Pieskie życie

Kampanie edukacyjne przynoszą pewne efekty i liczba porzucanych zwierząt nieco maleje, ale do rozwiązania problemu wciąż daleko. Apel o odpowiedzialne kupowanie zwierząt po raz kolejny ponowili Animalsi podczas obchodzonego niedawno Dnia Bezdomnych Zwierząt.

Zwierzęta porzucone

Zwierzęta cierpią z naszej winy – porzucone, zapomniane lub niechciane błąkają się po ulicach i parkach. Dzięki działalności schronisk mają szansę na lepsze miejsce i ciepły kąt, mogą zostać zaadoptowane i znów być szczęśliwe. W Lublinie bezdomnym zwierzętom pomagają pracownicy i wolontariusze Schroniska Dla Bezdomnych Zwierząt, działającego przy ulicy Metalurgicznej 5. W tej chwili przebywa w nim 197 psów, 92 koty i 88 zwierząt egzotycznych.
Lubelskie schronisko przyjmuje zwierzaki z wypadków ulicznych, zgłoszeń interwencyjnych bądź bezdomne błąkające się po mieście. Nie jest, jak myślą błędnie niektórzy, przechowalnią czy hotelem i nie przyjmuje zwierząt na czas pobytu właścicieli na wakacjach. Miesięcznie trafia tu około 100 psów. Wszystkie są pod kontrolą weterynarza. Poddaje się je również 14-dniowej kwarantannie. Do nowych właścicieli trafiają tylko zwierzęta zdrowe, zaszczepione, wysterylizowane lub wykastrowane, oznakowane oraz posiadające książeczkę zdrowia. Porzucone czworonogi powoli odbudowują swoje zaufanie do człowieka potrzebują tylko czasu i dobrej opieki. Nie wolno nadużywać ich zaufania, dlatego każda adopcja powinna być starannie przemyślana!

Zanim przygarniesz, pomyśl

Warto zastanowić się, jakiego zwierzęcia szukamy, jakie mamy warunki lokalowe oraz czy nikt z domowników nie jest uczulony na sierść. Pomyślmy, czy jesteśmy w stanie opiekować się zwierzęciem również wtedy, kiedy zestarzeje się i zachoruje? – Niemądre adopcje zawsze kończą się ze szkodą dla zwierząt. Pamiętajmy, że zwierzęcia nie można zwrócić. Moja rola często sprowadza się do „zniechęcania” właścicieli, ale staram się pokazać im, że opieka to duża odpowiedzialność. Nie prowadzimy żadnych kontroli przyszłych właścicieli, nie sprawdzamy ich domów, oceniamy ich chęć do adopcji na miejscu – mówi Marcin Gileta, pracownik schroniska.
Adopcja schroniskowych podopiecznych jest darmowa i nie wiążą się z nią skomplikowane przepisy prawne. Nowy właściciel podpisując umowę adopcyjną musi mieć ze sobą akcesoria do zabrania zwierzęcia: kaganiec, smycz czy klatkę transportową. Zwierzę można wziąć do domu tego samego dnia.
Na szczęście sporo jest mądrych adopcji, a na stronie internetowej schroniska można zobaczyć, ilu podopiecznym udało się do tej pory znaleźć kochających właścicieli i obejrzeć zdjęcia tych, które nadal czekają. Cieszy również duża liczba wolontariuszy zaangażowanych w pracę schroniska. Czterdzieści osób, w większości studentów, dba o swoich podopiecznych, wyprowadzając ich na spacery, bawiąc się z nimi, ucząc dobrego zachowania. Nabór prowadzony jest dwa razy do roku, wiosną i jesienią. Aby zostać opiekunem zwierząt, trzeba być pełnoletnim i dysponować co najmniej dwiema sobotami (po 4 godz.) lub trzema dowolnymi dniami (po 3-4 godz.) w miesiącu. Schronisku, pomagają też ludzie dobrej woli, przynosząc np. karmę czy zostawiając dobrowolne datki finansowe.

