Spadochroniarz zawisł na drzewie

Bez szwanku wyszedł z opresji spadochroniarz, który po skoku zaplątał się w gałęzie drzewa i zawisł kilka metrów nad ziemią. Z opresji wybawili go dopiero włodawscy strażacy, którzy podjechali pod drzewo z wysięgnikiem i ściągnęli pechowca na grunt.

Do jednej z najbardziej nietypowych interwencji w historii włodawskiej Straży Pożarnej doszło w środę (7 lipca). Otóż ratownicy zostali wezwani do Żłobka (gm. Włodawa) w okolice lotniska polowego. Na nim trenowali przed czwartkowymi ćwiczeniami nad Jeziorem Białym żołnierze z 2. Hrubieszowskiego Pułku Rozpoznawczego. Zwiadowcy skakali ze spadochronami. Przez nagły poryw wiatru spadochron jednego ze skoczków zniosło na drzewa. Czasza i linki zaczepiły o gałęzie i żołnierz zawisł kilka metrów nad ziemią. Niestety, nie mógł uwolnić się w sposób znany z filmów, czyli przez odcięcie się od uprzęży, bo upadek z 5 metrów byłby bardzo groźny. Dlatego też na miejsce wezwano strażaków, którzy używając wysięgnika uwolnili zaplątanego w koronie drzewa pechowca. Żołnierz wyszedł z opresji bez szwanku. Ucierpiała tylko jego duma, nadwerężona uśmieszkami jego kolegów. (bm)

Komentarze