Opozycja się kłania

Wybory na szefa PSL w powiecie chełmskim pokazały, że wewnętrzna opozycja została stłamszona i podkuliła ogon – uważają niektórzy. Podobno przed wyborami emisariusze opozycji pokajali się przed starostą Deniszczukiem i obiecali współpracę.

Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się, że do wyborów na szefa partii obok Piotra Deniszczuka, który był pewniakiem, może stanąć ktoś z wewnętrznej opozycji. Wskazywano na Sławomira Niepogodę, który cztery lata temu próbował swoich sił z Deniszuczkiem. Ale podczas zjazdu okazało się, że chętnego do startu nie było. Żeby wybory doszły do skutku, na ochotnika zgłosiła się Bożena Gołdyń-Rura, którą Deniszczuk zatrudnił niedawno w starostwie. Od razu uprzedziła, że kandyduje tylko pro forma a swój głos odda i tak na prezesa. Niespodzianki podczas głosowania oczywiście nie było. Deniszczuk gładko wygrał wybory, a do zarządu weszło ponad 50 przedstawicieli gminnych kół. Większość z nich to osoby kojarzone z wewnętrzną opozycją prezesa z gmin Chełm, Ruda-Huta czy Żmudź, np. S. Niepogoda, Adam Rychliczek czy Kazimierz Smal. Nic dziwnego, że tuż po wyborach komentowano, że Deniszczuk stłamsił opozycję. Pojawiła się też pogłoska, że emisariusze frakcji nieprzychylnej prezesowi przed wyborami obiecywali, że nie będą mu już przeszkadzać.
– Widząc, co dzieje się z członkami PSL w kraju, jak zostają wycinani z publicznych jednostek, chcą zakopać topór wojenny, żeby mieć na wszelki wypadek jakiś przyczółek i móc liczyć na pomoc prezesa Deniszczuka – twierdzą niektórzy członkowie PSL.
– Rzeczywiście rozmawiałem z przedstawicielami z koła z gminy Chełm. Odniosłem wrażenie, że jest deklaracja współpracy z tej strony – mówi P. Deniszczuk.
Deklaracje współpracy i proporcjonalny podział funkcji w zarządzie miał też obiecywać sam Deniszczuk. – Dlatego zjazd wyborczy odbył się bez żadnych ekscesów i był merytoryczny – mówi Adam Rychliczek. Ale dodaje, że każdy w partii ma własne zdanie. – Nikt do tej pory nie przeszkadzał prezesowi w pracy, a co najwyżej wytykał pewne działania – mówi. – Jak chociażby zatrudnianie niekompetentnych ludzi w starostwie na stanowiska pomocnicze. Później będzie wielkie rozczarowanie, bo wielu z tych ludzi myśli, że wkrótce staną się dobrze zarabiającymi urzędnikami. A tak nie będzie.
Złośliwi wytykają, że to właśnie dzięki zatrudnianiu młodych działaczy PSL i zwiększeniu liczby delegatów na zjazd Deniszczuk zapewnił sobie pewną wygraną. Ale nie odmawiają mu przy okazji konsekwencji w działaniu i wysiłku, jaki wkłada w pracę w PSL. A nawet spekulują, że może pokusić się o start w wyborach na szefa ludowców w województwie. – To raczej zadanie dla kogoś młodszego, bo wiem, ile wysiłku potrzeba, żeby spiąć struktury i stworzyć zgraną drużynę w powiecie, a województwo to inna skala – mówi Deniszczuk. Dodaje jednak, że Krzysztof Hetman na najbliższym zjeździe może spodziewać się poważnego kontrkandydata. – Panuje przeświadczenie, że przywództwo partii w kraju i w Lublinie nie spełnia oczekiwań ludzi. Raczej widzieliby na tych stanowiskach prawdziwych przedstawicieli wsi, którzy zdobyliby autorytet wiejskiego elektoratu. Poza tym trudno kierować organizacją o zasięgu wojewódzkim, kiedy na co dzień pracuje się, tak jak K. Hetman, w Brukseli. (bf)

Komentarze