Ściana Andrzeja Kota

Ośrodek Brama Grodzka-Teatr NN był 28 czerwca miejscem premiery filmu Grzegorza Linkowskiego „Zwierzę na papierze”. Po nim nastąpiło odsłonięcie swoistej galerii Andrzeja Kota, na elewacji kamienicy przy ul. Grodzkiej 17, zaprojektowanej przez Jarosława Koziarę.


Zostały po nim trwałe ślady graficzne: exiblirisy, art-żarty, zaproszenia, plakaty, druki ulotne i małe formy graficzne liczone w tysiącach. Można je dziś znaleźć w zbiorach muzeów, galerii, bibliotek i w kolekcjach prywatnych. Nie oczekiwał za nie pieniędzy. Nie brylował na salonach artystycznych miasta – choć talentem przewyższał wielu ich bywalców. Nie dbał też o autopromocję, chociaż jego prace publikowano nawet w odległych krajach świata.
Andrzej Kot (1946-2015) – wybitny lubelski grafik i rysownik (również kaligraf i ilustrator książek, wcześniej drukarz) był barwną, chociaż cichą postacią życia kulturalnego w Lublinie.
Tu się urodził, mieszkał przy ul. Grodzkiej, tu uczęszczał do Liceum Sztuk Plastycznych, które mieściło się opodal jego domu. Nadmiar talentu, a może młodzieńczy bunt sprawił, że nie pasował do szkolnych ław i wkrótce podjął pracę jako zecer w Lubelskich Zakładach Graficznych.

„Zwierzę na papierze”

Wiele informacji z biogramu artysty można zobaczyć w filmie Grzegorza Linkowskiego pod takim tytułem. To drugi jego film dokumentalny na temat tego bohatera, ciepły obraz schyłkowych lat artysty, pełnego już pokory wobec życia, pogodzonego z losem, zamieszkującego własny, wewnętrzny świat. Bo Andrzej Kot był wrażliwy, nad miarę skromny, autentyczny, a całym jego światem było rysowanie. Kadry dokumentu pokazują Kota na drodze, którą odbywał po mieście ze swoimi pracami niczym akwizytor. Artyście towarzyszą animowane postaci jego graficznych bohaterów: anioł, diabeł, kozioł, ptak i oczywiście kot. Nawet jeśli to światy równoległe, to kot umiał w nich żyć. Znosił pogodnie swój los bez cienia skargi na życiorys, który nie słał mu się różami pod nogi. To dotyczyło również stanu zdrowia. Na onkologiczną diagnozę, zareagował fraszką: „Pójdziemy tam gdzie trzeba, do piekła lub do nieba a najprędzej rachu ciachu pójdziemy do piachu”. Wskutek choroby film „jego życia” okazał się krótszy – artysta zmarł 17 lutego 2015 roku, dokładnie w Międzynarodowy Dzień Kota.

Grafik-satyryk-wagabunda

…był całkowicie oddany swej sztuce. Ten fakt, zdaniem jego przyjaciół, zasługuje na upamiętnienie. Podobnie jak w rok po jego śmierci Jarosław Koziara wydał monograficzny album „Ot Kot”, tak w tym roku doczekał się on bardziej oryginalnego upamiętnienia swoich rysunków. „Ściana twórczości”, złożona z rysunków Kota, umieszczonych na elewacji kamienicy na Starym Mieście, to także pomysł Koziary.
– Może nie każdemu lubelskiemu artyście należy się kamienica na Starym Mieście, lecz ktoś taki jak Andrzej Kot zdarza się raz na 700 lat – uzasadniał performer swój projekt (w ramach Stypendium Prezydenta Miasta).
– Zajęło nam to ponad tydzień pracy od świtu po zmrok – mówią trzej artyści: Michał Stołecki, Jarek Strumidło i Marek Trocha. Dzieło wykonali techniką sgraffito, zakładającą naniesienie warstw tynku w różnych kolorach i zeskrobywanie górnej warstwy tworząc wzór. Znana od starożytności technika nie jest tania, ale jakiż efekt… 75 najlepszych grafik Andrzeja Kota zostało unieśmiertelnionych.
Prawie 2 lata trwała batalia, by jego prace znalazły się na elewacji przy ul. Grodzkiej 17. Adres ten jest jednym z 3 budynków w prywatnych rękach – to właściciele m.in. hoteliku „Waksman” (pod nr 19).
Jednak zdobiona „kocim” wzorem kamieniczka nie jest wykańczana wewnątrz i prawdopodobnie znajdzie w niej miejsce także hotel – snuje domysły Koziara.
Wychodząc tej myśli naprzeciw, składam propozycję, by ów nowy przybytek nazwać zgodnie z oryginalną „pieczęcią” artysty na jego murach: „Hotelem pod Kotem”. Marek Rybołowicz

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułŚwidnik się nie bał
Następny artykułGwiżdżą na pogodę