Studenci zbudują czołg

Grupa studentów działających w Kole Naukowym Inżynierii Materiałowej z płk Zbigniewem Węglarzem i dr inż Leszkiem Gardyńskim oraz pozostałościami po oryginalnym trenażerze

Studenci Politechniki Lubelskiej zamierzają zbudować replikę trenażera czołgowego MPG-69. Skonstruowany w 1969 r. pojazd to dzieło lublinianina, dziś 94-letniego płk Zbigniewa Węglarza, który dzieli się ze studentami swoimi doświadczeniami.
Trenażer służył do nauki jazdy czołgami we wszystkich jednostkach pancernych szkolących kierowców-czołgistów. Do naszych czasów nie zachował się żaden z ponad 200 wyprodukowanych egzemplarzy.
Studentów, działających w Kole Naukowym Inżynierii Materiałowej czeka nie lada zadanie. Jak na razie dysponują jedynie zdjęciami i planami maszyny, która zapewniała Wojsku Polskiemu gigantyczne oszczędności. Na szczęście, oprócz doświadczonego opiekuna Koła, który sam jest pasjonatem motoryzacji, dr. inż. Leszka Gardyńskiego, swoją fachową radą wspiera ich konstruktor trenażera, płk Zbigniew Węglarz. – Na moim wynalazku wojsko zaoszczędziło 15 milionów złotych – mówi płk Węglarz. – Kiedyś były po prostu problemy ze szkoleniem kierowców czołgów. W Związku Radzieckim szkolenie czołgisty zaczynało się tak, że kandydatowi na kierowcę zakładano na głowę tekturowe pudło ze szczeliną. I chodził tak parę dni, żeby przyzwyczaić się do obserwacji pola walki przez peryskopy. Potem siadał na tzw. bujankę, taki prymitywny szkielet z rur, na którym było siodełko czołgowe i dźwignie kierowania. Jeden żołnierz kiwał bujanką, imitując jazdę po wybojach, a kierowca starał się trafić nogami na pedały. – śmieje się płk Zbigniew Węglarz.

Innych urządzeń wtedy nie było. Jak przechodzono do szkolenia na czołgu, to zaczynały się problemy, bo instruktor nauki jazdy z kierowcą kontakt miał tylko przez telefon pokładowy – hełmofon i tylko w ten sposób mógł mu wydawać instrukcje. – Niedoświadczeni kierowcy często się stresowali, nie zabierali nogi ze sprzęgła i je palili. A naprawa to kosztowna impreza. Trzeba było wymontować cały silnik czołgu, żeby taką drobnostkę naprawić. Trenażery były wybawieniem dla początkujących czołgistów – dodaje pułkownik.
Trenażer dla początkujących
W wojsku płk. Zbigniew Węglarz przeszedł wszystkie szczeble kariery. Ukończył również wyższe studia na Politechnice Warszawskiej. W czasie, kiedy był wykładowcą w Akademii Sztabu Generalnego w Warszawie, prowadził. naukę jazdy na ciągnikach gąsienicowych. – Uczyłem jazdy na doskonałym polskim ciągniku marki Mazur przez osiem lat i już wtedy zastanawiałem się, jak skonstruować coś mniejszego – mówi. Pomysł przyszedł, gdy był zastępcą komendanta ds. szkolenia Wyższej Oficerskiej Szkoły Samochodowej w Pile.
– Tam były doskonale wyposażone warsztaty, z których korzystałem – dodaje. – Na początku, zrobiłem odkryty trenażer z silnikiem motocyklowym (M-72– red.). Miał prędkość 50 km na godzinę i był przeznaczony do nauki jazdy na pojazdach gąsienicowych. Ważył 300 kilogramów. Doskonale sprawdzał się na bezdrożach – wyjaśnia. Pomysł spodobał się w wojsku, ale nalegano na kolejny model, bardziej dostosowany do nauki jazdy na czołgach. – W nowym modelu, zamiast silnika motocyklowego, dałem 40-konny silnik syrenki. Kabina kierowcy została wyposażona we wszystkie oryginalne urządzenia z czołgu T-54, obok umieściłem siedzenie dla instruktora, który miał dodatkowy pedał hamulca i włącznik zapłonu – tłumaczy płk Węglarz.

