Różne dźwięki, jedna radość

Festiwal dał szerokie spektrum wydarzeń: oprócz koncertów – wystawy, prelekcje i filmy. Skupmy się jednak na ofercie muzycznej Innych Brzmień. Festiwalowe propozycje w tym roku były bardziej zróżnicowane niż w poprzednich edycjach, zwłaszcza na dużej scenie.
Znakomite rzeczy można było wysłuchać i na małej estradzie IB, pod dachem wielkiego festiwalowego namiotu. Już w czwartek pod owym „baldachimem” u stóp Zamku brzmiało sporo dobrego. To za sprawą niemieckiej wytwórni Stabugold. Jej zespoły: trio Aksak i Kammerflimmer Kollektief zafundowały transowe, hipnotyczne nuty
Piątek na dużej scenie nie był zbyt dobrym dniem festiwalu. Pierwsze występy, jeszcze w pełni lipcowego dnia, nie dawały znanego klimatu innych brzmień. Najpierw jazzująca dość sprawnie ukraińska grupa Somali Yacht Club grała przy niemal pustej widowni. Następnie estrada „wybuchła” oryginalną mieszanką metalowego rocka z operowym belcantem i muzyką klasyczną w wykonaniu Diablo Swing Orchestra.

Tymczasem Kazik Staszewski

…mógł się szczycić, że jego przeboje „deklamowała” wraz z nim (chwilę później) pełna widownia. Jego występ z Kwartetem Proforma wypadł świetnie, zwłaszcza pod względem muzycznym. Ten rockowy komentator polskiej rzeczywistości w wieku już senioralnym nie powinien być jednak własnym konferansjerem – w tzw. słowie wiążącym Kazik ewidentnie pomylił imprezy. Być może chciał tu zaszpanować, bo z estrady pod Zamkiem wielokrotnie padały słowa, które Innym Brzmieniom nie przystoją, ledwo mieszcząc się w formule Męskiego Grania.

W sobotę kwintesencja innych brzmień

Najpierw na głównej scenie ukraińska grupa Love’n’Joy swym lekkim brzmieniem udatnie mieszała indie-rock z psychodelią lat 70… Wmieszał się i deszcz. Na szczęcie zdążyło wyschnąć, nim Amerykanie z Easy Star All Stars dali popis interpretacji hitów muzyki pop i rocka – zwłaszcza Pink Floyd. Zauroczyli tym widownię, która zbiorowo kołysała się w rytmach dub-reggae. W chwilę po nich kultowa formacja Tortoise z Chicago, giganci post-rocka i nu-jazz, awangarda, lecz pełna harmonii.
Ponad 2-godzinny spektakl muzycznej fantazji zapewniła Shibusashirazu Orchestra z Japonii. Ich zjawiskowy miks to: wyrafinowany jazz, taniec współczesny i teatr butoh. Ponad 30 osób zapełniło estradę, nieustannie pulsując w ostrych rytmach, z przerwami na refleksyjne brzmienie. A na koniec wielki dmuchany smok długo srebrzył się nad wprawioną w dziecięcy zachwyt widownią. Owacja po spektaklu nie miała końca.
W niedzielę muzykowano już tylko w namiocie. Tu na tę estradę IB zawitał nieśmiało – i słusznie, polski hip-hop. Raper Łona – nawet jeśli skrzący ciekawą ironią i DJ Webber odstają bowiem od formuły tego zacnego festiwalu. Po nich jakże kontrastowe, wakacyjne brzmienie roztoczył zespół Carnival Youth z Łotwy. Już w pełni klimatu IB było na koncercie Hypnotunez. Piątka muzyków z Ukrainy doskonale łączy swing, jazz oraz inne gatunki taneczne w klimatach retro, do tego dziki punk-rockowy drive, co skwapliwie wykorzystała widownia do tańca. Jako ostatnie zeszło ze sceny Innych Brzmień trio o przydługiej nazwie Have you ever seen The Jane Fonda areobic VHS nie pozostawiając już takich wrażeń – zapewne z braku Jane Fondy.
Marek Rybołowicz

Komentarze