Przykuty do oddziału

O Mirku, jak mówią o nim pielęgniarki z oddziału wewnętrznego I, pisaliśmy po raz pierwszy w listopadzie ubiegłego roku. Okazało się, że mężczyzna od miesięcy przebywa na oddziale, chociaż nie wymaga hospitalizacji.
– Trafił do nas w kwietniu 2015 w bardzo złym stanie ogólnym, bardzo zaniedbany z licznymi infekcjami – mówi Jolanta Żak-Żybura, kierownik oddziału wewnętrznego I z pododdziałem endokrynologicznym i hematologicznym w chełmskim szpitalu. – Przeszedł leczenie. I już po kilku tygodniach doprowadziliśmy pacjenta do stanu, w którym nie wymaga hospitalizacji, ale nie możemy ani odesłać go do domu, ani przenieść na inny oddział.
Pacjent nie jest samodzielny. Chociaż nie wymaga leczenia, nie może komunikować się z otoczeniem ani samodzielnie funkcjonować.
– Ma sparaliżowaną prawą stronę ciała, nie jest w stanie mówić, nie wiemy czy rozumie, o co go pytamy – tłumaczy doktor Żak-Żybura. – Nie może sam się poruszać, nie jest w stanie sam przygotować sobie posiłku. Wymaga stałej opieki.
Tej nie chce się podjąć rodzina Mirosława. Chociaż ma czworo dorosłych dzieci, to nie utrzymują z nim kontaktu, nie odwiedzają i nie zamierzają zabrać do siebie. Nie bez powodu. Przed rokiem pacjent był bohaterem programu telewizyjnego „Uwaga”, w którym jedna z córek żaliła się, że musi opiekować się swoim oprawcą. W materiale wspomina ojca, który nadużywał alkoholu i terroryzował całą rodzinę. I to właśnie przez alkohol wylądował teraz w szpitalu.
– Po emisji materiału żadne z dzieci już nie odwiedzało ojca w szpitalu – mówią pielęgniarki. – Czasami pojawia się brat. Posiedzi chwilę, ogoli go.
Stałej opieki środowiskowej nie może zapewnić mu też Ośrodek Pomocy Społecznej z gminy Chełm, z której Mirosław pochodzi. Ale niektórzy uważają, że OPS robi wszystko, by opóźnić przeniesienie pacjenta do domu pomocy społecznej, bo gmina musiałaby za to płacić. Mirosław nie ma ani renty ani emerytury, z której można byłoby ściągać część opłaty.
Rozwiązaniem byłoby umieszczenie w zakładzie opiekuńczo leczniczym w szpitalu, ale nie można tego zrobić bez zgody pacjenta.
– A ten nie jest w stanie wyrazić swojej woli – mówi Jacek Buczek, dyrektor chełmskiego szpitala. – Nie można się z nim porozumieć i uzyskać takiej zgody.
Dyrektor mówi, że pobyt pacjenta na oddziale wewnętrznym kosztuje szpital 300 zł dziennie. – Ale nie tylko pieniądze są problemem. Pacjent nie wymaga przecież leczenia i zajmuje miejsce innym chorym – mówi Buczek.
I chociaż na oddziale wewnętrznym ma doskonałą opiekę, to pielęgniarki i lekarze nie są w stanie zająć się nim na tyle, na ile teraz tego wymaga – czyli prowadzić jego rehabilitację czy nawet wyjść z nim na spacer na świeże powietrze. Mężczyzna od roku nie opuszczał swojej sali.
Ośrodek Pomocy Społecznej z gminy Chełm wystąpił do prokuratury i sądu o ustanowienie kuratora dla pacjenta. Ten mógłby w jego imieniu podjąć decyzję. Jednocześnie sąd rozpatrywał sprawę dotyczącą umieszczenia pacjenta w Domu Pomocy Społecznej. I co ciekawe, już w listopadzie ubiegłego roku wydał decyzję, która pozwala przenieść Mirosława K. bez jego zgody do DPS. Dlaczego do dzisiaj nikt tego nie zrobił?
Dyrektor OPS gminy Chełm Dorota Mazurek mówi, że sytuacja jest patowa. – Nie wiadomo tak naprawdę, kto jest adresatem tego wyroku sądu i kto powinien podjąć decyzję o przeniesieniu pacjenta do DPS, bo przecież sam chory odebrać wyroku i podpisać decyzji nie może – uważa. Ale skoro to z inicjatywy ośrodka sprawa trafiła na wokandę, to ośrodek powinien do wyroku się zastosować. Mazurek przyznaje, że OPS nie podejmował żadnych kroków, bo czekał na rozstrzygnięcie toczącej się jednocześnie sprawy o ustanowienia kuratora dla Mirosława. A sąd przed dwoma tygodniami uznał, że nie ma przesłanek by takiego kuratora powoływać. O czym OPS dowiedział się od nas.
– Wygląda na to, że wyczerpaliśmy wszystkie drogi prawne i nie pozostaje nic innego jak przenieść pacjenta do DPS – mówi dyrektor Mazurek. Bogumił Fura

Komentarze