Misja, blaski i cienie

Bułgarka, Włoszka, Szwajcar i Niemiec byli uczestnikami wspomnianej debaty (prowadził ją ks. dr Paweł Borto z KUL) w popołudniowej części konferencji „Oblicza Kościoła w Polsce. 1050. rocznica chrztu Polski”, zorganizowanej przez Instytut Teologii Fundamentalnej KUL. Organizatorzy pokusili się o pewną prowokację, zapraszając dyskutantów do jasnego określenia, co nie tyko blaskiem, ale i co kładzie się cieniem na polskim Kościele.
Cudzoziemcy od wielu – jak się okazało – lat mieszkający w Polsce generalnie podkreślali swą wdzięczność wobec naszego lokalnego Kościoła. Np. doskonale się u nas (KUL) zaaklimatyzował Szwajcar dr hab. Max Stebler, związany z Ruchem Focolari.
Mesjanizm i… kompleksy
Z ust pochodzącej z Bułgarii profesor Viary Maldjievej, od ponad dwudziestu lat mieszkanki Polski (wykłada na slawistyce w UMK w Toruniu, jest członkiem Komisji Języka Religijnego przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów), usłyszeliśmy o głębokim wzruszeniu się bogactwem liturgii polskiego Kościoła i intensywnością życia sakramentalnego Polaków. W Polsce zaczął się jej proces nawrócenia, chociaż przyjechała do nas w innym celu – by studiować polonistykę i zrozumieć treść piosenek „Czerwonych Gitar”, fascynujących młodą dziewczynę.
W Bułgarii katolicy są mniejszością, a prawosławna większość, tłumiona latami przez komunizm, powoli docenia religijność. Dlatego zapewne m.in. prof. Viara szczególnie docenia dostrzeganą przez nią misję polskiego kleru, jaką jest szerzenie i podtrzymywanie wiary chrześcijańskiej we współczesnym świecie.
Wskazuje na trwanie Kościoła w Polsce przez wieki, mimo wielu zagrożeń, a ostatnio widoczne świecczenie społeczeństwa. Dla niej, jako polonistki, pojęcie „polskiego mesjanizmu” rozwiniętego w romantyzmie, jako swego rodzaju posłannictwa Polaków, nie jest tematem, który koniecznie należy ośmieszać. Z jej słów można było wywnioskować, że nie widzi w nim jedynie oderwanej od realnego życia, idei mającej wyłącznie poprawić samopoczucie Polaków.
Polski Kościół ma być – tak można rozumieć mesjanizm – misjonarzem wiary w Jezusa Chrystusa wśród rodaków, ale także wśród u innych narodów. To ważne w czasach, gdy Kościół w Polsce ma się wciąż dobrze, ale w Europie już znacznie mniej.
– Pani profesor, o czym pisać doktorat? – zacytowała Viara Maldjieva skierowane do siebie pytanie, które usłyszała w… polskim konfesjonale. Była zszokowana, bo jej celem – „owieczki bożej”, wiernej Kościoła katolickiego – był rzecz jasna sakrament spowiedzi św. Opowiadając na to na KUL-u, podkreśliła, że to skrajny przypadek, ale mówiący wiele o zjawisku obserwowanym przez nią od lat.
To właśnie ów „cień” naszego lokalnego Kościoła. Część polskich księży stara się – wg jej oceny – szukać dowartościowania swej osoby, ale nie dowartościowuje się, stawiając na solidne realizowanie powołania, na pogłębianie własnej duchowości. Decyduje się bowiem na swego rodzaju pęd ku dobrom doczesności. W tej obserwacji poparła ją zakonnica z Włoch. Prof. Maldjieva odważyła się nawet określić taką postawę jako skrzyżowanie bufonady i zadufania z zakompleksieniem.
Lekiem mającym poprawić samopoczucie części takich duchownych staje się wybór naukowej ścieżki: robią doktoraty i próbują kariery akademickiej. Inni wybierają ścieżkę dóbr materialnych, gustując w drogich samochodach, laptopach itp.
Zarzutom przeciwstawił się młody jeszcze lubelski duchowny, zwracając uwagę, że rozwijający się intelektualnie w ramach uniwersytetu duchowny to pozytywne zjawisko.
W odpowiedzi profesor wyjaśniła, że nie neguje zalet pogłębionego wykształcenia akademickiego. – Jednak wierny od duchowieństwa oczekuje prowadzenia w życiu duchowym do zbawienia – przypomniała. – „Dyskurs akademicki w wykonaniu księdza nie jest potrzebny – zaakcentowała.
