Ręce opadają. Pijany jak bela furman w środku nocy wyjechał nieoświetlonym wozem na drogę i omal nie spowodował tragedii. Na furmankę najechała ciężarówka i rozniosła zaprzęg w drzazgi. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
W nocy 16/17 lipca 44-letni Andrzej B. z gminy Chełm wyjechał furmanką na ruchliwą trasę włodawską w Horodyszczu (gmina Chełm). Wóz stanowił śmiertelne zagrożenie, bo nie był oświetlony, a na domiar złego furman był kompletnie pijany. Kierowca beczkowozu Renault nie miał żadnych szans, aby odpowiednio wcześnie zauważyć na ciemnej drodze nieoświetlony zaprzęg. Dostrzegł go w ostatniej chwili. Mimo ostrego hamowania auto z impetem uderzyło w furmankę, odrzucając ją do przydrożnego rowu. Z wozu zostało tylko zawieszenie i kupa desek. O dziwo, furman wyszedł z opresji bez szwanku.
Kiedy na miejsce przyjechała policja, okazało się, że wozak ma aż 2,2 promila alkoholu. Zdarzenie zarejestrowano jako kolizję. Niewiele jednak brakowało, aby doszło do tragedii. Za swoje skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie furman będzie tłumaczył się przed sądem.
(mo)