Obrońca oskarżonego omal nie zemdlał

Wychudzony, mizerny, na wózku inwalidzkim – tak dziś wygląda człowiek, który ponad pół roku temu miał z zimną krwią zamordować własną żonę i ułożyć na jej ciele bukiet róż. Przy odczytywaniu mu w areszcie akt sprawy, adwokat Przemysława K. zasłabł. Nie wytrzymał… ustalenia śledczych nie pozostawiają wątpliwości.

W ubiegły czwartek (9 marca) prokuratura wysłała do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi K. z Chełma. Tydzień wcześniej 43-latek został przetransportowany do lubelskiego aresztu śledczego, gdzie jego adwokat zaznajomił go z ustaleniami śledczych. Akta sprawy liczą kilkanaście tomów. W trakcie ich odczytywania obrońca K. aż zasłabł.
Według prokuratury (7 lipca) K. zwabił podstępem do mieszkania przy ul. Mickiewicza swoją rok młodszą żonę, Monikę (kobieta kilka tygodni temu wyprowadziła się od człowieka, który gnębił ją latami – znęcał się nad nią psychicznie, prześladował i szantażował, a rodzina kobiety robiła, co mogła, by wyrwać Monikę z sideł toksycznego męża). Miał przygotowany bukiet 19 róż (18 białych i 1 czerwona). Kiedy zrozumiał, że żona nie ma zamiaru do niego wrócić, tym razem odejdzie na dobre i chce rozwodu – chwycił za kuchenny nóż. Próbowała się bronić, ale ogarnięty chorą zazdrością mąż (sądził, że kobieta ma romans) wbił ostrze w jej brzuch, po czym miał wyciągnąć nóż do połowy i zatopić go jeszcze głębiej. Na ciele zmarłej ułożył bukiet, podciął sobie żyły i siadł obok na krześle – pił piwo, palił papierosa i patrzył na zwłoki żony. Kiedy usłyszał, że szwagier Moniki szarpie za klamkę i próbuje otworzyć kluczem zamek w drzwiach wejściowych, rzucił puszkę na podłogę i wyskoczył z balkonu na trzecim piętrze.
Odratowany i wybudzony z dwudniowej śpiączki dziś porusza się na wózku inwalidzkim i w niczym nie przypomina już tego samego, pewnego siebie i znanego w mieście inżyniera budowlanego. Nie może nawet zbyt długo siedzieć na wózku, dlatego podczas procesu na sali sądowej prawdopodobnie będzie w pozycji leżącej.
Konsekwentnie nie przyznaje się do morderstwa. Twierdzi, że żona sama wbiła sobie nóż w brzuch, a on w rozpaczy próbował popełnić samobójstwo. Sądzi, że jego stan będzie miał też wpływ na decyzję sędziego. Za zabicie Moniki grozi mu nawet dożywocie. Tym bardziej, że po badaniu psychiatrycznym u K. nie stwierdzono żadnych oznak choroby. A morderstwo prawdopodobnie planował już wcześniej. 21 czerwca miał być w Warszawie, a Monika miała w tym czasie przyjść i nakarmić kota. Weszła do mieszkania i zobaczyła męża, jak wychodzi z pokoju, trzymając za plecami coś na kształt noża. Był z nią szwagier, który wszystko nagrywał kamerą w telefonie – K. zobaczył to i zaczął ich wyganiać z domu.
Przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się już z kolei proces drugiego nożownika z Chełma, prawnika Bartosza W. Tydzień po masakrze przy ul. Mickiewicza, mężczyzna chciał zamordować żonę, ale ta zdołała uciec do pobliskiej apteki. Z uwagi na świadków termin rozprawy został odroczony na 13 marca. Posiedzenie jest niejawne. (pc)

Komentarze