Jedyne w Polsce schronisko dla zwierząt egzotycznych

Przy lubelskim schronisku działa także jedyne w Polsce egzotarium, które łączy w sobie funkcję schroniska dla zwierząt egzotycznych, centrum rehabilitacji gadów i płazów, oraz ośrodka edukacyjnego. Działa od 2008 roku. Przyjmuje gady i płazy, które są chore, uciekły z prywatnych hodowli bądź zostały znalezione na budowach i w parkach miejskich po porzuceniu przez właścicieli. Podleczone a często po prostu odratowane, trafiają do adopcji. Nowy właściciel musi przejść kontrolę przedadopcyjną, w czasie której sprawdzane są ich przyszłe warunki życia. W nowym domu egotycznego zwierzęcia musi być odpowiednie terrarium bądź akwarium. Właściciele są uprzedzani, że trzeba z nimi częściej chodzić do dobrego lekarza weterynarii, który zna się na gadach. Nowi opiekunowie muszą też być gotowi na niezapowiedzianą kontrolę pracowników schroniska, którym bardzo zależy na dobrym losie tych zwierząt. – Zwierzęta zawsze trafiają do nas z winy człowieka – mówi Bartosz Gorzkowski, który wraz z grupą wolontariuszy z oddaniem zajmuje się podopiecznymi egzotarium. Jako kolejny przykład na ludzkiej bezmyślności przytacza historię agamy brodatej – jaszczurki, która jeszcze żywa, w zawiązanym na supeł plastikowym worku, została po prostu wyrzucona na śmietnik. Uratował ją bezdomny zbierający puszki, który powiadomił policję. Niezwykłą historię ma także pyton tygrysi. Ogromny wąż, mierzący 4,5 metra i ważący obecnie 40 kilogramów, pełzał sobie w Parku Ludowym. Prawdopodobnie został wyrzucony z domu, bo „za duży urósł”. – Węże tego gatunku świetnie sprzedają się w sklepach zoologicznych, gdy mają koło 50, 60 centymetrów długości. Kosztują od 120 do 150 zł za sztukę, a są to jedne z większych węży. Dorastają do ośmiu metrów i mogą ważyć do 120 kilogramów. Oczywiście, nieuczciwy sprzedawca nie poinformuje o tym chętnego do zakupu – mówi Gorzkowski. Kolejny podopieczny schroniska, legwan zielony zwany „Malutkim”, był najmniejszym spośród rezydujących tu wtedy 13 legwanów. Do dziś brakuje mu kawałka ogonka i ma dużą bliznę na pyszczku. Kiedy trafił na Metalurgiczną, brakowało mu aż… jednej trzeciej głowy. Miał wielki ropień, który rósł mu już od roku. Były właściciel poszedł z nim do lekarza dopiero wtedy, gdy legwan przestał się ruszać i jeść. Kiedy usłyszał, że kuracja będzie bardzo kosztowna, uznał, że po prostu będzie taniej, jak kupi sobie nowego za około 120 zł. A „Malutki” w bardzo ciężkim stanie trafił do egzotarium.

Zwierzęta to nie zabawki!

Żółwie stepowe i lądowe są po prostu wypuszczane „na wolność” a popularne kilka lat temu żółwie czerwonolice, żółtolice, żółtobrzuche, ostrogrzbiete i jaszczurowate trafiają do zbiorników Lubelszczyzny. To działanie na szkodę naszej przyrody, bo ozdobne gatunki należą do inwazyjnych, szkodliwych dla naszego środowiska. Tylko między 1994 a 1997 rokiem legalnie importowano do Polski 440 tysięcy sztuk żółwia czerwonolicego. Niewiele większe od pięciozłotówki sprzedawane były za kilkanaście złotych. Jednak przez lata rosną aż do 30-35 centymetrów samej skorupy. Ich naturalne środowisko to chłodny rejon Ameryki Północnej i Środkowej, dlatego bez problemu zimują w naszym klimacie. Wprawdzie nie mieszają się z naszym rodzimym gatunkiem – żółwiem błotnym, ale powodują ogromne zagrożenie dla środowiska swoją żarłocznością. Tylko jeden dorosły żółw potrafi w ciągu roku zjeść 10 kilogramów ikry. Mało osób wie, że przenoszą wirusy, bakterie i pasożyty, które nie były wcześniej znane w Polsce a więc rodzime gatunki nie są na nie odporne. Problem żółwi wodnych bytujących w naszym środowisku zajmuje się Fundacja Epicrates, która powstała w egzotarium z inicjatywy samych wolontariuszy. Wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym i Instytutem Weterynarii w Puławach na początku ubiegłego roku rozpoczęła kilkuletni projekt badawczy, polegający na odławianiu ozdobnych żółwi z terenu całej Lubelszczyzny.
Działalność Fundacji Epicrates można wesprzeć, wpłacając pieniądze na numer konta PeKaO SA – 51 1240 5497 1111 0010 3818 2838 .
Emilia Kalwińska

Komentarze