Ogołocili z zieleni

Sygnał dotarł od jednego z mieszkańców osiedla, który odpowiedzi na pytanie „Komu i w czym zawiniło drzewo?” szukał w wydziale ochrony środowiska urzędu miasta. – Urzędnicy twierdzą, że przez działkę, na której rosła brzoza, przechodzi nitka gazu. Przecież dopiero niedawno skończyli tam budować garaże. Na to były wydane pozwolenia? Budowa nad gazociągiem nie przeszkadza, ale drzewo już tak? – pyta mężczyzna. – Nikomu z mieszkańców drzewo nie wadziło, ale urzędnicy nie chcą wcale rozmawiać. Mówią, że mieszkańcy nie są stroną w sprawie. Przecież trzeba dbać o zieleń w mieście, a zwłaszcza o drzewa – dodaje.
Dyrektor wydziału Irena Żółkiewska tłumaczy, że to nie wymysł urzędników, by ogałacać teren przy ul. Pilarskiego z roślinności. To sami właściciele działek wystąpili do urzędu z wnioskiem o wycinkę brzozy. – Owszem, gdyby za wycinką były dwie osoby, wówczas moglibyśmy się zastanawiać, czy jest po co wycinać drzewo. Ale to praktycznie wszyscy właściciele działek wnioskowali w tej sprawie. Za pozostawieniem brzozy opowiedziała się tylko jedna osoba – wyjaśnia dyrektor. – Pod ziemią przebiega nitka gazu i występowało tzw. zagrożenie hipotetyczne. Musimy je uwzględniać, bo z tym nie ma żartów. Nawet właściciele garaży musieli je odsuwać od linii gazu – dodaje.
Może gdyby to była piękna, okazała brzoza, urzędnicy nie zdecydowaliby o jej usunięciu. Ale drzewo było rzekomo słabe i chore. (pc)

Komentarze