Nauczyciele w niepewności

Reforma oświaty zakłada ośmioklasową szkołę powszechną oraz likwidację gimnazjów i powrót 4-letniego liceum. Głosy co do sensu reformy są podzielone, ale jasne jest, że nie dla wszystkich nauczycieli będzie praca.

Najważniejsze punkty reformy, która rozpocznie się w roku 2017, a zakończy w 2022, to: 8-letnia podstawówka, w tym 4 klasy wczesnej edukacji. Później do wyboru: 4 klasy liceum, 5 klas technikum lub dwustopniowa zawodówka z maturą. Zapowiedzi te przypominają nieco klasyczny podział, pamiętany jeszcze z czasów PRL-u. Dla wielu jednak było to najlepsze rozwiązanie. – Ja nie chcę do gimnazjum – mówi Wojciech, uczeń V klasy włodawskiej podstawówki. I nie jest w tym wyjątkiem. Gimnazja bowiem, od czasów reformy z 1999 r., kiedy to powstały, nie cieszą się dobrą opinią. Mówi się powszechnie, że jest to „wylęgarnia” problemów z młodzieżą w szczególnie trudnym okresie życia.
Proponowana reforma, zwłaszcza likwidacja gimnazjów, ma oczywiście również bardzo wielu gorących przeciwników. Mówi się nie tylko o niepewności co do miejsc pracy, ale także wielu innych kwestiach. Nauczycieli nurtują m.in. pytania dotyczące gimnazjów niepublicznych, daty rozpoczęcia nauki drugiego języka obcego czy końca nauki przyrody. Jest także problem matury w 2019 r., kiedy to w szkołach średnich spotkają się absolwenci starego gimnazjum i nowej szkoły powszechnej.

Niebagatelną sprawą jest także przyszłość budynków po byłych gimnazjach. We Włodawie są obecnie dwa gimnazja. Jedno – należące do gminy – mieści się w budynku I LO. Drugie – nr 1, należące do miasta – stanowi samodzielny podmiot, w którym mieści się tylko szkoła. Przy likwidacji gimnazjów, szkoła gminna powoli będzie tylko „zawłaszczana” przez liceum i nic się nie stanie. Gorzej z budynkiem miejskim przy ul. Szkolnej. Tam, o ile dzieci zmieszczą się w dwóch istniejących szkołach podstawowych, będzie hulał tylko wiatr. Nadzieja bowiem na to, że znajdzie się nabywca lub dzierżawca na ten obiekt, jest raczej płonna.
Poprosiliśmy o komentarz Dariusza Semeniuka, dyrektora PG nr 2 we Włodawie.
– Trudno jest odnieść się do planowanych w edukacji zmian. Zbyt dużo niewiadomych i mało konkretów, niestety – mówi D. Semeniuk. – Z pewnością władze samorządowe zmuszone będą podejmować mało popularne decyzje. Ogłoszone zmiany nie są dobre i wcale nie ulepszą obecnego systemu. Ideą gimnazjów było przede wszystkim „oddzielenie” małych dzieci od dzieci starszych i to się udało. Gimnazja wypracowały w związku z tym własne metody wychowawcze do pracy z nastolatkami. Zgodnie z tym, co zapowiedziała minister Zalewska, wrócimy do tego, co było kiedyś i o czym wszyscy mówili, że nie jest dobre. Trudno także nie mówić o żalu i rozczarowaniu. Na teraźniejszą pozycję PG2 pracowaliśmy wszyscy przez 17 lat. Sukcesy uczniów, zaangażowanie kadry pedagogicznej i rodziców były powodem do dumy i sprawiły, że zbudowaliśmy niepowtarzalną atmosferę w szkole. Dowodem na to było coraz większe w powiecie zainteresowanie szóstoklasistów nauką w naszej „Dwójce”. Stworzyliśmy szkołę z tradycją, godnie reprezentującą zacny ród Zamoyskich. Umożliwiliśmy młodzieży wszechstronny rozwój i otwieraliśmy drogę do dalszych sukcesów na polu edukacyjnym. Zachęcaliśmy ich do nieustających starań o własny rozwój będący inwestycją w przyszłość. Z tych wskazówek młodzież chętnie korzystała. Przeszliśmy naprawdę wyboistą drogę, aby udowodnić, że gimnazjum to nie tylko, jak często mówiono, agresja, przemoc czy nawet przestępczość. Udowodniliśmy, że nad wszystkimi tymi kwestiami można zapanować, obierając odpowiednie metody. W obliczu ostatnich wydarzeń wszystkie te starania oraz ciężka praca młodzieży i nauczycieli może stać się tylko wspomnieniem. A społeczność włodawska (i każda inna) będzie zmuszona na nowo z mozołem budować edukacyjną rzeczywistość.

W podobnym tonie wypowiada się Przemysław Tułacz z PG nr 1 we Włodawie: – Zmiany w oświacie są nieuniknione, bo współczesna szkoła musi nadążać za ewoluującymi potrzebami rynku pracy i nieograniczonymi zasobami wiedzy dostępnymi na wyciągnięcie ręki. Uważam jednak, że przedstawione propozycje są tylko korektą wizerunku dokonaną tępym narzędziem, a nie prawdziwą formą dostosowania się do potrzeb. Cynicznie oszukuje się rodziców, tłumacząc, że wszystkie bolączki oświaty odejdą wraz z gimnazjami. Koszty społeczne jak zwykle zostaną scedowane na samorządy, bo to one będą próbowały poradzić sobie z nieuniknionymi zwolnieniami czy zbędnymi budynkami. Polityka oświatowa powinna być prowadzona z dala od Wiejskiej. (gd)

Komentarze