Rżną na potęgę

Wycinka drzew trwa w najlepsze. Właściciele prywatnych posesji masowo korzystają z nowych przepisów. Wióry lecą też na osiedlach. – Jeszcze chwila, a całkiem ogołocą miasto z zieleni – grzmią zaniepokojeni chełmianie.

Wycinka drzew i krzewów na własnej działce do niedawna wiązała się z koniecznością uzyskania stosownego zezwolenia. Karczowanie posesji bez dopełnienia tej formalności było bardzo kosztowne. To już jednak historia. Od stycznia prawo się zmieniło i każdy mieszkaniec może na swojej posesji ciąć, co chce, byle wycinka nie miała związku z prowadzeniem działalności gospodarczej. Efekt? Wióry lecą na potęgę.
W naszej redakcji urywają się telefony od zbulwersowanych mieszkańców. – Ludzie w szale wycinają wszystko, co się da, nawet kilkudziesięcioletnie drzewa. Jeszcze trochę i ogołocą całe miasto z zieleni i otaczać nas będzie tylko szary beton – skarżą się.
Mnóstwo telefonów odbierają też pracownicy wydziału ochrony środowiska w Urzędzie Miasta Chełm. – Codziennie jest ich kilkanaście. Mieszkańcy dzwonią, żeby się upewnić, czy rzeczywiście mogą wyciąć drzewa – mówi Irena Żółkiewska, dyrektor wydziału.

Na osiedlach też tną

W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy też informację o osiedlowych wycinkach.
– Klon i jesion. Dwa przepiękne, wielkie drzewa przy ul. Szymanowskiego. Oba poszły na ścięcie – grzmiał mieszkaniec osiedla Słoneczne. – Zniszczyli to, co my, mieszkańcy, wiele lat temu stworzyliśmy. To niedopuszczalne, szczególnie, że nikt tego z nami nie konsultował.
Ewa Jaszczuk, prezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, studzi emocje. – Po pierwsze, były to wycinki planowane już dawno, jeszcze przed zmianą przepisów. Zgodę na nie otrzymaliśmy jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego roku. A po drugie, drzewa te musiały zostać usunięte, ze względu na to, że stanowiły zagrożenie. Posiadały liczne ubytki, a gdyby tego było mało, to zaobserwowano u nich proces gnilny, który powodował wewnętrzny rozkład tkanek – informuje prezes.
Podobnie było w przypadku spółdzielni „Odrodzenie” przy ul. Wojsławickiej. – Na naszym osiedlu jest ponad tysiąc drzew – mówi Krzysztof Mazurek, prezes spółdzielni. – Mieszkańcy sadzili je kiedyś bez ładu i składu. Urosły, a teraz niejednokrotnie zawadzają, np. utrudniają przejazd, albo rosną zbyt blisko budynków. Do tego wiele z nich powysychało. Dlatego też zwróciliśmy się do magistratu o decyzję o możliwość ich usunięcia. Dostaliśmy ją w sierpniu ubiegłego roku – na 49 drzew – informuje prezes. (mg)

Komentarze