Plecionka Robinson Phantom Spin

Na forach wędkarskich, w sklepach i na łowiskach panuje opinia, że tani sprzęt nie jest wart uwagi, bo jego widoczne bądź ukryte wady prędzej czy później dadzą o sobie znać. Nie inaczej jest z linkami, które są jedynym elementem zestawu łączącym rybę z wędkarzem.

Od maja na kołowrotek spinningowy mam nawiniętą żółtą plecionkę Robinson Phantom Spin. Ma 0,12 mm średnicy i wytrzymałość 9,70 kg. Gdy po raz pierwszy nawinąłem ją na kołowrotek, miałem mieszane uczucia, bo linka układała się na szpuli dość nieregularnie. Jednak po kilku wypadach nad Bug nawój poprawił się zdecydowanie. Po trzech miesiącach użytkowania kolor plecionki tylko nieznacznie wyblakł, ale nie to jest najważniejsze. To, co świadczy o jakości plecionki, czyli wytrzymałość, miękkość i „niewłochatość”, Phantom Spin trzyma wręcz celująco. Poddaje się dopiero na ciężkich zaczepach (o ile wcześniej nie da się odstrzelić) i zawsze na węźle. Ma okrągły przekrój i świetną wierzchnią warstwę, która od początku użytkowania i w każdych warunkach jest gładka jak w chwili rozpakowania pudełka. To nie koniec jej zalet. Na przelotkach linka jest bardzo cicha, w ogóle się nie plącze, leci daleko i przewidywalnie, a na szpuli układa się tak samo sucha i mokra. A teraz najlepsze – za 100 metrów linki w sklepie zapłacimy ok. 50 zł. W tej cenie Robinson Phantom Spin nie ma żadnej konkurencji. (mi)

Komentarze