Panika jak po Czarnobylu

Wielu chełmian uległo panice, wierząc, że nad Polską znajduje się radioaktywna chmura po awarii elektrowni jądrowej w Belgii. W obawie przed drugim Czarnobylem z chełmskich aptek wykupiono cały zapas płynu Lugola, który stosowany bez konsultacji z lekarzem może wyrządzić wielką krzywdę.

Informacja o wybuchu w elektrowni jądrowej w Belgii pojawiła się na początku ubiegłego tygodnia. Portale internetowe pełne były dramatycznych komentarzy. Ludzie odczuwali strach przed drugim Czarnobylem. Tym bardziej, że Niemcy rozdają mieszkańcom okolic Akwizgranu tabletki z jodem. Niepokój wzmocniły jeszcze bardziej dziwne SMS-y, które od kilku dni otrzymywali mieszkańcy całej Lubelszczyzny – i nie tylko. „Uwaga! Nad Polską znajduje się radioaktywna chmura. Lepiej, żeby dzieci w ogóle nie wychodziły na dwór. Tej informacji nie ma w serwisach. Weźcie kilka kropli płynu Lugola na pół szklanki wody. Prześlij dalej tę wiadomość” – wiadomości o takiej treści dotarły również do chełmian. To wystarczyło, by ludzie szturmem ruszyli do aptek. Płyn Lugola piło się właśnie po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku, aby uchronić tarczycę przed wchłonięciem radioaktywnego izotopu jodu. Profilaktycznie, na własną rękę nie powinno się go stosować, ale wielu chełmian zrobiło inaczej. Chełmskie apteki miały na stanie zaledwie po kilka butelek płynu. W hurtowniach też go brakowało.
– Ludzie panikowali, po płyn Lugola przychodzili bez względu na wiek – mówi Iwona Ziółek z Apteki „Centrum” przy ul. Szpitalnej w Chełmie. – Specyfik ten wydawany jest bez recepty. Sprzedaliśmy to, co mieliśmy na stanie. Informowaliśmy jednak, że przed jego zastosowaniem należy skonsultować się z lekarzem. Myślę jednak, że ludzie i bez tego pili go. Ze strachu. W hurtowniach płyn był niedostępny.
W innych punktach w mieście jest tak samo: – Codziennie przychodzą i pytają o tabletki z jodem – mówią farmaceuci.
Specjaliści ostrzegają przed kupowaniem w ciemno i przyjmowaniem jodu na własną rękę. Mariusz Cios, lekarz rodzinny, kierownik Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej „Prof-Med” w Chełmie informuje, że płyn Lugola zażywany bez konsultacji z lekarzem może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.
– Stosując go bez konsultacji z lekarzem możemy zrobić sobie krzywdę – mówi kierownik Cios. – Może to prowadzić do szeregu problemów zdrowotnych, w tym do nadczynności tarczycy. Gdyby rzeczywiście doszło do poważnej awarii, dostalibyśmy za pośrednictwem odpowiednich służb, izb lekarskich, oficjalne informacje w tej sprawie. W tej sytuacji nie ma sensu zażywać żadnych specyfików.
Oficjalny komunikat wkrótce się pojawił. Wydała go Państwowa Agencja Atomistyki wobec „fałszywych informacji na temat chmury promieniotwórczej i skażenia promieniotwórczego w związku z domniemaną awarią elektrowni jądrowej w Belgii”. W komunikacie czytamy, że na terenie belgijskiej elektrowni jądrowej Tihange nie doszło do żadnej awarii, nie było żadnego wycieku radioaktywnego i nie ma w związku z tym żadnego zagrożenia. Jak wyjaśnia PAA, która prowadzi bieżący monitoring sytuacji radiacyjnej kraju 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, „mikropęknięcia” w reaktorze są w istocie drobnymi, powierzchniowymi (kilka milimetrów) pęknięciami w grubej na kilkanaście centymetrów stalowej obudowie zbiornika ciśnieniowego reaktora. Pierwsze z nich zostały wykryte jeszcze w 2012 roku i wtedy też zostały gruntownie przebadane przez belgijski urząd dozoru jądrowego FANC. Wyniki analiz wskazują, że pęknięcia nie mają wpływu na bezpieczeństwo, a elektrownia pracuje normalnie. Nad Polską nie nastąpiło żadne podwyższenie poziomu promieniowania jonizującego.
Mimo tego komunikatu ludzie i tak dzwonią do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie.
– Ludzie są zaniepokojeni i nadal dostajemy telefony w tej sprawie. Oficjalne wyjaśnienie Państwowej Agencji Atomistyki nie trafiło do wszystkich – usłyszeliśmy w Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie. (pc, mo)

Komentarze