Sawin w finansowych tarapatach

Dariusz Ćwir, wójt gminy Sawin

Gmina Sawin znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Musi zapłacić spółce „Haller” blisko 5 mln zł odszkodowania wraz z odsetkami, a nie ma z czego, bo nie posiada zdolności kredytowej. Zdaniem radnych opozycji ani były, ani obecny wójt nie są temu winni. Mecenas Mariusz Filipek, który reprezentował gminę przed Sądem, podkreślał na sesji, że w trakcie procesu udało się zmniejszyć żądania „Hallera” o blisko 4 mln zł. Ale biorąc pod uwagę zasądzone odszkodowanie, trudno tutaj mówić o sukcesie…

Andrzej Mazur, były wójt gminy Sawin

Wtorkową sesję rady gminy Sawin zdominowała przegrana w Sądzie Apelacyjnym w Lublinie sprawa ze spółką „Haller” z Katowic, która rozpoczęła budowę zbiornika wodnego „Niwa”, ale jej nie dokończyła. Obie strony zerwały umowę, po tym jak wykonawca zaczął kwestionować aneks, zawierający realizację dodatkowych prac. „Haller” uznał, że nie dostał wszystkich pieniędzy, dlatego skierował sprawę na drogę sądową. Gmina, wyrokiem sądu, ma zapłacić firmie 2 648 000 zł odszkodowania i ponad 2,1 mln zł odsetek.
Przebieg procesu radnym w pigułce zreferował reprezentujący gminę przed sądem mecenas Mariusz Filipek z Lublina. Przypomniał, że „Haller” domagał się od gminy kwoty 6,4 mln zł za wykonane przy zbiorniku prace. – W toku całego procesu udało się udowodnić, że firmie nie należą się prawie 4 mln zł – akcentował mocno adwokat. – To oznacza, że „Haller” chciał od gminy większych pieniędzy, niż mu się należały. W trakcie ponad czteroletniego procesu zostało wywołanych szereg opinii biegłych, łącznie z analizą zdjęć satelitarnych.
Katowicka firma robiła wszystko, by odzyskać należne – jej zdaniem – pieniądze. Złożyła doniesienie do prokuratury, że gmina nie zapłaciła jej za wszystkie wykonane prace, o sprawie powiadomiła Regionalną Izbę Obrachunkową, Najwyższą Izbę Kontroli, a także Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Nic nie wskórała, bo śledczy umorzyli postępowanie, zaś pozostałe instytucje nie doszukały się nieprawidłowości.
Mecenas Filipek podkreślał, że od samego początku procesu starał się udowodnić, iż „Haller” powinien wykonać wszystkie prace, niezależnie od ich zakresu, za kwotę, jaką zaproponował w przetargu. Gmina zawarła ze spółką umowę ryczałtową. – „Haller” przekonywał, że pewne roboty były nieprzewidziane i należy mu się wynagrodzenie powiększone o 6,4 mln zł – mówił M. Filipek. – Naszym zdaniem nie miał racji. Firma Budownictwo Wodne ze Stalowej Woli, która dokończyła budowę, zmieściła się w kosztorysie. Z rozmów z jej właścicielami można było przypuszczać, że „Haller” nigdy wcześniej nie wykonywał podobnych prac, jak na zbiorniku „Niwa” w Sawinie.
Punktem spornym był aneks do umowy między katowicką firmą a gminą Sawin. To ten dokument w dużej mierze zaważył na orzeczeniu sądu – tak mówiła mecenas Małgorzata Zbarachewicz, której wójt gminy Dariusz Ćwir udzielił pełnomocnictwa do tej sprawy. Obecny na sesji były wójt Andrzej Mazur zapewniał, że „Haller” od samego początku wiedział o istnieniu aneksu, który zawierał wykonanie dodatkowych prac. – Tego dokumentu nie publikowaliśmy na stronie internetowej, ale był on do wglądu w urzędzie, jeszcze w trakcie trwania procedury przetargowej. Przedstawiciele „Hallera” przyjechali do Sawina i widzieli ten aneks. Z ich wizyty w urzędzie jest notatka służbowa. Podczas realizacji budowy zobaczyli, że są pod kreską, zaczęli szukać kruczków prawnych i przyczepili się aneksu – przekonywał A. Mazur. – Przy umowie ryczałtowej w trakcie trwania robót nie można zgłaszać dodatkowych prac, o czym doskonale wiedzieliśmy. Gmina zapłaciła „Hallerowi” w sumie 5,5 mln zł. Nie przelaliśmy natomiast pieniędzy za rzekome dodatkowe roboty, których żądała firma z Katowic, bo naszym zdaniem nie należały się jej.
Mecenas Filipek dodał, że dane znajdujące się w aneksie, były zawarte też w innych dokumentach projektu technicznego. – „Haller” zrealizował prace na zbiorniku w 56 procentach. Dane z aneksu to 5 może 10 procent wszystkich robót – podkreślał.
