Pieskie życie…

Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę – taki zapis widnieje w ustawie o ochronie zwierząt. Znęcanie się nad nimi jest przestępstwem, za które grozi odpowiedzialność karna. Niestety, w dalszym ciągu nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
W piątek (8 kwietnia) pracownicy Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt interweniowali w Wołkowianach (gm. Żmudź). Patrol, który pojechał pod wskazany adres, przystanął w szczerym polu, na środku którego miała stać buda z uczepionym do niej na łańcuchu psem. Nie było możliwości dojazdu do zwierzęcia, pracownicy stowarzyszenia musieli pokonać pieszo niemały odcinek, by dotrzeć do czworonoga, droga wydawała się nie mieć końca… Kiedy dotarli na środek pola, zobaczyli około dwuletniego psiaka – w kolczatce, na krótkim łańcuchu i bez stałego dostępu do wody. Na widok ludzi, oczy biednego zwierzęcia rozbłysły nadzieją i radością. Natychmiast wezwali policjantów, by ci wyruszyli na poszukiwania, delikatnie mówiąc, nieczułego właściciela zwierzęcia. Okazało się, że właściciel (jak zeznał policjantom) wypożyczył psiaka koledze na dwa tygodnie, by przypilnował mu pola z rzepakiem przed dziką zwierzyną. I właśnie miał go odebrać… W asyście policji i patrolu straży ochrony zwierząt odjechał do domu z psem. On i jego kolega zostali też ukarani mandatem w wysokości 250 zł.
Pracownicy stowarzyszenia przyznają, że nie była to jednorazowa sytuacja. W ub. r. w Natalinie (gm. Kamień) mieli analogiczny przypadek – pies stał bez wody i z poranioną od kolczatki szyją, pilnując pola truskawek. To właśnie z powiatu otrzymują najwięcej zgłoszeń. Jak mówią, pod względem traktowania zwierząt ludzie na wsi są zacofani, najczęściej są to osoby starsze. Choć, co podkreśla w odniesieniu do ostatniej interwencji Łukasz Burak, zastępca wójta gm. Żmudź, trzeba też próbować zrozumieć właścicieli psów: – Ludzie skarżą się na dziką zwierzynę. Dziki, bobry, sarny. Kiedyś się tak ich nie spotykało na drodze, a teraz tak. Rolnicy przychodzą do urzędu i żalą się, że nie wiedzą już, co mają robić i jak zabezpieczyć uprawy przed zwierzyną z lasu. Liczą, że psy przypilnują pola.
Kilka dni wcześniej straż ochrony zwierząt dostała zgłoszenie do innego zaniedbanego psa (tym razem do jednej z wsi niedaleko Hrubieszowa). Stary, zmęczony życiem, z zaawansowaną krzywicą przednich łap oraz całkowicie wyłysiałą pod obrożą sierścią psiak stał bez wody i jedzenia, przywiązany na zbyt krótkim łańcuchu do rozpadającej się budy. Jego widok był przerażający. Sąsiedzi wskazali miejsce zamieszkania właścicieli. Na posesji patrol zastał w kojcu drugiego psa, w bardzo dobrej kondycji. Właściciel stwierdził, że tamten dusił kury, dlatego został „odizolowany”, a dokarmiają go sąsiedzi i przejezdni. Zwierzę zostało odebrane i trafiło do kliniki, a właściciel zrzekł się do niego praw. Sprawą zajęła się policja.
W ub. r. chełmska straż ochrony zwierząt interweniowała 40 razy. W 9 przypadkach właściciele, dla świętego spokoju i ograniczenia formalności, sami zrzekli się praw do czworonogów na rzecz stowarzyszenia. W kilku sprawach postępowanie prowadziła też chełmska komenda policji.
– W 2015 roku w Komendzie Miejskiej Policji w Chełmie było prowadzonych 6 postępowań z ustawy o ochronie zwierząt. Dotyczyły one znęcania się nad zwierzętami poprzez postrzelenie psa, porzucenie psa, porzucenie w kontenerze na śmieci szczeniaków, pobicia prosiaka. Część tych spraw zakończyła się umorzeniem z powodu braku znamion czynu zabronionego, bądź też z powodu niewykrycia sprawcy. Jedno z postępowań jest jeszcze prowadzone – informuje asp. Ewa Czyż, rzecznik prasowy KMP w Chełmie.

Ares zyskał drugie życie
Ma około 2,5 roku. Został odebrany interwencyjnie rodzinie, która nadużywała alkoholu. Piękny i mądry psiak nie miał łatwego życia. Właściciele zamykali go na balkonie w kagańcu, bez wody i jedzenia na całe dnie. Z tym samym kagańcem praktycznie się nie rozstawał – cały czas był zmuszony chodzić ze zbroją na pysku. Bity, kopany i bezbronny. Kiedy w ubiegłym roku trafił pod opiekę stowarzyszenia, był bardzo wystraszony. Ciężko było nawiązać z nim kontakt. Na dotyk człowieka reagował warczeniem i szczekaniem. Na początku tolerował jedynie mężczyzn. Nic dziwnego, to właśnie kobieta – z pozoru słaba płeć – zadawała mu najsilniejsze ciosy.
– Było ciężko, bo w stowarzyszeniu działa więcej wolontariuszek, niż wolontariuszy, ale daliśmy radę. Udało się i Ares się oswoił, przeszedł przemianę. W tej chwili łatwo nawiązuje kontakt z człowiekiem, a gdy kogoś bliżej pozna, darzy go wielką przyjaźnią. Odzyskał zaufanie do człowieka. Uwielbia spacery, zabawy, nie toleruje kotów, a z samcami rywalizuje. Jest idealnym przyjacielem i opiekunem domu z ogrodem, przypilnuje posesji – mówi Iwona Palczewska ze Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt.
Pod opieką stowarzyszenia Ares przebywa od roku. Zyskał drugie życie i jest gotów, by znaleźć nowy dom. Ale niekoniecznie w bloku (blokowiska przywołują w nim bolesne wspomnienia), a właśnie jako opiekun domku jednorodzinnego. – Szukamy dla niego stałego domu, albo chociaż kogoś, kto tymczasowo go przygarnie. Ares ma pełne szczepienia i zostanie wykastrowany – apeluje pani Iwona.
Przed pełną adopcja obowiązuje tzw. wizyta przed adopcyjna. Tak, by stopniowo oswoić psiaka z nowym panem – kimś odpowiedzialnym i rozsądnym, ale przede wszystkim kochającym i czułym. Jeśli Ares znajdzie swojego nowego opiekuna, w oswojeniu go z nowym otoczeniem pomoże i posłuży radą Ewa Jabłońska, behawiorystka ze stowarzyszenia. Kontakt w sprawie adopcji: tel. nr 512 389 983 lub 509 532 004. (pc)

Komentarze