Spis w obórce i chlewiku

Ministerstwo rolnictwa chce, aby rolnicy prowadzili rejestr wejść do budynków, w których hodują zwierzęta. Zakaz wejścia do obory czy chlewu mogą mieć… psy i koty. – Kolejna paranoja! Oby te absurdalne przepisy nigdy nie weszły w życie – mówią rolnicy. Tymczasem Powiatowy Lekarz Weterynarii w Chełmie nakłada pierwsze kary na hodowców drobiu, którzy nie trzymali go w izolatce…
Zapisy projektu rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi w sprawie wymagań weterynaryjnych denerwują rolników. Chodzi m.in. o pomysł prowadzenia rejestru wszystkich osób, które miałyby wejść do obory. Nad każdym budynkiem, w którym hodowane są zwierzęta, musiałyby widnieć tabliczki z informacją „osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Ponadto do takich budynków nie mogłyby wchodzić zwierzęta psy i koty.
– Te pomysły są absurdalne i mam nadzieję, że nigdy nie wejdą w życie – mówi jeden z mieszkańców powiatu chełmskiego. – W jaki sposób rolnik miałby prowadzić ewidencję wejść do obory? Albo jak zabronić psu czy kotu wejścia do chlewu? Jedną paranoję z zakazem wypuszczania drobiu już mamy, teraz szykują rolnikom kolejne absurdy. Trudno zachować spokój, gdy na każdym kroku tak utrudnia się pracę.
Arnold Sawicki, zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Chełmie, nie chce komentować projektu ministerialnego rozporządzenia, ale przyznaje, że dotychczasowe przepisy wymagają nowelizacji. Przypomina, że już teraz obowiązuje zakaz wstępu osób postronnych do budynków hodowlanych i to żadna nowość. Ale w praktyce z przestrzeganiem tego wymogu jest różnie.

– Trzeba pamiętać, że rolnicy jako producenci żywności muszą dostosować się do wymaganych norm po to, aby żywność była zdrowa i bezpieczna – mówi Sawicki. – Co do samego projektu rozporządzenia nie chcę komentować jego zapisów, bo to nie jest przecież ostateczna forma dokumentu.

Nie odizolowali drobiu – dostaną kary

Wśród rolników wciąż emocje wzbudza kwestia zakazu wypuszczania drobiu. Stosowne zarządzenie wydał pod koniec grudnia ub.r. minister rolnictwa i rozwoju wsi oraz główny lekarz weterynarii w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa grypy ptaków. Rolnicy mają przetrzymywać drób w przeznaczonych do tego pomieszczeniach, uniemożliwiając mu swobodne poruszanie się po otwartym wybiegu. Nie wolno karmić drobiu na zewnątrz budynków ani poić go wodą ze zbiorników, do których dostęp mają dzikie ptaki. Do tego rolnicy zobowiązani są stosować odzież i obuwie ochronne a po każdym kontakcie z drobiem lub dzikimi ptakami umyć ręce, a także używać mat dezynfekcyjnych w wejściach i wyjściach z budynków, w których utrzymywany jest drób. Każdą ilość hodowanych ptaków należy zgłosić. Brak zastosowania ze strony hodowców drobiu do tych wymogów jest podstawą do nakładania kar. I to nie teoria.
– Za nieprzestrzeganie wymogów w zakresie hodowli drobiu rozpoczętych jest obecnie czternaście postępowań w sprawie nałożenia kar – mówi Sawicki. – Kary te wynoszą od 0,2 średniego krajowego wynagrodzenia do dwukrotności. Wszystkie prowadzone przez nas postępowania idą w kierunku minimalnych kar.
– Kury nauczone chodzić po podwórku, są teraz jak na uwięzi – ubolewa mieszkaniec gminy Wierzbica. – A we wsi jest strach nie przed ptasią grypą, tylko przed dotkliwymi karami pieniężnymi. To nie do pomyślenia. (mo)

Komentarze