Stanęło mu serce

W jednym z poprzednich wydań „Nowego Tygodnia” opisaliśmy okoliczności śmierci młodego kierowcy tira, który zmarł w Szwajcarii. Okazuje się, że nie wszystkie informacje wtedy przekazane były prawdziwe. Otóż przyczyną zgonu nie były powikłania po zapaleniu płuc. O przebiegu tragedii opowiada brat zmarłego:

 

Brat pracował dla firmy Topeks Radom, która zatrudnia kierowców dla włoskiego przewoźnika Matelda. W niedzielę wyjechał do Włoch, gdzie w podwójnej obsadzie miał jeździć na trasie z bazy TNT Milano do Aarau w Szwajcarii. W piątek, ok. południa, ciężarówka dotarła do Aarau. Zmiennik brata poszedł do biura załatwiać sprawy papierowe. Gdy po ok. 10 minutach wrócił do składu, okazało się, że drzwi do szoferki są zablokowane. Gdy wspiął się na schodki, zobaczył, że mój brat jest nieprzytomny. Szybko wezwał pomoc, a sam wybił szybę od strony pasażera i zaczął cucić brata. Na miejsce bardzo szybko przyjechało pogotowie. Po ok. 25 minutach reanimacji ratownicy przywrócili bratu akcję serca i zabrali go miejscowego szpitala. Niestety, wieczorem, mimo podłączenia do zaawansowanej aparatury, brat zmarł. Przyczyną zgonu była niewydolność mięśnia sercowego. W Szwajcarii odstąpiono od sekcji zwłok, a rodzina sprowadziła ciało na własny koszt. Firmy, w których zatrudniony był kierowca, czyli Topeks i Matelda, odmówiły jakiejkolwiek pomocy. (not. bm)

Komentarze