Radni pytali mecenasa, czy jego kancelaria zrobiła wszystko, co było możliwe w tej sprawie. Adwokat zapewnił, że nie było żadnego przeoczenia przy wywołaniu jakiegokolwiek wniosku dowodowego. – „Haller” złożył pismo procesowe do sądu w Katowicach – mówił mecenas. – Przez blisko rok staraliśmy się, by proces toczył się przed sądem w Lublinie. Udało się i dzięki temu zaoszczędziliśmy czas i pieniądze. Sąd przesłuchał dziesiątki świadków, była wnikliwie badana dokumentacja techniczna. Sama apelacja, składająca się z 48 stron, zawierała aż 26 argumentów, z którymi nie zgadzaliśmy się. Od początku staraliśmy się udowodnić, że „Haller” powinien zmieścić się w ustalonym wcześniej ryczałcie. Nad tą sprawą nieraz pracowaliśmy w 15-osobowym składzie prawników, zatrudnionych w kancelarii. Gdyby analiza wszystkich dokumentów wykazała, że nie mamy cienia szansy na wygraną, nie podjęlibyśmy się tego zadania. W naszej ocenie dane z dokumentacji pozwalały wnioskować, że inwestycję tę można było zrealizować w ramach pieniędzy, jakich w przetargu zażądał „Haller”. Dlatego też podjęliśmy się reprezentowania gminy przed sądem. Uszczupliliśmy żądania firmy o 4 mln zł.
Słowa M. Filipka potwierdził wójt Ćwir. Padły też pytania o wynagrodzenie dla mecenasa. Adwokat stwierdził, że zwyczajowo kancelarie prawne żądają od 10 do 15 proc. wartości sporu oraz premii z zaoszczędzonej kwoty. – Moja kancelaria zrezygnowała z tego – podkreślił. – Wystawiliśmy natomiast fakturę na 10 tys. zł netto.
– Może dlatego przegraliśmy sprawę?! – wtrącił radny Wojciech Adamowicz. Ta wypowiedź zabolała mecenasa Filipka.
– Czy dostalibyśmy złotówkę, czy 10 mln zł, zrobilibyśmy to samo, bo jesteśmy profesjonalistami! – odparł adwokat. – Sprawę od samego początku traktowaliśmy honorowo.
Na sesji pojawiły się też zarzuty wobec byłego wójta Andrzeja Mazura. Radny powiatowy Andrzej Łolik stwierdził, że Mazur nie chciał rozmawiać z „Hallerem”. – Przedstawiciele firmy przyjeżdżali z Katowic do Sawina, ale wójt Mazur nie miał dla nich czasu. Czekali godzinami pod drzwiami bez skutku. Pan wychodził z gabinetu, zasłaniając się innymi spotkaniami – twierdził Łolik.
Mazur odpowiedział, że wszystko odbywało się przy otwartej kurtynie. – Na spotkania należy się umawiać – podkreślał. Były wójt zapytał obecnego o jego wyjazd ze skarbnik Agnieszką Nowosad do Katowic. – Czy jest notatka służbowa z tego wyjazdu? W jakim celu pan tam pojechał? – pytał Mazur.
Dariusz Ćwir wyjaśnił, że nie miał wyjścia i musiał udać się do Katowic. – Przedstawiciele „Hallera” nie chcieli przyjechać do Sawina, bo wcześniej kilkakrotnie całowali klamkę! Siedzieli na korytarzu, czekali na spotkanie, a pan zabierał teczkę i rzekomo jechał w delegację! – odpowiedział Mazurowi.
Radni chcieli też wiedzieć, czy mecenas w trakcie procesu dążył do ugody z „Hallerem”. – Rozmawialiśmy o polubownym załatwieniu sprawy z „Hallerem”, ale żądania firmy były nie do przyjęcia. Chciała ona 4-5 mln zł należności głównej – wyjaśnił mecenas.
Mariusz Filipek kilka razy podkreślił, że w trakcie procesu udało się zmniejszyć żądania firmy „Haller” o blisko 4 mln zł. – Złożyliśmy wniosek o uzasadnienie wyroku – mówił. – Zapoznamy się z nim i wspólnie z władzami gminy zdecydujemy, czy będziemy składać skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Mamy na nią 60 dni od daty otrzymania uzasadnienia.
Radni opozycji, kojarzeni z poprzednim wójtem Andrzejem Mazurem, po wysłuchaniu relacji mecenasa, przyznali, że zarówno Mazur, jak i Ćwir nie ponoszą winy w przegranym procesie. – Dziwne, że „Haller” nie wyrobił się w umówionej kwocie, a weszła inna firma na budowę i zrealizowała zadanie – nie dość że w terminie, to jeszcze zmieściła się w ustalonych pieniądzach – podkreślił Eugeniusz Gumienik. – Nie dostrzegam winy ani jednego, ani drugiego wójta. Apeluję o spokój, firma „Haller” nieuczciwie podeszła do realizacji zadania – wtrącił Błażej Jasiński. – Nie mam pretensji do obu wójtów, natomiast chcę wiedzieć, co jest z obligacjami, zapisanymi w budżecie gminy – pytał Wacław Bejda.
– W minionym roku do spłaty mieliśmy 1,7 mln zł kredytów, a że nie było takiej możliwości, postanowiliśmy wyemitować obligacje konsolidacyjne – odpowiedziała Bejdzie Agnieszka Nowosad. Skarbnik przyznała też, że gminy nie stać na jednorazową spłatę zadłużenia. – Przede wszystkim nie mamy zdolności kredytowej i dlatego nie możemy od razu oddać całości długu. Jesteśmy w stanie natomiast spłacać po 100-110 tys. zł miesięcznie, ale nie wiemy, czy „Haller” na to się zgodzi. Dla nas to i tak ogromny wysiłek finansowy. Nie będziemy mieli pieniędzy na udziały własne, nie będzie nas stać na realizację inwestycji. Rezygnujemy dosłownie ze wszystkiego – zaakcentowała Agnieszka Nowosad. – Stoimy przed faktem dokonanym, musimy problemom stawić czoła i dojść z „Hallerem” do porozumienia, żeby płatności nie zakłóciły funkcjonowania gminy – dodał wójt Ćwir. (ps)

Komentarze