym tygodniu przedstawiciele rządu przedstawili sprawozdanie z negocjacji offsetowych prowadzonych z Airbus Helicopters.
Chociaż przetarg na 50 śmigłowców dla polskiej armii został unieważniony w październiku minionego roku, to nadal jest przedmiotem kontrowersji. W minionym tygodniu negocjacjom umowy offsetowej z Aribus Helicopters zostało poświęcone posiedzenie sejmowej Komisji Obrony Narodowej. O przedstawienie informacji z wielomiesięcznych negocjacji pakietu inwestycji, który miał być zrealizowany przy zakupie śmigłowców, zwróciła się grupa posłów PO.
– 4 października minionego roku MON zdecydował o zerwaniu negocjacji offsetowych. Opinia publiczna dostała siedem zdań informacji o tym, jak rząd nie walczył o zamówienie, ale jak rząd walczył z zamówieniem – mówił poseł Cezary Tomczyk (PO). – Finał jest taki, że śmigłowców ciągle nie ma na naszym niebie. Zmarnowaliście 1,5 roku dla Polski i dla polskich sił zbrojnych. Miały być 4 tys. miejsc pracy, jest zero. Miała być nowa fabryka, nie ma. Miało być 13 mld zł na inwestycje z offsetu i jest zero.

Posłowie PO chcieli również wyjaśnień, która ze stron zerwała negocjacje offsetowe. Ich zdaniem pojawiające się informacje na ten temat były ze sobą sprzeczne. – Dowiedzieliśmy się, że offset był niewystarczający, ale nie uzyskaliśmy żadnej konkretnej informacji na ten temat. Skoro to było za mało, to co w takim razie jest wystarczające? Jakie wymagania teraz postawicie oferentom, które przebiją ofertę Airbusa – dopytywał poseł PO.
Cezary Tomczyk zarzucał również rządowi obniżenie sprawności bojowej polskich sił zbrojnych.
– Dodatkowo z komunikatu MON dotyczącego nowego przetargu na śmigłowce wiemy, że nie będzie nowej fabryki i być może również dodatkowych miejsc pracy, a kontrakt będzie dużo mniejszy. Mam wrażenie, że oszukaliście również mieszkańców Mielca i Świdnika, bo z tego, co czytamy, serwis nowych maszyn ma się odbywać w Łodzi. Śmigłowce będą później, będzie ich mniej i z dużym prawdopodobieństwem nie będą produkowane w Polsce. Więc jakie są plusy tego zamieszania, które przez 1,5 roku zafundowaliście krajowi? – dopytywał poseł PO.

Przedstawiciele rządu tłumaczyli z kolei, że informacje o tysiącach miejsc pracy i kilkunastu miliardach na inwestycje nie są zgodne z rzeczywistą ofertą Airbus Helicopters.
– Nie jest prawda, że miało powstać 4 tys. czy 7 tys. miejsc pracy – mówił Bartosz Kownacki, wiceszef MON. – Taka informacja nie ma oparcia w żadnych dokumentach. Podczas negocjacji była mowa raczej o ok. 500 miejscach pracy Nigdy nie było też mowy o 13,5 mld zł. Tak naprawdę na stole było ok. 3 mld zł inwestycji offsetowych – ujawniał Bartosz Kownacki.
Wiceszef MON tłumaczył również, że strona francuska nie chciała się zgodzić na przekazanie technologii i kontrolę strony polskiej nad certyfikacją i eksportem produkowanych śmigłowców. – Może udałoby się nam uzyskać więcej, gdyby została zachowana konkurencyjność, gdyby oprócz Airbusa pod uwagę zostały wzięte również oferty polskich firm. Wówczas nie bylibyśmy zakładnikiem tylko jednej firmy – mówił wiceszef MON.
Do przetargu na produkcję 70, a później 50 śmigłowców startowały również PZL Mielec i PZL-Świdnik. Obie oferty zostały jednak odrzucone ze względów formalnych.
O rozbieżnościach w negocjacjach offsetowych mówił również wiceminister rozwoju Adam Hamryszczak. – Celem tych negocjacji było uzyskanie jak najkorzystniejszej oferty, ale również bezwarunkowej konieczności jej wykonania. Rozbieżności dotyczyły wysokości umowy offsetowej i bezpośrednio z nią powiązanych zakupów sprzętu – wymieniał Adam Hamryszczak. – Airbus nie deklarował również utworzenia nowych miejsc pracy. Realizacja zamówienia mogłaby mieć wpływ na utrzymanie miejsc istniejących lub ich wzrost, ale żadne deklaracje dotyczące utworzenia konkretnej ich liczby nie padły.
Przedstawiciele rządu tłumaczyli również, że w umowie offsetowej nie pojawiły się żadne zapewnienia o dodatkowych inwestycjach w Radomiu czy Dęblinie ani o utworzeniu wyżyny lotniczej.

– Jestem przekonany, że naszymi poprzednikami kierował wyłącznie cel polityczny przy tym przetargu. Gdybyście chcieli kupić te śmigłowce, to byście to zrobili – odpowiadał przedstawicielom PO poseł Artur Soboń (PiS) – Ale przestraszyliście się, bo wiedzieliście że to, co mówicie jest zwykłą propagandą i nie ma pokrycia w rzeczywistości. Stworzyliście takie warunki przetargu, że mogliście dostać tylko sprzęt stary, drogi i z importu i dobrze, że go nie kupiliście.
Czesław Mroczek (PO) odpowiadał świdnickiemu posłowi, że „postępowanie było oderwane od polityki”. Tłumaczył, że oferty złożone przez wszystkie trzy firmy wybierali żołnierze i to ich ocena miała decydujący wpływ na wskazanie śmigłowca oferowanego przez Airbus Helicopters.
Wielomiliardowy przetarg na śmigłowce wielozadaniowe został ogłoszony w 2012 roku. O zamówienie starały się trzy firmy. Oferta PZL-Świdnik została odrzucona, ponieważ przedsiębiorstwo zaproponowało zbyt długie terminy dostawy pierwszych maszyn. Z kolei śmigłowce oferowane przez koncern Sikorsky miały nie posiadać odpowiedniego uzbrojenia.(kal)

Komentarze