Pierwsza seria pojazdów (MPG-69), jeszcze bez nadwozi, została wyprodukowana w Pile w 1969 roku. Później dodano wersję z nadwoziem. Nowy trenażer miał masę 1,2 tony, osiągał prędkość 35 km na godzinę. – Miał luk do wsiadania, jak prawdziwy czołg. Produkowany był przez pięć lat. Powstało około 200 sztuk trenażerów (do 1974 – red.). Trenażery służyły w jednostkach pancernych na terenie całego kraju. Dzięki wynalazkowi lublinianina wojsko zaoszczędziło na sprzęcie i szkoleniach. Dla porównania w tamtym czasie kilometr jazdy trenażerem kosztował 12 zł, a czołgiem 300 złotych. Przyszli kierowcy mogli uczyć się w doskonałych warunkach, przygotowując się do pracy na „prawdziwym” czołgu. – Trenażer dawał ogromne oszczędności przy szkoleniu czołgistów w stosunku do jazdy pełnowymiarowymi pojazdami gąsienicowymi i podobno znakomicie sprawował się w terenie. Niestety, według mojej wiedzy nie zachował się żaden z wyprodukowanych kilkuset egzemplarzy – mówi dr inż. Leszek Gardyński, opiekun Studenckiego Koła Naukowego Inżynierii Materiałowej. Serce pojazdu, w postaci silnika syreny, ze skrzynią biegów jest już w posiadaniu zespołu z lubelskiej politechniki. Pozostało zdobycie dwóch kół zamachowych i sprzęgieł od Gaza/lLublina 51, dwóch taśmowych hamulców ręcznych od Stara 660, a także elementów wyposażenia czołgu T-54, takich jak dwa fotele mechanika oraz przyrządy sterowania i kontroli.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek ma…

Studentom można pomóc – jeśli ktoś z naszych czytelników ma w garażu wymienione wyżej elementy i chciałby je przekazać na szczytny cel, może skontaktować się z lubelską Politechniką. -Zwracamy się z prośbą o pomoc w zdobyciu dokumentacji technicznej i fotograficznej, instrukcji użytkowania pojazdów oraz części potrzebnych do budowy trenażera – apeluje opiekun studentów dr inż. Leszek Gardyński. – Dotarliśmy do specjalisty od samochodów na planach filmowych, który znalazł dla nas prawie cały komplet oryginalnych kół i obiecał poszukać innych kawałków, jak np. fragmentu gąsienicy – dodaje.
Dla studentów budowa trenażera jest nie tylko przygodą, ale również pracą naukową. Na podstawie maszyny, której rekonstrukcję sfinansuje uczelnia, powstaną prace magisterskie. Jedną z nich pisze Marek Nieoczym, student Politechniki Lubelskiej na kierunku mechanika i budowa maszyn na studiach magisterskich – Chcę z moich studiów wynieść coś więcej niż tylko naukę liczenia, a konstrukcja bardzo mnie ciekawi i myślę, że zbudowanie trenażera da nam nie tylko dużo radości, ale i doświadczenia, którym możemy się pochwalić – wyjaśnia. Na rekonstrukcję studenci dają sobie rok. – Maksymalny czas to czerwiec 2018 roku. Zamierzamy też pracować w wakacje – dodaje. Pasjonaci działający w Kole Inżynierii Materiałowej mają już spore doświadczenia. Zbudowali dotychczas kosiarkę gąsienicową, cetana (II miejsce w Shell Eco Marathon 2014), trabanta z czterema kołami skrętnymi, 30-biegowego trabaktora. W ostatnim czasie pomagali również skonstruować zintegrowany z dronem buggy 4×4, a także elektryczny samochód 4×4, we współpracy z Ursusem. – Mam dopiero 94 lata, ale mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia zobaczę ten mój trenażer na chodzie – śmieje się płk Zbigniew Węglarz. Emilia Kalwińska

Komentarze