Natomiast potrzebna jest mądra, duchowa porada, mądre duchowe prowadzenie wiernego, znalezienie dla niego czasu. Od siebie dodajmy, że takiej mądrości księdza służy – jak można wciąż sądzić – wiedza zdobyta już w czasie nauki w seminarium i późniejsze doświadczenie duszpasterskie.
Uśmiech
Na pewno też pogłębiona modlitwa, która zapewnia kapłanowi więź z Bogiem. Właśnie o tym aspekcie duchowego wysiłku koniecznego u księży mówiła Włoszka pochodząca z Sycylii, siostra Nazarena Scopelliti SCSF. Taka wywalczona prawdziwa więź księdza, zakonnika (czy zakonnicy) z Jezusem gwarantuje wewnętrzną radość osoby duchownej i w rezultacie uśmiech na jej twarzy. Tymczasem – zauważyła Włoszka, od 16 lat mieszkająca w Kielcach – takiego chrześcijańskiego uśmiechu polskim kapłanom czasem brakuje… Ona sama – można się było przekonać w Lublinie – promieniuje radością, zwłaszcza gdy opowiadała o posłudze w kieleckim przedszkolu i kieleckim areszcie śledczym.
Jej zgromadzenie Sióstr Kolegium Świętej Rodziny zajmuje się wychowaniem w klimacie wiary. Temat moralnego kręgosłupa najmłodszych był jej bliski od początku, gdyż na Sycylii stykała się z konsekwencjami wpływu mafii na młodzież, która ulegała demoralizacji. Przypomniała, że bardzo ostro przeciwstawiał się temu Jan Paweł II.
Nigdy jednak się nie spodziewała, że będzie pracować z więźniami. Gdy po raz pierwszy jechała do aresztu w Kielcach, chciała wysiąść i uciec do domu. Powstrzymał ją powtarzany w myślach psalm „Pan jest Pasterzem moim”. Pokonała strach. I choć nie było łatwo, bo nawet miejscowy biskup nazywał ją żartem „siostrą kryminalną”, a niektórzy Polacy pytali, czy jest sens tam jeździć? – nie żałuje. – Chrystus na krzyżu umarł za wszystkich – przypomniała zgromadzonym w KUL duchownym – a więc także za złoczyńców.
W Polsce – przyznała – ogromnie ceni bogactwo życia sakramentalnego: kolejki wiernych do kratek konfesjonałów, licznie przyjmowaną Komunię św. A Polacy to – wg niej – naprawdę wspaniali, bardzo ciepli, chcący pomagać innym ludzie.
Taktowne milczenie
O wdzięczności wobec polskiego Kościoła mówił pracujący w „Centrum Dialogu i Modlitwy Oświęcim” ks. dr Manfred Deselaers. Jako młody Niemiec, przechodząc przez prowadzącą do dawnego obozu zagłady w Auschwitz bramę, nad którą widział napis „Arbeit macht frei”, czyli „Praca czyni wolnym” – co miało wydźwięk okrutny i prześmiewczy, bo przecież tam mordowano setki tysięcy ludzi – niemal zarazem przekroczył swój osobisty próg wiary. Jak powiedział w multimedialnym przekazie (nie mógł przyjechać do Lublina) – w Oświęcimiu jego wiara ożyła, przeżył nawrócenie. W latach 90-tych, już jako niemiecki ksiądz wrócił do Polski, by pracować na rzecz polsko-niemieckiego i chrześcijańsko-żydowskiego pojednania. O cieniach naszego Kościoła tylko wspomniał, napomykając, że egoizm to zarazem ogólnoludzka przywara. Jako Niemiec nie powinien mówić o wadach – uznał, że przeszłość i winy jego narodu związane z II wojną światową go do tego nie upoważniają.
Jak podsumował ks. prof. Krzysztof Kaucha, dyrektor Instytutu Teologii Dogmatycznej KUL, o swoich wadach polscy kapłani mogliby powiedzieć znacznie więcej. Natomiast goście konferencji zrobili to – zauważył – delikatnie.
On sam był autorem kończącej całodzienną konferencję prelekcji, w której skupił się na różnych możliwych metodach określenia tożsamości Kościoła katolickiego w Polsce. Wyjaśnienie owej tożsamości ks. Kaucha uznał za ważne zadanie w najbliższym czasie.
Monika Skarżyńska

Komentarze